Roman Mazurkiewicz

SIEDEM PIECZĘCI BOGURODZICY

Bogurodzica dziewica, Bogiem sławiena Maryja,

U twego syna Gospodzina matko zwolena, Maryja!

Zyszczy nam, spuści nam.

Kyrieleison.

Twego dziela Krzciciela, bożycze,

Usłysz głosy, napełń myśli człowiecze.

Słysz modlitwę, jąż nosimy,

A dać raczy, jegoż prosimy:

A na świecie zbożny pobyt,

Po żywocie rajski przebyt.

Kyrieleison.

Nie ma chyba w dziejach naszej literatury dzieła bardziej zagadkowego niż Bogurodzica - pierwsze słowo polskiej, chrześcijańskiej poezji, najdawniejsza nasza pieśń - "pieśń ojczysta" (carmen patrium), jak nazwali ją potomni (m.in. Jan Długosz). Jeden z najwytrwalszych jej badaczy, Aleksander Brückner, stwierdził niegdyś, że na zawsze pozostanie ona "zagadką zamkniętą na siedem pieczęci". Jeśli się pomylił, to niewiele; pomimo ogromnego w ostatnich dziesięcioleciach postępu badań nad naszym Średniowieczem, najważniejszych z owu "siedmiu pieczęci" nie udało się dotychczas - i zapewne nie uda się w przyszłości - złamać. Nie rozstrzygnięto definitywnie tak podstawowych kwestii, jak czas i miejsce powstania Bogurodzicy, jej autorstwo czy ewentualna zależność od wzorów obcych. Wciąż nie potrafimy precyzyjnie powiedzieć, jak daleko w głąb naszych dziejów sięgają korzenie tej pieśni. Czy rzeczywiście aż do czasów "ojców" - pierwszych naszych władców i cudzoziemskich misjonarzy rzucających w pogańską glebę ziarna chrześcijańskiej wiary, do czasów świętego Wojciecha, którego już zapewne w Średniowieczu, a na pewno od początku XVI stulecia uznawano za natchnionego autora Bogurodzicy? A może zrodziły ją wieki późniejsze, gdy wiara nieco okrzepła, na tyle przynajmniej, że poczęła zasilać swym ożywczym strumieniem rodzimą kulturę literacką i artystyczną - stulecie XIII - jak coraz powszechniej uważa się pośród filologów? Byli i tacy (np. Julian Krzyżanowski), którzy datowali powstanie pieśni dopiero na schyłek wieku XIV.

A nieznany twórca Bogurodzicy? Wiemy, że w Średniowieczu kwestię autorstwa postrzegano zupełnie inaczej niż obecnie; autor, najczęściej duchowny, pisał przede wszystkim dla "pomnożenia chwały Bożej", o prawdach powszechnie znanych i akceptowanych (najczęściej objawionych lub przekazanych przez tradycję), swoje własne imię pokornie przemilczając, lub w najlepszym razie zaszyfrowując w kunsztownych akrostychach. W przypadku jednak dzieła tak wybitnego i starożytnego jak Bogurodzica, jest rzeczą całkiem zrozumiałą, że wielu jej badaczy za wszelką cenę starało się ustalić imię twórcy. Prócz wspomnianego już św. Wojciecha (ok. 956-997) wymieniano np. św. Jacka Odrowąża (ok. 1200-1257) czy franciszkanina Boguchwała (XIII w.).

Oryginału czy choćby inspiracji naszej pieśni szukano gdzie tylko było można: w hymnografii grecko-bizantyńskiej, w tradycji cerkiewnosłowiańskiej, ruskiej, łacińskiej, czeskiej, niemieckiej... Nigdzie jednak bezpośredniego wzorca literackiego nie udało się odnaleźć, choć podobieństw treściowych, kompozycyjnych i melodycznych jest sporo, zarówno w spuściźnie chrześcijańskiego Wschodu, jak Zachodu. Coraz donośniej mówi się więc - choć brzmi to wręcz niewiarygodnie na tle naszej wiedzy o poziomie rodzimej kultury literackiej w wieku XIII - o artystycznej oryginalności Bogurodzicy.

Najstarszy zachowany przekaz pieśni (dwuzwrotkowa "część archaiczna", do której później dołączano dalsze strofy) pochodzi dopiero z początku wieku XV, a zatem z pewnością różni się od brzmienia oryginału, który musiał powstać o wiele wcześniej. O ile wcześniej? Porównanie języka Bogurodzicy z językiem zachowanych fragmentów tzw. Kazań świętokrzyskich, spisanych w wieku XIV, ale z pewnością ze starszego pierwowzoru, dowodzi, że dwie najstarsze strofy pieśni zawierają słowa i formy gramatyczne, jakich w Kazaniach, a tym bardziej w zabytkach późniejszych już nie spotykamy; są zatem unikatami lub archaizmami. Należą tu przede wszystkim wyrazy: "Bogurodzica" (dziś powiemy: "Bogarodzico"), "dziela" ("dla", "za przyczyną") oraz "bożycze" ("Synu Boga"). Pozostałe zwroty pieśni są bardziej zrozumiałe, choć ich poprawne odczytanie również nastręczało filologom niemało kłopotów. Co jest zatem treścią Bogurodzicy? W "tłumaczeniu" na język dzisiejszej polszczyzny dwie najstarsze zwrotki można by wyłożyć w sposób następujący:

Bogarodzico Dziewico, przez Boga uwielbiona Maryjo,

U twego Syna Pana matko wybrana, Maryjo!

Pozyskaj nam, ześlij (daj) nam!

Panie, zmiłuj się!

Przez wzgląd na twego Chrzciciela, Synu Boga,

Usłysz głosy, spełnij (użyźnij) myśli (pragnienia) ludzkie.

Wysłuchaj modlitwy, którą zanosimy,

I racz nam dać to, o co prosimy:

Na świecie pobożne (szczęśliwe) życie,

Po żywocie przebywanie w raju.

Panie, zmiłuj się!

Wcale jednak nie jest pewne, czy tak właśnie rozumieli słowa pieśni ruszający do grunwaldzkiego starcia wojowie Jagiełły. Bo oto już dwa początkowe wersy niosą ładunek sensu trudny do uchwycenia w "pierwszej lekturze". Wypełnia je rozbudowana, składająca się z dwóch symetrycznych członów apostrofa do Maryi. Ale nie do tej z tkliwych obrazków betlejemskich czy przejmujących współczuciem scen Ukrzyżowania; przeciwnie - do królującej w chwale niebiańskiej ("Bogiem sławiena"), w przedziwny, niepojęty dla ludzkiego rozumu sposób przedwiecznie wybranej na Matkę ("Matko zwolena") Boga. Tytuł "Bogurodzica" (zwróćmy uwagę na niezwykłą formę połączenia członów tego złożenia: nie dopełniaczową - "Boga-rodzica", lecz celownikową: "Bogu-rodzica"; a więc nie "kogo" a "komu") wywodzi się od greckiego słowa Theotokos (przez pośrednictwo starosłowiańskiego Bogorodica) i niesie w sobie pamięć polemik pierwszych stuleci chrześcijaństwa wokół dogmatu o boskości Chrystusa, a co za tym idzie, również o prawo Maryi do tytułu Bożej Rodzicielki. Kwestię rozstrzygnął ostatecznie Sobór w Efezie w roku 431 i odtąd w hymnografii, zwłaszcza na chrześcijańskim Wschodzie, powstają niezliczone pieśni na cześć Theotokos.

W apostrofie Bogurodzicy zawiera się zatem maksymalnie skondensowany wykład podstawowych prawd mariologicznych: o Jej Boskim Macierzyństwie, wieczystej czystości, chwale niebiańskiej. Charakterystyczne, że w obu wersach apostrofy "ziemskie" imię - Maryja - przesunięte zostało na sam koniec (choć większość łacińskich hymnów maryjnych od niego się właśnie rozpoczyna). A zatem całe dwa inicjalne wersy pierwszej strofy wyrażają dogmat równoczesnego bosko-ludzkiego macierzyństwa Maryi oraz ogrom płynącej stąd chwały i mocy. Co ciekawe, perspektywa charakterystyki adresatki jest jakby "odwrócona" w stosunku do czasu ludzkiego, historycznego: postępuje w ruchu zstępującym "od góry" - od tytułu "niebiańskiego" ("Bogurodzica"), wiecznego "teraz i zawsze", do wspomnienia centralnego dla teologii pieśni faktu Wcielenia Chrystusa, zapoczątkowanego przyzwoleniem Maryi wypowiedzianym w ciszy Nazaretu ("A Dziewicy było na imię Maryja"). Jeśli teraz uświadomimy sobie, że podmiotem mówiącym (modlącym się) w pieśni jest społeczność wiernych (zob. zaimki osobowe i formy czasownikowe) pozostająca w świecie doczesnym, na poziomie "ziemskiego pobytu", uderzy nas "strzelistość" tej modlitwy, jej potężna energia pozwalającą przekroczyć ogromną przestrzeń pomiędzy "dołem" ziemskiego bytowania, a "górą" niebiańskiej chwały, w której przebywa adresatka pieśni.

Zanim jednak zapytamy o treść kierowanej do Niej prośby, zastanówmy się przez chwilę nad gramatycznymi formami wołaczy nagromadzonych w apostrofie pierwszej zwrotki. "Bogurodzica", "Dziewica", "Maryja" - to formy mianownikowe; "matko" - to wołacz. Skąd to zróżnicowanie? Tradycyjnie uważano, że mianownik pełnił wówczas jakby bardziej "dostojną" funkcję wołacza; poza tym nagromadzenie form mianownikowych daje efekt nasycenia pierwszej zwrotki współbrzmieniami samogłoski "a", co było charakterystyczne dla ówczesnej hymnografii łacińskiej. Ale możliwa jest też inna hipoteza: pierwszy wers pieśni to nie apostrofa, ale jakby "niebiański adres" czy wizerunek "Bogiem sławienej" Maryi; dopiero wołacz "matko" dynamizuje ów statyczny, dostojny, chciałoby się rzec "ikonowy" obraz, inicjując ruch modlitwy skierowanej "w górę". To tylko jedno z wielu miejsc Bogurodzicy, do których winniśmy podchodzić z interpretacyjną pokorą.

Bo już kolejny fragment tekstu pierwszej zwrotki jawi się jeszcze bardziej zagadkowo: "zyszczy nam, spuści nam!". Wyraźne, świadome skontrastowanie rozbudowanej apostrofy z dwoma, skonstruowanymi symetrycznie, maksymalnie zwięzłymi rozkaźnikami. Wyczuwamy, że zawarto w nich całą żarliwość ludzkiej modlitwy - o co jednak?

Przez dziesięciolecia toczono spory o właściwe odczytanie sensu prośby skierowanej do Maryi w pierwszej zwrotce pieśni: "zyszczy nam, spuści nam!". Kogo lub co miałaby nam Boża Rodzicielka "zyskać" i "spuścić"? Problem w tym, że modlitwa ta nie zawiera dopełnienia; trzeba go więc samemu poszukać w tekście pieśni. Od wieku XVI odczytywano to miejsce najprościej: zjednaj i spuść nam Syna (w sensie: "ześlij", "daj" - podobnie jak w jednej z średniowiecznych modlitw maryjnych: "Da mihi, o dulcissima, / Tuum da dilectum" - "Daj mi, o Przenajsłodsza, / Daj twego umiłowanego", czy też we współczesnej pieśni kościelnej - "Daj mi Jezusa, o Matko droga..."). Zjednaj zatem i spuść (daj) nam twego Syna - jako Jego i nasza Matka, przez którą On rodzi się w sercu każdego człowieka, w życiu każdego - zwłaszcza świeżo ochrzczonego - narodu. Ponieważ jednak takiemu rozumieniu prośby do Maryi niektórzy badacze zaczęli zarzucać "niezgodność z doktryną katolicką", pojawiły się próby przenośnego odczytania rozkaźnika "spuści nam" jako "uczyń nam przychylnym" (Ewa Ostrowska). Istnieje jeszcze inna możliwość: uznać za domyślne dopełnienie skierowanej do Maryi prośby "spuści nam" łaski pozyskane przez Nią ("zyszczy nam") u Syna Gospodzina. Tu jednak pozostaniemy przy tradycyjnej (tak "czytał" Bogurodzicę m.in. Piotr Skarga) interpretacji: chodzi o pozyskanie i "spuszczenie" Chrystusa - w sensie duchowym rzecz jasna - a więc o jego duchowe przyjście, narodziny (stąd pośrednictwo Matki) w życiu każdego wiernego i całej chrześcijańskiej społeczności. Zauważmy bowiem, że przy takiej lekturze Bogurodzica byłaby świadectwem żywej wiary w trojakie przyjście Chrystusa: przyjście historyczne (przeszłość Wcielenia), nieustanne Jego przychodzenie duchowe (teraźniejszość modlitwy "zyszczy nam, spuści nam"), wreszcie przyjście ostateczne, przyszły Sąd, który ma być bramą wiodącą od "zbożnego pobytu" na ziemi do "rajskiego przebytu" w niebie.

Jeśli nawet zaproponowane powyżej odczytanie prośby "zyszczy nam, spuści nam" wydawać by się mogło zbyt śmiałe z perspektywy teologicznej ortodoksji (jakkolwiek w wielu pieśniach średniowiecznych prosi się Matkę Boga o zmiłowanie czy wręcz o odpuszczenie win), owa śmiałość modlitewnej ekspresji łagodzona jest nadrzędnym odniesieniem całej modlitwy do Chrystusa-Boga; zaraz po "spuści nam" następuje refreniczna aklamacja Kirie eleison - "Panie, zmiłuj się". Bo przecież nie Maryja lecz Chrystus - Kyrios, Gospodzin, Bożyc - jest nadrzędnym, głównym adresatem modlitwy Bogurodzicy; maryjny charakter ma jedynie pierwsza zwrotka, nie zaś cała pieśń, jak to się zwykło uważać.

W drugiej strofie jako pośrednik i orędownik ludzkich modlitw adresowanych do Chrystusa pojawia się św. Jan Chrzciciel: "Twego dziela Krzciciela, bożycze..." Dlaczego właśnie on? Dlaczego - powtórzmy za wspomnianym już Aleksandrem Brücknerem - nie św. Józef, św. Anna, matka Maryi, czy umiłowany uczeń Jezusa, Jan Ewangelista? Odpowiedź jest w istocie banalna: bo w tradycji chrześcijaństwa pierwszego tysiąclecia (szczególnie na Wschodzie) to właśnie Jan, Herold i Poprzednik Chrystusa, Jego Chrzciciel (a więc jakby "ojciec chrzestny"!) uważany był za największego po Bogarodzicy świętego w niebiańskiej hierarchii. Zresztą przypomnijmy słowa samego Jezusa: "Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela" (Mt 11, 11). Tę prawdę wyrażała chrześcijańska liturgia, hymnografia, a nade wszystko sztuka. Od VI wieku w Bizancjum, a od czasów wypraw krzyżowych również na łacińskim Zachodzie przedstawiano Chrystusa jako Pana i Sędziego świata w asyście dwojga największych orędowników grzesznej ludzkości - właśnie Bogarodzicy i Jana Chrzciciela. W historii sztuki przedstawienie to określa się terminem deesis (gr. modlitwa, błaganie). Z czasów najbliższych przypuszczalnemu datowaniu Bogurodzicy zachowało się m.in. malowidło deesis w kolegiacie w Tumie pod Łęczycą (ok. poł. XII w.). Trudno jednak byłoby doszukiwać się jakichś genetycznych zależności pomiędzy deesis a Bogurodzicą - pokrewieństwo obrazu i pieśni wynika przede wszystkim stąd, że wyrażają tę samą, najwidoczniej powszechnie wówczas akceptowaną ideę.

A zatem Chrystus jako adresat nadrzędny, oraz Maryja i Jan Chrzciciel jako pośrednicy pomiędzy ludźmi a Nim - i odwrotnie: za przyczyną Jana prosimy: "usłysz głosy, napełń myśli człowiecze", a zatem i o wysłuchanie modlitw, i o spełnienie ludzkich myśli - zgodnie z Prawdą Objawienia. Bo podobnie jak Maryja była w pierwszej strofie Pośredniczką Boskiego Wcielenia, tak Jan jest tutaj Pośrednikiem Boskiego Objawienia - całkiem jak w Ewangelii: Maryja daje (rodzi) Chrystusa, Jan Go objawia światu. Zauważmy przy tym głęboki związek pośrednictwa Jana ze Słowem (Chrystus jako "Słowo, które Ciałem się stało") - "usłysz głosy, słysz modlitwę" - bynajmniej nie przypadkowy! Wszakże Jan Chrzciciel, objawiający ludowi nadchodzącego Mesjasza, nazwany został w Ewangelii "głosem wołającego na pustyni" (Mt 3, 3).

O co nasi przodkowie modlili się zatem w Bogurodzicy? Do Maryi o owoce Wcielenia ("spuści nam"); przez Jana Chrzciciela o owoce Objawienia ("napełń myśli"); do Chrystusa - za wstawiennictwem obojga pośredników - o dobra najprostsze i najcenniejsze zarazem: "na świecie zbożny pobyt, po żywocie rajski przebyt".

Powtórzmy raz jeszcze - nieznany twórca Bogurodzicy, bez wątpienia znakomity teolog, zawarł w pieśni liczącej niespełna pół setki słów elementarne prawdy chrześcijańskiej wiary: o Wcieleniu Chrystusa, o Boskim Macierzyństwie Maryi i Jej wieczystym dziewictwie, o Jej przebywaniu w chwale niebiańskiej, o skuteczności pośrednictwa świętych, o ludzkim bytowaniu w perspektywie wieczności. Nie przypadkiem zatem przez stulecia uważano Bogurodzicę za "katechizm ojców"; jeszcze na początku wieku XVII pisał Stanisław Grochowski:

Ta jedna była ich wiary tablica:

Pacierz a Credo i Bogurodzica.

Ale nie tylko ogromna kondensacja treści teologicznych zdumiewa w Bogurodzicy. Zadziwia również niezwykle precyzyjna, chciałoby się powiedzieć "matematyczna" dyscyplina rytmiczna i brzmieniowa tekstu, kunsztowna melodia, znakomite operowanie antytezą. Zacznijmy od tego ostatniego, gdyż wiąże się bezpośrednio z charakteryzowaną powyżej warstwą treściową. Antyteza, paradoks, oksymoron - to figury naszej myśli i mowy, które choć w przybliżeniu zdolne są oddać tajemnice podstawowych prawd wiary (dogmatów). Ponieważ w Bogurodzicy, jak stwierdziliśmy, mamy do czynienia z całym wykładem prawd teologicznych, nie dziwi fakt, że podstawowymi środkami ich wyrażania są antytezy i paradoksy:

Bogurodzica Dziewica - Maryja, stworzenie Boga, jest Jego rodzicielką; jest matką i dziewicą zarazem;

twego Syna Gospodzina - Syn Maryi jest równocześnie jej Panem;

Matko zwolena - Syn wybrał sobie Maryję na matkę;

spuści nam - Maryja, Matka Chrystusa, jakkolwiek przebywając z Nim w chwale niebiańskiej jest od Niego zależna, może - jako wieczysta Bogarodzica - pośredniczyć w nieustannych Jego narodzinach w świecie;

Bożycze - człowiecze - antyteza "Bóg - człowiek" przezwyciężana w akcie krążenia modlitwy i łaski;

pobyt (doczesność) - przebyt (wieczność)

Zauważmy przy tym, że w większości z wymienionych antytez określenia przeciwstawne znaczeniowo spaja ze sobą podobieństwo brzmieniowe i rytmiczne, co - na zasadzie coincidentia oppositorum (zgodność przeciwieństw) - jeszcze mocniej akcentuje ich paradoksalność.

Również konstrukcja rytmiczna i brzmieniowa Bogurodzicy świadczy o wszechstronnej erudycji anonimowego twórcy. W sferze poetyki czerpał on mistrzowsko z tradycji ówczesnej łacińskiej poezji liturgicznej, ściśle związanej z muzyką i z chóralnym śpiewem kościelnym. W zakresie gatunkowym natomiast Bogurodzica uznawana jest przez badaczy za tzw. trop, czyli tekstowe rozwinięcie modlitewnej, ogromnie w średniowiecznej liturgii popularnej aklamacji Kyrie eleison. Jak pokazała ostatnio Teresa Michałowska, tekst Bogurodzicy, zapisywany tradycyjnie w dwóch niejednakowych co do długości zwrotkach, można - idąc za wzorem tropów i sekwencji łacińskich - podzielić na rymowane cząstki o ustabilizowanej liczbie sylab i pogrupować w odpowiadające sobie (a więc paralelne) pod względem rytmicznym i brzmieniowym tzw. mikrostrofki. Zwrotka pierwsza rozpada się wówczas na trzy, natomiast zwrotka druga na cztery "mikrostrofki":

Bogurodzica

dziewica

Bogiem sławiena

Maryja 5

3

5

3 U twego Syna

Gospodzina

matko zwolena,

Maryja! 5

4

5

3

Zyszczy nam,

Spuści nam.



3

3

Kyrieleison.

Twego dziela

Krzciciela,

bożycze,

4

3

3

Usłysz głosy,

Napełń myśli

człowiecze.

4

3

3

Słysz modlitwę,

jąż nosimy

a dać raczy,

jegoż prosimy: 4

4

4

5 A na świecie

Zbożny pobyt,

Po żywocie

rajski przebyt. 4

4

4

4

Kyrieleison.

Zasada paralelizmu rytmicznego i brzmieniowego wiąże nie tylko pary poszczególnych "mikrostrofek", ale również pary składających się na nie wersów. Tak np. dwie pierwsze zwrotki zbudowane są niemal symetrycznie pod względem rytmicznym, a ponadto wszystkie ich wersy kończą się rymem samogłoskowym -a. Możnaby wręcz doszukiwać się w budowie Bogurodzicy realizacji zasad średniowiecznej estetyki opartej na idei proporcji, symetrii i symboliki liczbowej (ostatnio ukazało się na ten temat obszerne studium zatytułowane - jakże znamiennie - Architektura "Bogurodzicy".

Na początku dziejów polskiej literatury zdarzył się cud arcydzieła. Arcydzieło wszakże zawsze jest tajemnicą. Jest nią i pozostanie również Bogurodzica - "zagadka zamknięta na siedem pieczęci".