"Nie masz, i po raz drugi nie masz wątpliwości,

Żeby cnota miała być kiedy bez zazdrości:

(...) Nie może jej blasku znieść ani pojźrzeć w oczy,

Boleje, że kto przed nią kiedy wyzej skoczy;

A iż baczy po sobie, że się wspinać prózno,

Tego ludziom uwłóczy, w czym jest od nich rózno".

Wielu ludzi żyjąc dobrze i moralnie popada jednak w szczególny rodzaj pychy, zaczynają uważać iż z tego względu że są dobrzy, maja tez większe prawa niż inni, a niektórzy nawet domagają się nagrody od Boga za swoje uczynki. Jednak moralność nie działa na zasadzie kija z marchewką. Dlatego nie można oczekiwać jakiejkolwiek nagrody za swoje życie, poza tym że posiada się cnotę. Jest ona bowiem dobrem niewymienialnym na nic innego:

"Cnota (tak jest bogata) nie może wziąć szkody

Ani sie też ogląda na ludzkie nagrody;

Sama ona nagrodą i płacą jest sobie...".

Można jednak cnotę, a nawet należy cały czas ugruntowywać i utwierdzać. Mistrz z Czarnolasu wskazuje tutaj na działania obywatelskie, różnie rozumiana służbę dla ojczyzny, zarówno w czasach pokoju jak i wojny, przez co człowiek może wykazywać się najróżniejszymi, jak sprawiedliwość, honor, męstwo, zaletami. Życie w cnocie nakłada bowiem na człowieka obowiązek pomocy i innym ludziom i państwu. Nie może on zatrzymywać zachłannie danego mu w łasce bożej dobra, byłoby to zresztą jednoznaczne z jego utraceniem, gdyż taka decyzja osadzała by się zapewne na chciwości, pysze, albo nieuzasadnionym strachu:

"A jesli komu droga otwarta do nieba,

Tym, co służą ojczyźnie. Wątpić nie potrzeba,

Ze co im zazdrość ujmie, Bóg nagradzać będzie,

A cnota kiedykolwiek miejsce swe osiędzie".