Postawione w temacie pytanie wydaje mi się być sformułowane nieco kłopotliwie. Sugeruje ono bowiem dwie, niezależne od siebie odpowiedzi: albo "Nie-boską komedię" uznamy za dramat narodu, albo za dramat jednostki. Tymczasem każda z nich odkrywa tylko część prawdy o dziele Krasińskiego. "Nie-Boska komedia" jest bowiem zarówno dramatem narodu, jak i jednostki.

Wciąż jednak można się zastanawiać, co było myślą przewodnią, która przyświecała pisarzowi, kiedy tworzył swoje wielkie dzieło. Czy zamierzał opisać przede wszystkim dramat narodu, czy może jednostki? Tu z pomocą przychodzi nam sam autor "Nie-Boskiej komedii", który w liście do przyjaciela określił utwór jako "dramat dotyczący się rzeczy wieku naszego - walka w nim dwóch pryncypiów: arystokracji i demokracji". Ta wypowiedź wskazuje na to, że Krasińskiemu chodziło głównie o przedstawienie dramatu narodu, a dramat jednostki ukazał w swym dziele niejako "przy okazji" (co wcale nie oznacza, że dramaty osobiste hrabiego Henryka czy Pankracego są w utworze nieważne).

Trudno powiedzieć czy określenie "dramat narodu" wydaje się najszczęśliwszym w zastosowaniu do treści "Nie-Boskiej komedii". Krasiński, moim zdaniem, ukazał szersze zjawisko niż tylko dramat narodu. W swoim dziele odmalował on pewną historyczną prawidłowość, która spowoduje dramat nie jednego narodu, ale całej ludzkiej społeczności. Wypada więc mówić w odniesieniu do "Nie-Boskiej komedii" raczej o dramacie współczesnej poecie ludzkości niż o dramacie narodu.

Krasiński wyraża głębokie przekonanie, że wielka, powszechna rewolucja, która przyniesie starcie dwóch antagonistycznych światów: arystokracji krwi i pieniądza z proletariatem jest nieunikniona. Sam hrabia Henryk przyznaje Pankracemu rację, że ugoda nie jest już możliwa do zawarcia. Wiek, dwa wieki wcześniej, wedle hrabiego, porozumienie byłoby jeszcze możliwe. Niestety, wobec narosłych sprzeczności między arystokracją a proletariatem pokojowe załatwienie sporu nie wchodzi już w rachubę. Tragiczne w tym nieuniknionym konflikcie jest to, że żadna z jego stron nie posiada monopolu na słuszność. Obydwa zwaśnione obozy mają swoje silne racje, które motywują je do obrony swoich stanowisk, a zarazem czynią niemożliwym wszelki kompromis. Słusznie hrabia Henryk broni arystokracji. Przez liczne stulecia była ona motorem postępu, sprawczą siłą cywilizacji, pozwalała nie martwić się plebsowi o politykę, obronę państwa, otaczała go pewną minimalną opieką, aby mógł on pracować na potrzeby panów. Lecz w tym długim czasie arystokracja dopuściła się wielu krzywd na uzależnionych od siebie klasach. Szlachta nie liczyła się z potrzebami swoich poddanych, traktowała ich jak swoją własność, którą może w dowolny sposób rozporządzać. Często, korzystając z przywileju bezkarności, dopuszczała się przestępstw na proletariacie. Życie chłopa niewiele przecież kosztowało, więc jeśli jakiegoś parobka rozerwała pańska sfora, nie było wielkiego zmartwienia. Prócz wyzyskiwania poddanych arystokraci wykorzystywali siebie nawzajem. W toku rozwoju historii w klasie arystokratów zatraciły się gdzieś ich dawne, chlubne cechy: mężność, odwaga, szczerość, poczucie honoru. Na plan pierwszy wśród cech szlachty wysunęły się obłuda, skłonność do intryg i nieufność. One decydowały o powodzeniu jednostek w grupie arystokracji. Toteż arystokraci, którzy otaczają hrabiego Henryka niczym już nie przypominają dawnych, prawych rycerzy, dla których honor i służba bliźnim były najwyższymi prawami. Arystokraci z okopów św. Trójcy to banda tchórzów, zdrajców i obłudników, którzy nie widzą nic, prócz końca własnego nosa. Słusznie więc wypowiada się o tej klasie Pankracy, że jest ona "zgrzybiała" i nie powinna już ani minuty dłużej rządzić światem.

Jednakże obóz rewolucjonistów jest mizerną alternatywą dla podupadłej moralnie arystokracji. Nie znajdzie się wśród nich siły zdolnej do stworzenia na ziemi sprawiedliwego porządku, choć wierzy w to Pankracy. Rewolucjoniści, rekrutujący się z chłopów, parobków, rzemieślników, robotników, społecznego marginesu żądni są tylko jednego: zemsty za lata doznanych krzywd. Chcą wojny i krwi. Ogarnia ich dzika żądza niszczenia wszystkiego, co przypomina im stary porządek, stworzony przez ustrój feudalny. To, co proponują rewolucjoniści w zamian tradycyjnych wartości, jest tylko dziką orgią, parodią poprzedniego ładu, szaleństwem, z którego nic dobrego zrodzić się nie może.

Krasiński pokazuje więc rewolucję jako globalną katastrofę, która zniszczy zupełnie zastane społeczeństwo. Tragizmem społeczności przedstawionej w "Nie-Boskiej komedii" jest to, że nieuchronnie dąży ona ku zagładzie. Nie ma bowiem w tym społeczeństwie pozytywnej siły, systemu wartości, który mógłby to społeczeństwo ocalić od zguby. Cząstkowe racje reprezentowane przez obozy rewolucjonistów i arystokratów muszą ulec zderzeniu i zagładzie, aby mogła zatriumfować racja uniwersalna, którą w dramacie reprezentuje zjawiający się w finale Chrystus-mściciel. Trudno jest jednak określić, prócz tego, że Bóg rozwiąże arbitralnie konflikt, jako najwyższy trybunał, czy pojawienie się Chrystusa oznacza odrodzenie, czy też koniec ludzkości.

W utworze prócz dramatu społeczeństwa ukazany jest dramat jednostki. Wynika on ze słabości człowieka, który w życiu wystawiany jest na wiele pokus i łatwo może zbłądzić. Jeśli zaś utwierdzi się w swoich błędach i na czas ich nie naprawi, nigdy już nie będzie miał szansy ich poprawienia. Taki smutny los spotkał hrabiego Henryka, romantycznego poetę, który dał się skusić ideałowi fałszywej poezji. Dla podsuniętej przez szatana wizji kochanki, sławy i ziemskiego raju, zdradza i porzuca prawdziwe człowiecze wartości - rodzinę, służbę bliźnim i skromność. Wybór hrabiego sprowadza na niego szereg nieszczęść: żona jego zostaje obłąkana i umiera, zaś jego syn ślepnie i także traci zmysły. Stało się tak, gdyż hrabia zbyt późno spostrzegł, że ideały poezji, za którymi podąża, są puste i nic nie warte. Nie mógł on już naprawić swoich błędów. Dramatyczny jest także los Pankracego, który przekonany był o słuszności i potrzebie rewolucji. Jednak gdy doszedł do władzy, poczyna żywić obawy, czy uda mu się stworzyć lepszy, bardziej sprawiedliwy świat. Z przerażeniem czuje, że z niszczącej rewolucyjnej siły, z żądnego krwi i mordu tłumu nie stworzy tego, co zamierzał zbudować - szczęśliwego społeczeństwa, opływającego w dostatki i żyjącego w pomyślności. Pankracy porażony zostaje wizją Chrystusa, przyznaje mu prawdziwe zwycięstwo i umiera.

Tragiczne w losach jednostki jest to, że może ona zejść ze słusznej drogi życiowej w sposób niezauważalny, mimo najszczerszych chęci czynienia dobra. Nikt z żyjących nie jest w stanie powiedzieć, czy aby na pewno odnalazł swe miejsce na świecie i czy przypadkiem nie służy mamonie i ułudzie, jak hrabia Henryk lub Pankracy.

Mimo tej pesymistycznej koncepcji losów jednostki, nic nie zmienia faktu, że głównym założeniem "Nie-Boskiej komedii" było ukazanie nieuniknionego dla społeczeństwa dramatu, w nadejście którego Krasiński święcie wierzył. Ukazaniu tego problemu został też utwór w całości podporządkowany.