Rosja utoruje Białorusi drogę do WTO

Parlament Białorusi ratyfikował specjalną umowę, która ma umożliwić Rosji akcesję do Światowej Organizacji Handlu (WTO), bez naruszenia Unii Celnej montowanej przez Moskwę na terenach byłego Związku Sowieckiego.Chodzi o umowę o funkcjonowaniu w ramach wielostronnej umowy handlowej Unii Celnej zawiązanej przez Rosję z Białorusią i Kazachstanem. Umowę tę podpisano w Mińsku 19 maja tego roku, kiedy Rosja przyspieszyła negocjacje o wejściu w tym roku do WTO. Umowa przewiduje, że przepisy Unii Celnej powinny być zorientowane na zasady WTO. A w razie sprzeczności za priorytetowe uznaje się normy WTO. Problemy te zrodziły się, gdy w połowie 2009 r. premier Rosji Władimir Putin zapowiedział, że Rosja chce przystąpić do WTO w bloku państw szykujących Unię Celną, czyli z Białorusią i Kazachstanem - które nie należą do WTO. A pod koniec roku Moskwa podpisała z Mińskiem i Astaną umowę o Unii Celnej.

Szkopuł w tym, że WTO przyjmuje tylko poszczególne państwa, a nie bloki państw, które wcześniej połączyły się umową o wolnym handlu.

Według wiceministra spraw zagranicznych Białorusi Aleksandra Gurjanowa deklaracja o wspólnej akcesji do WTO Białorusi, Rosji i Kazachstanu wciąż obowiązuje. - Ale technicznie nie da się tego zrealizować. Wejście do WTO wspólnym blokiem przez państwa Unii Celnej okazało się niemożliwe, bo zgodnie z regułami tej organizacji wszystkie trzy państwa powinny zacząć od początku procedury akcesyjne, zaczynając od złożenia wniosku. Dlatego państwa Unii Celnej postanowiły zmierzać do WTO na podstawie narodowych zobowiązań. Reguły WTO dopuszczają zaś na tworzenie wewnątrz tej organizacji takich związków, jak Unia Celna - powiedział Gurjanow, cytowany przez agencję prasową Biełta.

Gurjanow przyznał, że jeśli Rosja i Kazachstan wejdą wcześniej do WTO niż Białoruś, to Mińsk także z tymi państwami będzie musiał uzgadniać warunki akcesji do WTO. Ale Gurjanow dodał, że w umowach o Unii Celnej zapisano wyraźnie, iż Rosja - także metodami i sposobami politycznymi - będzie sprzyjać wejściu Białorusi do WTO. - Abyśmy nie zostali za burtą tej organizacji - podkreśli wiceszef białoruskiej dyplomacji.

Jego zdaniem Moskwa będzie zabiegać o to, by Białoruś jak najszybciej weszła do WTO. - Będą obawy, że członkowie WTO mogą od nas wytargować bardziej ulgowe warunki dostępu do rynku Białorusi, co automatycznie oznaczałoby dla nich liberalniejsze warunki działania w całej Unii Celnej. Dlatego nasi rosyjscy partnerzy będą zainteresowani w popieraniu nas, biorąc za punkt wyjścia wspólne zobowiązania wobec WTO - powiedział Gurjanow.

Białoruś już w 1993 r. złożyła wniosek o przyjęcie do WTO, ale wstrzymała negocjacje w 2005 r. - Było to uwarunkowane politycznymi sprzecznościami z UE i USA - powiedział Gurjanow. Dodał, ze Mińsk kanałami dyplomatycznymi otrzymał z Zachodu informacje, że teraz nie ma już politycznych przeszkód dla wznowienia rozmów o akcesji Białorusi do WTO. - Taka pozycja UE i USA wynika w dużej mierze z przyspieszonego procesu akcesji Rosji do WTO - stwierdził wiceszef białoruskiej dyplomacji.

Te deklaracje stoją w sprzeczności z krytyką i sankcjami, jakie oficjalnie nałożono w UE i USA na Białoruś za rozprawę z opozycją, a na białoruskie firmy za handel z Iranem.

To "zwycięstwo" nad Rosją

Prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili oświadczył, że zgoda Moskwy na kompromis z jego krajem mający otworzyć Rosji drogę do Światowej Organizacji Handlu (WTO), stanowi "zwycięstwo" Gruzji.

- To dla nas zwycięstwo dyplomatyczne - powiedział Saakaszwili w gruzińskiej telewizji. - To, co dziś osiągnęliśmy, stanowi bardzo ważny akt uznania granic Gruzji - stwierdził.

Kompromis

Moskwa poinformowała w nocy ze środy na czwartek o zaakceptowaniu przedstawionej przez Szwajcarię jako mediatora propozycji kompromisu z Gruzją. W czwartek potwierdził to prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew. - Jesteśmy gotowi przyjąć kompromisowe propozycje przygotowane przez Szwajcarię - powiedział Miedwiediew dziennikarzom w Cannes.

Propozycja dotyczy kontroli granic separatystycznych regionów Osetii Południowej i Abchazji, których niepodległość uznała Rosja, a które Gruzja uważa za swoje republiki. Międzynarodowa kontrola wwozu i wywozu towarów komercyjnych ma być zapewniana przez niezależną firmę prywatną. To dla nas zwycięstwo dyplomatyczne. To, co dziś osiągnęliśmy, stanowi bardzo ważny akt uznania granic Gruzji Micheil Saakaszwili

- To bardzo istotna zasada, by także okupant uznawał międzynarodową kontrolę. Nasza propozycja była jasna: albo to, albo Rosja nie zostanie członkiem WTO - oznajmił Saakaszwili.

Umowa w ciągu tygodnia?

W czwartek gruziński negocjator powiedział, że Gruzja ma nadzieję, iż umowa z Rosją zostanie zawarta w ciągu tygodnia. Według niego powinna ona zostać podpisana przed 10 listopada - tego dnia jest posiedzenie grupy roboczej WTO.

Moskwa i Tbilisi nie wznowiły do dziś stosunków dyplomatycznych, lecz w ubiegłym tygodniu Gruzja zaakceptowała propozycję Szwajcarii, mediującej w rozmowach między obu krajami na temat przystąpienia Rosji do WTO.

Federacja Rosyjska jest ostatnią dużą gospodarką pozostającą poza WTO. Usunięcie barier na jej drodze do tej organizacji ułatwi negocjacje nowego porozumienia o partnerstwie i współpracy UE-Rosja. UE zawsze popierała wejście Rosji do WTO, wierząc, że pozwoli to zacieśnić dwustronne więzi gospodarcze. Rosja jest dla UE trzecim co do wielkości partnerem handlowym (po USA i Chinach). Dla Rosji UE jest największym partnerem (w 2010 r. 244 mld euro, czyli 45,8 proc. udziału w rosyjskim handlu zagranicznym). Wymiana handlowa UE-Rosja rośnie w szybkim tempie; ponadto UE pozostaje największym źródłem inwestycji zagranicznych w Rosji.

Polska liczy na umowę o partnerstwie i współpracy UE-Rosja w tym roku

Polska liczy na to, że UE i Rosja sfinalizują umowę o współpracy i partnerstwie jeszcze w tym roku - powiedział w Brukseli wiceminister spraw zagranicznych Jan Borkowski. Do podpisania umowy, negocjowanej od 2008 r., potrzeba decyzji politycznej - zaznaczył.

- Liczymy na otwarty dialog polityczny z Moskwą i liczymy na finalizację negocjacji ramowej umowy o partnerstwie i współpracy, tzw. PCA II, w tym roku - powiedział dziś w Brukseli minister Borkowski. - Mamy nadzieję, że udało się znaleźć rozwiązania we wszystkich obszarach, ale wciąż potrzebujemy decyzji - zaznaczył.

Ocenił, że podpisanie nowej umowy "byłoby ważnym krokiem naprzód we współpracy UE - Rosja i pozwoliło na wdrożenie współpracy w czterech obszarach, w tym utworzenia wspólnego obszaru współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa zewnętrznego".

Minister uczestniczył w zorganizowanym w Brukseli przez europejski think tank Security&Defence Agenda, niemiecką Fundację Konrada Adenauera oraz francuskie Compagne European d'Intelligence Strategique (CEIS) corocznym spotkaniu poświęconym polityce bezpieczeństwa i obronności w Europie pt. "Re-thinking Europe's Security Priorities".

UE i Rosja rozpoczęły negocjacje w sprawie nowej umowy o partnerstwie i współpracy w 2008 roku. Ma ona zastąpić podobną umowę z 1994 roku oraz zapewnić podstawę prawną czterem priorytetowym obszarom współpracy. Są to zdefiniowane w 2003 roku przez UE i Rosję tzw. cztery wspólne obszary, dla których przewiduje się wspólne działania w kwestiach gospodarki, środowiska, sprawiedliwości oraz bezpieczeństwa zewnętrznego. Negocjacje techniczne zakończyły się pod koniec ubiegłego roku.

Borkowski podkreślił, że "Rosja jest bardzo ważnym partnerem dla Polski (...) ma znaczne możliwości stabilizacyjne w regionie". Zaznaczył, że dotychczasowa współpraca w kwestii obronności (Rosja brała udział m.in. w unijnej operacji wojskowej w Czadzie w 2008 roku) pomogła zbudować "wzajemne zaufanie pomiędzy państwami członkowskimi i Rosją" oraz "świadczy o tym, że współpraca i wspólna odpowiedzialność za bezpieczeństwo i stabilizację są możliwe".

Borkowski zaznaczył, że walka z terroryzmem jest także "jednym z potencjalnych obszarów zacieśnienia współpracy" pomiędzy UE i Rosją.

Dodał, że Polska jest równocześnie zainteresowana wzmocnieniem współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa z państwami uczestniczącymi w Partnerstwie Wschodnim (Armenia, Gruzja, Azerbejdżan, Mołdawia, Ukraina i warunkowo - w zależności od poprawy sytuacji praw człowieka - Białoruś).

Ten argument spotkał się jednak podczas debaty ze sprzeciwem strony rosyjskiej. - Udział państw wschodnich w operacjach UE wykracza poza kompetencje Partnerstwa Wschodniego - powiedział biorący udział w debacie dyrektor ds. współpracy europejskiej w Ministerstwie Spraw Zagranicznych Rosji Iwan Sołtanowski.

Skrytykował on również podejście i działania NATO i Europejczyków w Libii. - Rezolucje Rady Bezpieczeństwa ONZ 1970 i 1973 zostały użyte jako "biała karta", żeby pozwolić na interwencję w czymś, co w zasadzie było wewnętrznym konfliktem w Libii. Podważyło to władzę Narodów Zjednoczonych oraz pozwoliło na przekroczenie progu użycia siły (...) wobec niezależnego państwa - powiedział.

Ławrow: interwencja w Iranie byłaby poważnym błędem

Sytuacja na świecie w związku z programem nuklearnym Iranu staje się napięta. Prezydent Izraela Szimon Peres wyraził w sobotę opinię, że atak na Iran ze strony Izraela i innych krajów "jest coraz bardziej prawdopodobny". Dzisiaj Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA), na którą powołuje się w dziennik "Washington Post", stwierdziła, że rząd Iranu opanował najważniejsze kroki umożliwiające wyprodukowanie broni atomowej, co zawdzięcza pomocy zagranicznej. Iran w odpowiedzi zaapelował do dyrektora generalnego MAEA Yukiyi Amato, by nie trwonił resztek prestiżu instytucji, publikując fałszywe dokumenty na temat irańskiego programu nuklearnego. Szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow stwierdził z kolei, że interwencja zbrojna w Iranie byłaby poważnym błędem i mogłaby pociągnąć za sobą niemożliwe do przewidzenia skutki.

Izrael ostrzega

W sobotę Simon Peres stwierdził, że "służby wywiadowcze różnych krajów, które zajmują się Iranem, są zaniepokojone i wywierają presję na ich przywódców ostrzegając, że Iran jest gotów do uzyskania broni atomowej". Dodał, że "należy zwrócić się do tych krajów aby wypełniły swoje zobowiązania" oraz, że "w grę wchodzi długa lista opcji". Peres ostrzegł, że "możliwość ataku militarnego na Iran jest bliższa niż opcja dyplomatyczna".

Izraelskie media przypominają, że Izrael przeprowadził niedawno zakrojone na dużą skalę manewry wojskowe symulujące obronę przed atakiem rakietowym na rejon Tel Awiwu oraz dokonał udaną próbę z pociskiem balistycznym z nowym systemem napędu. Ponadto lotnictwo izraelskie przeprowadziło w rejonie Sardynii wspólne ćwiczenia misji "dalekiego zasięgu" z lotnictwem włoskim, podczas których ćwiczono m.in. uzupełnianie paliwa w powietrzu.

Apel Iranu

Dzisiaj Iran zaapelował do dyrektora generalnego MAEA Yukiyi Amato, by nie trwonił resztek prestiżu instytucji, publikując fałszywe dokumenty na temat irańskiego programu nuklearnego. Jest to reakcja na zapowiedź opublikowania raportu MAEA.

W raporcie Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), który ma być ogłoszony w tym tygodniu - prawdopodobnie we wtorek - stwierdza się, że rząd Iranu opanował najważniejsze kroki umożliwiające wyprodukowanie broni atomowej, co zawdzięcza pomocy zagranicznej.

Ajatollah Ahmad Chatami ostrzegł Amato w przemówieniu na Uniwersytecie w Teheranie, który jest czołową trybuną polityczną kraju, przed publikacją "wymyślonych" dokumentów. Wezwał też Amato, by nie zachowywał się jak "bezwolne narzędzie w rękach Stanów Zjednoczonych".

- Jeśli Amato będzie postępować jak bezwolne narzędzie w rękach Stanów Zjednoczonych i działać przeciwko narodowi irańskiemu, publikując kłamstwa, które przedstawia jako dokumenty, MAEA utraci tę resztkę reputacji, którą jeszcze ma - oznajmił Chatami w przemówieniu z okazji muzułmańskiego Święta Ofiar (Id al-Adha), upamiętniającego ofiarę Abrahama i jego posłuszeństwo wobec Boga.

Według poniedziałkowego dziennika "Washington Post", dane wywiadowcze otrzymane przez MAEA wskazują, że Iranowi w przezwyciężeniu najpoważniejszych trudności technicznych stojących na drodze do wyprodukowania broni atomowej pomogli zagraniczni naukowcy.

Sowiecki ekspert

Z dokumentów wynika, że były sowiecki ekspert od broni atomowej Wiaczesław Danilenko przez co najmniej pięć lat uczył Irańczyków produkować precyzyjne detonatory uruchamiające reakcję łańcuchową. Jego rolę MAEA uznała za tak istotną, że skontaktowała się z nim. Danilenko przyznał, że szkolił Irańczyków, ale powiedział, że był przekonany, iż jego zadanie polega wyłącznie na wspieraniu projektów cywilnych.

Irańczykom w zdobyciu kluczowej technologii pomagali też eksperci w Pakistanie i Korei Północnej. Jednym z nich był prawdopodobnie twórca pakistańskiego programu nuklearnego Abdul Qadeer Khan. W Iranie znaleziono projekt jego urządzenia nazywanego neutronowym inicjatorem.

MAEA ma skrytykować w raporcie "brak współpracy" ze strony Iranu oraz "niedotrzymywanie zobowiązań" wobec Agencji, zwłaszcza w sferze wzbogacania uranu.

Szef dyplomacji irańskiej Ali Akbar Salehi już w sobotę oświadczył, że raport opiera się na "fałszywych dokumentach". Jak dodał, kontrowersje wokół irańskiego programu nuklearnego mają "w 100 proc. charakter polityczny", a MAEA znajduje się "pod presją zagranicznych mocarstw".

Rosja: interwencja byłaby poważnym błędem

Napiętą sytuację związaną z programem nuklearnym Iranu komentują politycy na świecie. Zdaniem ministra spraw zagranicznych Rosji interwencja zbrojna w Iranie byłaby poważnym błędem i mogłaby pociągnąć za sobą niemożliwe do przewidzenia skutki. Siergiej Ławrow skomentował tak oświadczenie władz Izraela o możliwej operacji przeciw Teheranowi.

- Interwencja militarna prowadzi jedynie do wielokrotnego mnożenia ofiar - podkreślił Ławrow. - Każdy konflikt może być rozwiązywany tylko na podstawie tych zasad, które są zatwierdzone przez społeczność światową w Karcie ONZ - stwierdził.

Szef rosyjskiej dyplomacji uważa, iż jedynym sposobem na to, by wygasić zaniepokojenie z powodu programu nuklearnego Iranu, jest "tworzenie warunków do wznowienia rozmów między »szóstką« a Iranem". ("Szóstkę" tworzą: USA, W. Brytania, Francja, Rosja, Chiny i Niemcy).

Francja: staniemy u boku Izraela

Ważnym głosem była również wczorajsza wypowiedź szefa francuskiej dyplomacji Alaina Juppe, który ocenił, że należy wzmocnić sankcje wobec Iranu, a prewencyjny atak izraelski na irańskie zakłady nuklearne mógłby stworzyć sytuację całkowicie destabilizującą region. - Jeśli Izrael zostanie zaatakowany, Francja stanie u jego boku, by zapewnić mu bezpieczeństwo - zapewnił. Na odwrócenie sytuacji, gdyby to Izrael zaatakował Iran, Juppe zareagował, mówiąc, że "to nie to samo".

W zeszłym tygodniu prezydent Francji Nicolas Sarkozy odmówił zajmowania się hipotetycznym uderzeniem prewencyjnym na nuklearne instalacje w Iranie, oceniając, że istnieje jeszcze wyjście. Skrytykował irańskie "obsesyjne pragnienie" konstrukcji broni atomowej i powiedział, że Francja nie pozostałaby bezczynna, gdyby Izrael został zagrożony.

PGNiG rozpoczęło procedurę arbitrażu w sporze z Gazpromem

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo rozpoczęło w poniedziałek procedurę arbitrażu w sporze z Gazpromem o ceny importowanego z Rosji gazu - poinformował prezes spółki Michał Szubski. Pierwszy krok to wniosek do Gazpromu o ustanowienie arbitra.

- Dziś zdecydowaliśmy się złożyć formalny wniosek do arbitrażu w Sztokholmie o rozpatrzenie naszych rozbieżności co do wysokości ceny, jaką płacimy Gazprom Exportowi za gaz. Było to - zgodnie z kontraktem - poprzedzone 6-miesięczną procedurą negocjacji. Arbitraż nie wstrzymuje jednak dalszych negocjacji z Gazpromem - powiedział Szubski.

Wiceprezes PGNiG Radosław Dudziński podkreślił, że decyzja o oddaniu sprawy do arbitrażu była spowodowana tym, że uznano, iż rozbieżności, jakie wyszły na jaw w negocjacjach z Gazpromem, są na tyle duże, że nie dają szans na porozumienie.

Spółkę w sporze reprezentować będzie kancelaria prawna Weil, Gotshal & Manges. Mec. Jarosław Kołkowski z tej kancelarii wyjaśnił, że zgodnie z procedurą rozwiązywania sporów, przyjętą przez strony w kontrakcie gazowym, pierwszym krokiem jest złożenie wniosku o wszczęcie postępowania arbitrażowego. - To nie jest jeszcze właściwy pozew - podkreślił Kołkowski.

- Wniosek został wysłany do Gazpromu i Gazpromu Export jako dwóch podmiotów zawierających kontrakt na dostawy gazu. Zgodnie z procedurą przyjętą przez strony, w terminie 30 dni od otrzymania tego wniosku, w którym my wskazaliśmy już swojego kandydata arbitra, Gazprom ma obowiązek wyznaczyć swojego. Ci dwaj arbitrzy w ciągu 30 dni mają wybrać przewodniczącego składu arbitrażowego spośród grupy międzynarodowych arbitrów - wyjaśnił.

Zaznaczył, że dopiero po ukonstytuowaniu się trybunału wniesiony zostanie właściwy pozew, "szeroko uzasadniony, z precyzyjnie określonymi żądaniami, z załączonym materiałem dowodowym". - Będziemy gotowi złożyć pozew natychmiast po ukonstytuowaniu się trybunału i będziemy dążyć do tego, by to postępowanie jak najszybciej się zakończyło - poinformował Kołkowski. "Orzeczenie zapada większością głosów" - wyjaśnił prawnik. Dodał, że w przypadku niewyznaczenia arbitra przez stronę - w tym wypadku przez Gazprom - istnieje droga wyznaczenia go w inny sposób, tak by spór mógł być rozstrzygany.

Prezes Szubski podkreślał z kolei, że arbitrzy nie mogą być związani ze stronami, każda ze stron może żądać wykluczenia arbitra, który - według niej - jest z związany z drugą stroną. - Jeśli Gazprom dojdzie do wniosku, że arbiter przez nas wyznaczony ma z PGNiG jakąś relację, która może zakłócić jego bezstronność, to może żądać jego wykluczenia. Każda ze stron może żądać wykluczenia arbitra, które - według niej - nie daje gwarancji obiektywizmu w sprawie. Tak więc nie ma gwarancji, że nasz arbiter musi koniecznie głosować po naszej myśli - mówił.

Również mec. Kołkowski podkreślał, ze wszyscy arbitrzy powinni być niezależni i bezstronni. - Strona, która wyznacza arbitra, liczy, że będzie bardziej przychylny jej argumentom, ale w praktyce najczęściej dba on o wzięcie pod uwagę wszystkich argumentów strony, która go wyznaczyła. Nie jest jednak reprezentantem strony, jej rzecznikiem interesu - mówił. Zaznaczył, że nie można też z góry przewidywać, ile może potrwać postępowanie.

Prezes PGNiG przewiduje jednak, że żadnej ze stron nie zależy na przeciąganiu postępowania. - Jest tzw. formuła retroaktywna, która powoduje, że od dnia rozstrzygnięcia wstecz należy rozliczyć płatności po cenie z ostatecznej sentencji orzeczenia arbitrażu. Jeżeli arbitraż będzie na naszą korzyść, to Gazprom będzie musiał skorygować cenę od dnia, w którym złożyliśmy pismo o zmianę tej ceny (kwiecień 2011 r. - PAP) - tłumaczył Szubski. - Nie ma więc zainteresowania przewlekaniem postępowania, bo każda ze stron ryzykuje, że będzie musiała zwrócić istotną kwotę adwersarzowi - ocenił.

Postępowanie trybunału jest poufne, jawne jest orzeczenie i np. procedura sądowa o uznanie wyroku w Polsce.

Zmianę ceny gazu w kontrakcie PGNiG formalnie negocjował od kwietnia br., kiedy to polska spółka złożyła wniosek w tej sprawie. Zdaniem PGNiG na europejskim rynku gazu zaszły "istotne zmiany", ponadto polski kontrakt powinien odzwierciedlać "poziom ceny rynkowej w Unii Europejskiej w kontraktach z Gazpromem".

Gazprom tymczasem uważa, że formalnie nie negocjował z PGNiG obniżki ceny gazu dla Polski, a jedynie prowadzi konsultacje nt. sytuacji na rynku gazu. W wywiadzie dla PAP wiceprezes Gazpromu Aleksandr Miedwiediew powiedział, że cena eksportowanego do Polski gazu po 2009 roku może zostać obniżona tylko w warunkach istotnych zmian rynkowych, np. stosunkowo niskiej ceny tego surowca w kontraktach spotowych.

- Tymczasem ceny gazu w tych kontraktach wzrosły znacznie od czasu, gdy wiele firm zwracało się do Gazpromu o rewizję ceny - powiedział wtedy. Jego zdaniem Gazprom nie jest z PGNiG w sporze, który mógłby zostać rozwiązany przed trybunałem arbitrażowym.