DESZCZ JESIENNY

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...



Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze

Na próżno czekały na słońca oblicze...

W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,

W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą...

Odziane w łachmany szat czarnej żałoby

Szukają ustronia na ciche swe groby,

A smutek cień kładzie na licu ich miodem...

Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem

W dal idą na smutek i życie tułacze,

A z oczu im lecą łzy... Rozpacz tak płacze...



To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...



Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...

Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...

Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...

Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...

Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.

Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,

Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...

Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną...

Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą...

Spaliły się dzieci... Jak ludzie w krąg płaczą...



To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...



Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie

I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...

Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem

I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,

Trawniki zarzucił bryłami kamienia

I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia...

Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu

Położył się na tym kamiennym pustkowiu,

By w piersi łkające przytłumić rozpacze,

I smutków potwornych płomienne łzy płacze...



To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...

Budowa i interpretacja

Wiersz ma minorowy i melancholijny nastrój. Podkreślają go pojęcia związane z pogrzebem – mary, korowód, groby, smutek. Składa się z 7 strof, ale trzech części rozdzielonych refrenem, strofą rozpoczynającą wiersz i powtarzającą się. Pierwsza strofa ma 10 wersów, druga jest najdłuższa, ma 16 wersów, a ostatnia znowu ma 10 wersów. Staff użył 12-zgłoskowca ze średniówką po 6 zgłosce/sylabie. Jest to wiersz sylabotoniczny. Tematem refrenu i wiersza jest opis deszczu dzwoniącego o szyby, który jednocześnie jest spersonifikowanym bohaterem dzieła. Spadające na szyby krople dźwięczą, monotonnie, nieustannie, tworząc mgiełkę przy oknie, a w zakończeniu budzą skojarzenia z jękiem. W pierwszej części widzimy chmury pojawiające się na niebie, przysłaniające słońce i powodujące zaciemnienie. Wędrujące po niebie młode chmury, idące pustynią ku śmierci mogą/choć nie muszą przypominać los człowieka – życie ludzi jest także podążaniem w kierunku śmierci. W części drugiej podmiot wspomina jakąś osobę, która odeszła od niego, umarła.

Deszcz jesienny

Kłopotliwe jest próbowanie zrozumienia, kogo ma na myśli, skoro nawet sam wyznaje, że nie pamięta. Zatem osoba ta nie była w jego życiu ważna, a może ogólny nastrój dnia/poranka powoduje, że jeszcze nie wyrwał się z objęć Morfeusza i tylko czuje podobieństwo sytuacji oglądanej na niebie z sytuacją życiową. Być może nikt mu nie umarł, ale metaforycznie odszedł, opuścił go, może była to kobieta? Z kolei w części trzeciej wiersza widzimy niespodziewanego gościa niosącego śmierć i zniszczenie – szatana. Z niewiadomych względów szatan aż sam się przeraził szkód, jakie wyrządził i zapadł w rozpacz. Zadaniem diabła jest niszczenie, dlaczego więc rozpacza? Ogród poety można interpretować metaforycznie jako raj utracony przez podstęp szatana, wówczas dopełnieniem działań szatana są owe ogniste łzy. “Płomienne łzy” wyjaśniają, że ów płacz nie musi być rozumiany przez ludzi jako płacz, może to być kontynuacja niszczenia świata, której nikt nie jest w stanie zahamować. A deszcz dzwoni…

t e k s t i n t e r p r e t a c j a

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…

Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny…

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny… Wiersz zaczyna się wersami powtarzającymi się w dalszej części - refrenem. Podmiot opisuje tutaj jesienny deszcz, który dzwoni o szyby, uderzając o nie jednakowo i miarowo, nieustannie. “O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny” to onomatopeja, czyli językowa próba naśladowania dźwięków przyrody. Podobnie onomatopeją jest dalej sączenie się światła: “I światła szarego blask sączy się senny…” “Deszczjesienny” to epitet (epitet to figura stylistyczna w poezji, określenie rzeczownika, najczęściej jest nim przymiotnik eksponujący cechę: jaki, jaka, jakie; jaki deszcz? – jesienny – po lewej stronie pogrubione przymiotniki).

Wieczornych snów mary powiewne, dziewicze

Na próżno czekały na słońca oblicze…

W dal poszły przez chmurną pustynię piaszczystą,

W dal ciemną, bezkresną, w dal szarą i mglistą…

Odziane w łachmany szat czarnej żałoby

Szukają ustronia na ciche swe groby,

A smutek cień kładzie na licu ich młodem…

Powolnym i długim wśród dżdżu korowodem

W dal idą na smutek i życie tułacze,

A z oczu im lecą łzy… Rozpacz tak płacze… W tej części widzimy obraz przedstawiający nocne sny. Być może “snów mary powiewne” to określenie spokojnych nocnych snów, które jednak nie mogły zakończyć się, bo nie widać słońca poprzez chmury, więc trwa noc. Mimo końca nocy nadal ona/ciemność trwa spowodowana burzowymi chmurami. Powodują melancholijne skojarzenia i refleksyjny nastrój poety, samotnego i zrezygnowanego.Widok burzowych ciemnych chmur na tle przebłysków wschodzącego słońca jawi się jako kondukt żałobny, co implikuje późniejsze podtrzymanie nastroju i wspomnienia z pogrzebu.

Chmury zostały przedstawione jak ludzie poszukujący miejsca na wieczny odpoczynek (animizacja), śmierć. Śmiercią chmur jest utrata wody lub rozpłynięcie się z powodu wiatru na wszystkie strony świata. Poruszają się one po wcześniej pustym niebie/ pustynnym “odziane w łachmany”/ przypominające pozrywane, dziurawe ubrania ludzkie. Są młode i smutne, odchodzą w dal korowodem, jedna za drugą, z płaczem, deszczem ociekającym z ich oczu. Ta animizacja, nadanie chmurom cech ludzkich ma służyć stworzeniu nastroju lub środowiska, w którym nie sam podmiot jest przygnębiony, ale cały świat. To przypominają stan rozpaczy, krańcowej rezygnacji z radości, tęsknotę za kimś lub za czymś.

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…

Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny…

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny… ref.

Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny…

Kto? Nie wiem… Ktoś odszedł i jestem samotny…

Ktoś umarł… Kto? Próżno w pamięci swej grzebię…

Ktoś drogi… wszak byłem na jakimś pogrzebie…

Tak… Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.

Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,

Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno…

Zmarł nędzarz, nim ludzie go wsparli jałmużną…

Gdzieś pożar spopielił zagrodę wieśniaczą…

Spaliły się dzieci… Jak ludzie w krąg płaczą… Podmiot liryczny opisuje swoją samotność. Odeszła od niego jakaś osoba, być może umarła, ale on nie wie, kto to był? – pytanie retoryczne. Był na jakimś pogrzebie, ale nie pamięta czyim. Mówi o szczęściu, które w takiej sytuacji nie mogło się rozwinąć z powodu mroków. Ktoś chciał go pokochać, ale serce mu pękło z żalu, bo podmiot nie odpowiadał uczuciem na uczucie. Odszedł, zmarł jakiś nędzarz, któremu w porę nie dano jałmużny. Pojęcie nędzarzmoże być rozumiane dosłownie lub przenośnie jako człowieka, który nie zaznał w życiu szczęścia. W innym miejscu pożar strawił zagrodę na wsi, pochłonął także dzieci. Widoczni są płaczący ludzie wkoło.

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…

Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny…

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny… ref.

Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie

I zmienił go w straszną, okropną pustelnię…

Z ponurym, na piersi zwieszonym szedł czołem

I kwiaty kwitnące przysypał popiołem,

Trawniki zarzucił bryłami kamienia

I posiał szał trwogi i śmierć przerażenia…

Aż, strwożon swym dziełem, brzemieniem ołowiu

Położył się na tym kamiennym pustkowiu,

By w piersi łkające przytłumić rozpacze,

I smutków potwornych płomienne łzy płacze… W ogrodzie pojawił się szatan, zamieniając świat w pustelnię, niszcząc wszystko wkoło. Szatan może być symbolem wiatru, huraganu, niszczącego wszystko, ale też może zrobili to – zniszczyli ogród – źli ludzie. “Szał trwogi śmierć przerażenia” plus “brzemieniem ołowiu” to określenia mogące kojarzyć się z jakimiś działaniami zbrojnymi. Szatan ów idąc z “pochylonym czołem” – patrząc skrupulatnie na efekty swojej pracy, zniszczył kwiaty, spalił je, na trawniki zrzucił kamienie, zasiał też strach i przerażenie wśród ludzi. Gdy zobaczył, co zrobił, sam się swoich czynów przeraził i położył się, aby odpocząć. “Kamienne pustkowie” kojarzy się z powiedzeniem “kamień na kamieniu”, katastroficzną wizją zagłady świata. “Szatan płakał” – czy w ogóle diabeł może płakać? A jednak wylewał łzy. Skoro szatan płacze nad światem, co robią ludzie? Jacy są? A może zniszczył świat, w którym żył i teraz płacze sam nad sobą. Jeśli “szatan” jest symbolem złych ludzi, to musieli oni wyrządzić ogrom zła, ale przyszedł też czas na refleksję, ponieważ to rachunek sumienia wywołuje płacz.

To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…

Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny…

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny… ref.

Typ liryki

Wiersz jest przykładem liryki bezpośredniej. Świadczyć o tym mogą zaimki oraz czasowniki w pierwszej osobie liczby pojedynczej:

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno…”, „Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny…”, „Ktoś odszedł i jestem samotny…

Podmiot liryczny i jego kreacja

Podmiotem lirycznym, a jednocześnie bohaterem lirycznym, jest człowiek patrzący na spadające krople deszczu. Mamy tu do czynienia z niezwykle popularnym w Młodej Polsce zabiegiem, czyli zpsychizacją krajobrazu. Bohater patrzy na tłukące o szyby krople i wywołuje to w nim określone uczucia: smutku, pesymizmu, nihilizmu, bólu, cierpienia.



Sensy utworu

Sytuacja liryczna – wiersz przedstawia jesienny pejzaż i ma wyraźnie charakter pesymistyczny.Ważne jest tu wszystko: pora roku – jesień, pora dnia – wieczór, kolorystyka – ciemna tonacja, efekty dźwiękowe – naśladowanie rytmu spadających kropel. Na dodatek podmiot liryczny nie ma absolutnie żadnej nadziei na tzw. lepsze jutro. Można doszukać się tu elementów filozofii Schopenhauera, który twierdził, że życie człowieka jest nieustającym pasmem smutku i cierpienia, ponieważ zmuszany jest on przez popędy życiowe do aktywności i zaspokajania własnych potrzeb i ambicji. Życie, które opiera się na ciągłej aktywności, kończy się zawsze klęską i licznymi upokorzeniami. Dlatego tak popularnym poglądem w liryce młodopolskiej był dekadentyzm. W wierszu tym smutek ma charakter wszechogarniający – szatan niszczy świat, zostawia po sobie popioły. Utwór Staffa jest również przykładem liryki impresjonistycznej. Impresjonizm zakładał, iż należy pokazać chwilę, nastrojowość, moment stanu duszy. Obraz tego, co znajduje się za oknem, jest mglisty, przedstawia dal ciemną i bezkresną, ogród wyglądający jak pustelnia.



Młodopolskie elementy – wiersz przybiera tonację dekadencką. Jak wiele tekstów z tej epoki operuje typowymi elementami świata przedstawionego. Pojawiają się więc tu symboliczne mary powiewne, które wędrują w dal bezkresną przez pustynię. Dalej mamy śmierć żebraka i spalone dzieci i dom. Niezwykle popularny jest również obraz szatana wędrującego przez ogród. Zostawia po sobie zgliszcza i popioły, trwogę i śmierć.



Budowa i język utworu

Wiersz jest lirykiem młodopolskim. Warto zwrócić uwagę na bardzo regularną budowę tekstu – trzy dziesięsiowersowe strofy, czterokrotnie powtórzony refren.

Środki stylistyczne:

• epitety: deszcz jesienny, mary powiewne, dziewicze, chmurną pustynię piaszczystą, dal ciemną, bezkresną, dal szarą i mglistą, życie tułacze;

• rym wewnętrzny: I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny

• synestezja: Jęk szklany

• personifikacja:

o mary powiewne, dziewicze / Na próżno czekały na słońca oblicze… / W dal poszły.

• aliteracja:

o „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny / I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny, / Dżdżu krople padają i tłuką w me okno… / Jęk szklany… płacz szklany… a szyby w mgle mokną”;

• metafory:

o „I światła szarego blask sączy się senny”

• onomatopeje:

o „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny / I pluszcze (…) Dżdżu kroplepadają i tłuką w me okno… / Jęk szklany… płacz szklany”.

2. Świadomość zbliżającego się końca powoduje poczucie daremności i otępienia. Podmiot liryczny otacza się więc szczelnym płaszczem, odgradza się od strasznego, konającego świata – trwa w nim, ale nic nie odczuwa – świat pozornie go nie dotyczy. Jest w bezruchu, biernie zdaje się na los, w odrętwieniu czeka na koniec i obserwuje nadchodzącą zagładę. Wszystko zdaje się być jednostajne i nużące jak deszcz „... jednaki, miarowy niezmienny ...”. W tą hermetycznie zamkniętą przestrzeń wdzierają się jednak odgłosy świata zewnętrznego, przerywając monotonię i odrętwienie w jakim znalazł się podmiot liryczny.

Autor, chcąc przerwać tę jednostajność, zamienia się w malarza impresjonistę – maluje słowa szybkimi, nerwowymi pociągnięciami pędzla – nie buduje zdań, ale krótkie, poprzerywane wielokropkami zwroty - „... Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną ...”. Wszystko umiera, płacze i desperacko próbuje zwrócić na to uwagę podmiotu lirycznego „tłukąc w jego okno”.

Poeta stosując w pierwszej strofie lirykę pejzażową opisuje wygląd zdegenerowanego, chylącego się ku upadkowi świata. Narrator przezroczysty jest pędzlem w ręku autora, który maluje mocny, przerażający, pełen ekspresji obraz, chcąc poruszyć i wyrwać z odrętwienia podmiot liryczny. Świat staje się wielką, bezkresną i piaszczystą pustynią, na której nie ma życia. Słońce już nie wschodzi, jest ciemno, szaro i mglisto. Skończyła się noc, ale dzień wcale się nie zaczął i już nigdy się nie zacznie. Mary snów wieczornych odziały się w czarne szaty żałoby i udają się na tułaczkę, by szukać miejsca na swoje groby. Towarzyszy im smutek, który „... kładzie cień na licu ich młodem...”, co jest bardzo nienaturalne, gdyż młodość to radość, beztroska.

W tym jednak świecie radości towarzyszy tylko smutek i rozpacz, która jest tym właśnie deszczem jesiennym – poeta pisze: „ ... To w szyby deszcz dzwoni ...”, czyli, że tą katastrofę, bezsensowność i obrzydliwość przyniósł deszcz, który usiłuje przebić szybę obojętności, za którą znajduje się podmiotliryczny.

Podmiot liryczny czuje się samotny, opuszczony, w momencie największej destrukcji świata. Wszyscy drodzy mu odeszli, zginęli, został tylko on sam pośród tego zniszczenia, upadku i śmierci. Został sam, ponieważ trwa w bezczuciu – „... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło ...”, mroków, czyli tej obojętności. Był ktoś, kto chciał go pokochać, lecz umarł, umarł z rozpaczy, że nie potrafił przełamać niewrażliwości i bierności podmiotu lirycznego. Zginął jak nędzarz, bo czuł, bo rozpaczał. Aby przetrwać w tym ponurym świecie pełnym okrucieństw, nieszczęścia, strachu i śmierci należy uodpornić się na jakiekolwiek uczucia, trzeba być zimnym i niewrażliwym. Tak jak deszcz tłucze w szyby, tak łzy kapią i dzwonią w szczelnie zamkniętą powłokę, bezskutecznie usiłując wedrzeć się do serca podmiotu lirycznego. Lecz dla niego jest to tylko monotonne i jednomiarowe kapanie, do którego się przyzwyczaił, które powoli usypia, a więc czyni go jeszcze bardziej niewrażliwego na świat.

Dzieło zniszczenia dokonuje się nadal. Na ziemię schodzi nawet sam szatan by zasiać niepokój, grozę i strach, by niszczyć i zabijać pozostałe tu jeszcze życie. Lecz nawet sam władca piekieł jest „śmiertelnie” smutny. Różnymi epitetami można obdarzyć diabła – złośliwy, bezwzględny, potworny, pozbawiony uczuć, rubaszny, ale nie smutny. Przecież jest to istota, która zadaje ból i cierpienie, to ona sprawia, że ludzie są smutni. Ale szatan nie tylko jest smutny, jest przerażony, przerażony swoim dziełem zniszczenia, zagładą świata, która oznacza śmierć również dla niego. Kamienne pustkowie, jakim stał się świat, śmierć, trwoga, chaos i zamęt na nim panujące są przerażające nawet dla samego diabła – nawet on płacze.

Rozpaczają wszyscy, krzyczą w trwodze i przerażeniu, lecz te łzy odbijają się od szyby za którą siedzipodmiot liryczny, są tylko miarowym odgłosem spadających kropel deszczu, które nigdy tej szyby nie przebiją.

3. „Deszcz jesienny” stanowi jeden z najbardziej znanych wierszy Staffa i najczęściej rozpoznawanych tekstów dekadenckich epoki. Pochodzi z drugiego tomu Leopolda Staffa, „Dzień duszy” (1903).

Już tytuł wiersza zapowiada treść i nastrój. Liryk nie będzie miał nic wspólnego z radosną, energiczną aurą „Kowala”. Wprowadza nas za to w klimat mokry, przygnębiający, ostateczny, szary i smutny. W przestrzeń, gdzie nie ma nadziei, gdzie panuje nastrój schyłkowości, czyli modernistycznej dekadencji. Zresztą, wprowadzenie w tytuł jesieni implikuje pewne konotacje: jesień wszakże to czas, gdy świat powoli zasypia, przygotowuje się do zimy, gdy zrodzona na wiosnę i rozkwitła latem natura więdnie, umiera.

e względu na typ liryki trzeba mówić o „Deszczu jesiennym” jako o liryce pośredniej, a konkretnie opisowej. W kunsztownej formie poeta opisuje pejzaż, jaki widzi za oknem i odnosi go niejako do siebie, będąc zarazem oddzielonym od niego szybą. Nie poznajemy uczuć podmiotu lirycznego wprost, nie mówią nam o nich formy czasownikowe, a przecież ma się wrażenie, jakby impresje podmiotu lirycznego spływały na czytelnika. Można wywnioskować, że postać za szybą odgradza się od deszczu, jesieni, przemijania, w końcu od śmierci. Nie pozostało w nim nic z kowala, tytana pracy, aktywisty. Teraz jest biernym widzem.

Bohaterem wiersza jest deszcz jesienny, stanowiący tło dla refleksji. Pod koniec tekstu pojawia się inna postać – szatan. Niemniej jego obecność nie jest ważna sama w sobie, ale podkreśla tylko schyłkowy nastrój i beznadzieję sytuacji.

Tekst składa się z siedmiu zwrotek o zróżnicowanej ilości 12-sylabicznych wersów: po 6, 10, 6, 10, 6, 10 i 6 linijek. Owe wersy ułożone są w cztery zestroje akcentowe, zaś akcent pada na drugą, piątą, ósmą i jedenastą sylabę (ze średniówką po szóstej sylabie). Można zatem mówić o wierszu sylabotonicznym. Występują rymy żeńskie, końcowe, niegramatyczne, parzyste (aa bb aa).

Struktura wiersza jest regularna, dzieli się on na części o następującej po sobie regularności. Podkreśla ją wyrafinowany poetycki gest Staffa, mianowicie refren. Sprawia on, że wiersz zyskuje na melodii, refren potęguje wrażenie muzyczności, uzyskany już dzięki rytmowi, średniówce i eufonii oraz wyrazom dźwiękonaśladowczym (onomatopejom). Poza tymi środkami stylistycznymi pojawiają się również anafory (w refrenie stanowią one klamrę dla zwrotki) – w czwartej strofie. W tej samej zwrotce znajdują się pytania retoryczne. Zwraca uwagę wielośćepitetów oraz charakterystyczna interpunkcja (namnożenie wielokropków), która potęguje wrażenie płynności wiersza.

uż refren, będący niejako nicią przewodnią dla wiersza, wprowadza nieprzyjemny, oleisty klimat pełen melancholii i smutku. W krajobrazie, jaki kreśli poeta, nic się nie zmienia, nie ma żadnego ruchu, wszystko określone jest przez „jednaki, miarowy, niezmienny” deszcz, który z biegiem lektury można odczytywać jako więzienie. Wszak jednostajne strugi deszczu tworzą swego rodzaju nieuchwytne, pionowe pręgi, a utopione w takich, a nie innych jesiennych, szarych kolorach mają prawo kojarzyć się z więziennymi prętami, a więc z więzieniem. Wrażenie nieszczęścia potęguje „jęk szklany... płacz szklany”, czyli symbole nierozerwalnie kojarzone ze łzami, co w genialny sposób podbija temat i bohatera wiersza – deszcz (w końcu można go metaforycznie ująć jako zbiór łez). Zatem deszczowa jednostajność to jeden z pomysłów Staffa na zbudowanie aury.

Poeta nie poprzestaje na tym. Używa również symboliki funeralnej: mary, żałoba, groby, korowód, pogrzeb oraz techniki onirycznej: sny, powiewne, chmurna, mglista. Mają one wnosić określone konotacje i barwy. Splatają się owe symbole w przepiękny, acz rozpaczliwy obraz końca i rozpaczy. Mglistość, zwiewność, cień podkreślają niestałość, eteryczność krajobrazu, podobnie rzecz się ma z kolorami: są one ponure, szare, czarne, jesienne właśnie. Zatem nastrój wiersza motywuje jego barwę.

A klimat „Deszczu jesiennego” nie należy do najweselszych, zarazem nie jest przecież gwałtownym krajobrazem rodem z romantycznych liryków. Staff posłużył się w nim po mistrzowsku malarską techniką impresjonistyczną, odmalowuje emocje i wrażenia bardzo delikatnie, płynnie, sennie wręcz. Zmieścił Staff w wierszu znużenie, apatię, przygnębienie, melancholię, smutek i brak nadziei. Wspomniane kolory oraz dźwięk deszczu na szybie wywołująapatię. Otacza ona podmiot liryczny, jest on w nią wchłonięty. Chce spać (namiastka śmierci), wyłączyć się ze wszystkiego, co się dzieje. Jednakże cały świat przypomina mu o sobie.

Wiersz dzieli się na trzy części. Pierwszy fragment zawarty został w drugiej strofie, po pierwszym refrenie: mamy do czynienia z manewrami młodości w zdegenerowanym świecie, który pustynnieje, nie doradza się (bo minęła noc, ale nie wstaje dzień). Niezwykle sugestywny ten obraz, zakończony wielokropkiem.

Część druga opisuje odchodzenie ludzi (czwarta strofa), bliższych i dalszych, lubianych i kochanych. Nie mówi się wprost kto to, używa się wymiennie zaimków „kto, ktoś”. Chodzi nie tylko o odchodzenie, ale i umieranie oraz rezygnację z drugiej osoby, rezygnację z uczucia na rzecz nieczułości i niewrażliwości, a więc postawy bezpiecznej i ochronnej wobec siebie. Takie ubezpieczanie się ma także głębszy wymiar: jest to rezygnacja z wyzwań, z aktywności, z kształtowania samego siebie, a więc „Deszcz jesienny” niejako przeczy idei czynu zawartej w „Kowalu” Staffa. Podmiot liryczny mówi również o bezgranicznej samotności, w której teraz żyje, jednakże nie robi ona na nim wrażenia, gdyż jego serce stępiło się, znieczuliło, uniewrażliwiło. Stąd niepowodzenie miłosne, brak szczęścia. Zarazem czytelnik odnosi wrażenie, że jest to dobrowolny wybór podmiotu lirycznego, godzi się on na taki los, nie podejmuje żadnej walki.

Również ta strofa wypełniona jest wątkami funeralnymi, śmiercią: „zmarł nędzarz”, „ktoś umarł”, „spaliły się dzieci”. I – podobnie jak w strofie drugiej – zwrotka zakończona jest motywem płaczu.

Część trzecia wiersza skupia się na obrazie szatana oglądanego zza szyby, jak ten idzie przez ogród. I nie jest to przestrzeń arkadyjska, ocalająca świat, krajobraz sprzyjający wytchnieniu. Pejzaż został zdegradowany, zniszczony przez szatana, obrócony w ziemię jałową, w pustelnię. Kwiaty zostały przysypane popiołem, trawniki ukamienowane. W tym obrazie można dostrzec ślad staffowskiego i modernistycznego myślenia o naturze jako przestrzeni stanowiącej kontrę dla świata cywilizacji, który niesie ze sobą tylko katastrofę. Te kamienie, kolory ołowiu i szarości mogą odpowiadać kamieniom zaklętym w budowle, po prostu mogą odbijać miasto jako fetysz, ale i źródło niepokojów. W tym kontekście zastanawia postać płaczącego szatana, postaci przesiąkniętej złem, a w jakiś ambiwalentny sposób reagujący na spustoszenie, którego dokonał. W tym wierszu nawet diabeł jest śmiertelnie smutny, melancholia dotyka również jego. Wynika z tego, że nikt nie jest w stanie poradzić sobie z losem, nawet silna jednostka.

Ten niezwykły, wyrafinowany wiersz nie pozostawia wątpliwości co do nastroju poety w momencie jego pisania. Aczkolwiek to stwierdzenie może wydawać się ryzykowne, to mimo wszystko trudno odpędzić się od myśli, że tak sugestywny liryk oddaje dekadenckie nastroje epoki. Jest wybitnym przykładem wiersza sylabotonicznego, mistrzowskiego opanowania sztuki naśladowania odgłosów rzeczywistości i psychologizacji przestrzeni.

4. Wiersz Leopolda Staffa jest zbudowany regularnie, złożony z siedmiu części, a dokładnie z trzech zwrotek i czterokrotnie powtarzanego refrenu.

Pierwsza strofa traktuje o przemijaniu, o zmarnowanych snach, których wspomnienie nie zostanie przywołane, ponieważ w przygnębiającej, jesiennej aurze nawet najpiękniejsze „mary powiewne, dziewicze” staną się przykrymi koszmarami, do których nie warto wracać. Kolejna zwrotka mówi o odejściu bliskiej osoby i zmarnowaniu szansy na szczęście rodzinne. Podmiot liryczny czuje dołującą i wszechobecną pustkę. Ostatnia z opisowych zwrotek opowiada o wizycie szatana, który zamienia ogród podmiotu lirycznego „w straszną, okropną pustelnię”, przysypuje rosnące tam, kwitnące kwiaty popiołem, na trawniki rzuca bryły kamieni, sieje „szał trwogi i śmierć przerażenia”.

Te trzy części są przetykane refrenem będącym opisem padającego deszczu:

„To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...”

W każdym fragmencie tekstu występuje różna ilość wersów, przy zachowaniu ścisłej liczby dwunastu sylab w każdym z nich. I tak:

Refren I – sześć linijek;

Strofa I – dziesięć;

Refren II – sześć;

Strofa II – dziesięć;

Refren III – sześć;

Strofa III – dziesięć;

Refren IV – sześć wersów.

”Deszcz jesienny” jest wierszem sylabotonicznym. Zasada kompozycji jego wersów opiera się na czterech zestrojach akcentowych, w których akcentowana jest kolejno druga, piąta, ósma i jedenasta sylaba, a średniówka dzieli linijkę na pół zawsze po szóstej sylabie.

Staff sięgnął po rymy żeńskie, końcowe, niegramatyczne, parzyste u układzie AA BB AA:

„To w szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny

I pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny,

Dżdżu krople padają i tłuką w me okno...

Jęk szklany... płacz szklany... a szyby w mgle mokną

I światła szarego blask sączy się senny...

O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny...”

Analizując konstrukcję podmiotu lirycznego, jednoznaczne zakwalifikowanie wiersza do liryki pośredniej czy bezpośredniej nie jest proste. Przychylić się jednak należy do sądu, iż dominującym sposobem opisu jest ta pierwsza (opis widzianego za oknem, jesiennego pejzażu), choć podmiot ujawnia kilkukrotnie swoją obecność i uczucia poprzez nich formy czasownikowe i zaimkowe:

„Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...

Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...

Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...

Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...

Tak... Szczęście przyjść chciało, lecz mroków się zlękło.

Ktoś chciał mnie ukochać, lecz serce mu pękło,

Gdy poznał, że we mnie skrę roztlić chce próżno...

(…)

Przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie

I zmienił go w straszną, okropną pustelnię...”

Wśród środków poetyckiego wyrazu, po jakie sięgnął Staff należy wyróżnić:

Onomatopeje: np. „deszcz dzwoni”, deszcz „pluszcze jednaki, miarowy, niezmienny”, krople dżdżu „padają i tłuką w me okno”;

Określenia kolorystyczne, np. „ ciemna dal”, czy „szare światło;

Słownictwo poetyki onirycznej, „sny”, „powiewne”, „chmurna”, „mglista”;

Anafory: np. „O szyby deszcz dzwoni, deszcz dzwoni jesienny”;

Metafory, np. „ przez ogród mój szatan szedł smutny śmiertelnie i zmienił go w straszną, okropną pustelnię”;

• Pytania retoryczne: np. „Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny.../ Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię.../ Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...”;

• Epitety: np. „Jęk szklany... płacz szklany”;

• Wyraz z zakresu symboliki funeralnej, np. „mary”, „żałoba”, „groby”, „korowód”, „pogrzeb”.

Ważnym zabiegiem było wprowadzenie refrenu. Żaden inny środek nie wzbogaciłby wiersza o melodyjność i rytmiczność, nie scaliłby jego kompozycji w jedną całość. Prócz niego, istotna jest również interpunkcja „Deszczu jesiennego”. Namnożenie wielokropków wzmacnia iluzję płynności liryku:

„Ktoś dziś mnie opuścił w ten chmurny dzień słotny...

Kto? Nie wiem... Ktoś odszedł i jestem samotny...

Ktoś umarł... Kto? Próżno w pamięci swej grzebię...

Ktoś drogi... wszak byłem na jakimś pogrzebie...

(…)