„Moje zainteresowania naukowe zawsze ograniczały się głownie do poszukiwania podstawowych zasad. [...] Dlatego właśnie opublikowałem tak niewiele, jak że to moje ogromne pragnienie poznania zasad powodowało, iż większość czasu trawiłem na bezowocnych poszukiwaniach.” Albert Einstein. W słowach Alberta Einsteina, można dostrzec coś istotnego, co bardzo przyda się przy odczytaniu mojej pracy. Mianowicie, nie będę się rozpisywać na temat moich zainteresowań, gdyż dążę do poznania całej głębi, jaką jest przyjemność z osobistego zapoznania się z własną pasją. Nie będę również nawoływać do dzielenia ze mną moich pasji gdyż, jestem w pełni świadoma, że każdy człowiek ma prawo do interesowania się czymkolwiek chce, bez zmuszania go do tego. Pragnę jednak wyróżnić tą garstkę ludzi, którzy umieją znaleźć sobie unikalne pasje i potrafią walczyć z tymi, którzy skłaniają ich do zaprzestania pogłębiania swoich zainteresowań. Ze słuchawką w uchu, wypełnioną ulubioną koreańską muzyką, śmiało ruszam na spacer. Tanecznym krokiem przemierzam starówkę. Nogi same niosą mnie na plac zamkowy, na którym bez zwalniania kroku zbliżam się pod samo wejście do zamku królewskiego. Zaczynam wirować, zatracona w muzycznej nucie, otwieram oczy i spostrzegam, że pomimo całego zamieszania dniem codziennym ludzie zatrzymują się i rozmawiają ze sobą. Dostrzegam ruchy ich warg - „dzień dobry” odczytuję. Dudniąca w uchu muzyka nadaje tym słowom wspaniały przekaz wraz z ciepłem wywodzącym się z rytmu melodii. ~ Annyeong haseyo ~ przebiega mi w myśli. Tak, annyeong haseyo. Równie dobrze ludzie mogliby się witać po koreańsku. Słowo, skłon i wyprost – tradycja i szacunek zachowane. Gdyby ludzie w Polsce mówili po koreańsku, byłabym szczęśliwa. Gdyby Polska, choć odrobinkę zbliżyła się do Korei Południowej, spełniłyby się moje marzenia. Rozmyślając o Korei, znowu zatrzymuję się na języku. Z większą uwagą dostrzegam, że ruchy warg pary ludzi stojących pod kolumna Zygmunta doskonale wpasowują się w koreańskie sylaby bębniące w słuchawce. Wyjmuję z ucha słuchawkę – słyszę gwar samochodów, wkładam ją z powrotem – koreańki. Wyjmuję – wrzawa, wkładam – słyszę język bliski mojemu sercu. Przez hałas panujący po drugiej stronie słuchawki nie potrafię usłyszeć głosów tamtej pary. „Gdy chcesz złapać tygrysa, musisz wejść do jego jamy” powiadają. Glajdowym krokiem zbliżam się do kolumny, aby być bliżej tamtych ludzi. Z każdym krokiem i ślizgiem czuję jakbym się unosiła w powietrzu. Ile to już minęło jak opanowałam tej styl? – Pytam się w duchu. Z uśmiechem przybliżam się do kolumny, po czym zwalniam kroku...