Śmierć (łac. mors, exitus letalis)jest to stan charakteryzujący się ustaniem oznak życia, spowodowany nieodwracalnym zachwianiem równowagi funkcjonalnej i załamaniem wewnętrznej organizacji ustroju.

Poza śmiercią całego organizmu można także wyróżnić śmierć:

• poszczególnych organów (np. kory mózgu, serca, nerek, wątroby),

• tkanek,

• komórek.

Pojęcie śmierci rozmywa się w przypadku organizmów zdolnych do regeneracji brakujących części ciała (np. pierścienice), roślin (u których możliwe jest odtworzenie całego organizmu nawet z jednej komórki), czy też bakterii wytwarzających spory (formy przetrwalnikowe).

Cywilizacja śmierci – termin stosowany w teologii moralnej przez teologów katolickich, po raz pierwszy użyty przez papieża Jana Pawła II w czasie jego pontyfikatu. Termin ten jest przeciwieństwem sformułowanego przez papieża Pawła VI określenia "cywilizacja miłości".

Zjawiska związane z "cywilizacją śmierci" papież Jan Paweł II wymienił przede wszystkim w encyklikach Veritatis Splendor i Evangelium Vitae.

Według Jana Pawła II pojęcie "cywilizacji śmierci" lub "kultury śmierci" odzwierciedla stosunek ludzi do życia. Kościół katolicki potępia takie działania jak: aborcja, eutanazja, morderstwo, ludobójstwo, promiskuityzm, pedofilia, antykoncepcja oraz metody zapłodnienia in vitro. Wielu katolickich teologów często twierdzi, że państwa Europy zachodniej porzuciły "cywilizację życia" – przez którą należy rozumieć między innymi kultywowanie wartości rodzinnych i przekonanie o świętości życia ludzkiego – jedyną drogę, która uchronić może od wspomnianej cywilizacji śmierci. Naruszanie klasycznych struktur rodzinnych prowadzić ma, wg zwolenników chrześcijańskiej "cywilizacji życia", do samozagłady społeczeństwa, które, popadając w hedonizm, zaprzestaje reprodukcji. Rodzina jest, zgodnie z nauczaniem Kościoła, jedynym gwarantem przetrwania społeczeństwa i jego prawidłowego rozwoju.

Encyklika Jana Pawła II „Evangelium Vitae”

Rozdział I -Nowe zagrożenia życia ludzkiego

Każdy człowiek właśnie ze względu na tajemnicę Słowa Bożego, które stało się ciałem (por. J 1, 14) zostaje powierzony macierzyńskiej trosce Kościoła. Dlatego też każde zagrożenie godności i życia człowieka głęboko wstrząsa samym sercem Kościoła, dotyka samej istoty jego wiary w odkupieńcze wcielenie Syna Bożego i przynagla Kościół, by pełnił swą misję głoszenia Ewangelii życia całemu światu i wszelkiemu stworzeniu (por. Mk 16, 15).

Głoszenie to staje się szczególnie naglące dzisiaj, gdy lęk budzą coraz liczniejsze i poważniejsze zagrożenia życia ludzi i narodów, zwłaszcza życia słabego i bezbronnego. Obok dawnych, dotkliwych plag, takich jak nędza, głód, choroby endemiczne, przemoc i wojny, pojawiają się dziś plagi nowe, przybierające nieznane dotąd formy i niepokojące rozmiary.

Już Sobór Watykański II w jednej z wypowiedzi, która do dziś zachowała swą dramatyczną aktualność, potępił stanowczo liczne zbrodnie i zamachy wymierzone przeciw życiu ludzkiemu. Przypominając po trzydziestu latach słowa Soboru, raz jeszcze i równie stanowczo potępiam w imieniu całego Kościoła te przestępstwa, w przekonaniu, że wyrażam w ten sposób autentyczne odczucia każdego prawego sumienia: „Wszystko, co godzi w samo życie, jak wszelkiego rodzaju zabójstwa, ludobójstwa, spędzanie płodu, eutanazja i dobrowolne samobójstwo; wszystko, cokolwiek narusza całość osoby ludzkiej, jak okaleczenia, tortury zadawane ciału i duszy, próby wywierania przymusu psychicznego; wszystko, co ubliża godności ludzkiej, jak nieludzkie warunki życia, arbitralne aresztowania, deportacje, niewolnictwo, prostytucja, handel kobietami i młodzieżą; a także nieludzkie warunki pracy, w których traktuje się pracowników jak zwykłe narzędzia zysku, a nie jak wolne, odpowiedzialne osoby: wszystkie te i tym podobne sprawy i praktyki są czymś haniebnym; zakażając cywilizację ludzką bardziej hańbią tych, którzy się ich dopuszczają, niż tych, którzy doznają krzywdy, i są jak najbardziej sprzeczne z czcią należną Stwórcy”.

Niestety, te niepokojące zjawiska bynajmniej nie zanikają, przeciwnie, ich zasięg staje się raczej coraz szerszy: nowe perspektywy otwarte przez postęp nauki i techniki dają początek nowym formom zamachów na godność ludzkiej istoty, jednocześnie zaś kształtuje się i utrwala nowa sytuacja kulturowa, w której przestępstwa przeciw życiu zyskują aspekt dotąd nieznany i — rzec można — jeszcze bardziej niegodziwy, wzbudzając głęboki niepokój; znaczna część opinii publicznej usprawiedliwia przestępstwa przeciw życiu w imię prawa do indywidualnej wolności i wychodząc z tej przesłanki domaga się nie tylko ich niekaralności, ale wręcz aprobaty państwa dla nich, aby móc ich dokonywać z całkowitą swobodą, a nawet korzystając z bezpłatnej pomocy służby zdrowia.

Wszystko to prowadzi do głębokich przemian w sposobie patrzenia na życie i na relacje między ludźmi. Fakt, że prawodawstwo wielu państw, oddalając się nawet od fundamentalnych zasad swych konstytucji, nie tylko nie karze tego rodzaju praktyk wymierzonych przeciw życiu, ale wręcz uznaje je za całkowicie legalne, jest niepokojącym przejawem, a zarazem jedną z istotnych przyczyn poważnego kryzysu moralnego: czyny jednomyślnie uważane niegdyś za przestępcze i w powszechnym odczuciu moralnym niedopuszczalne, zyskują stopniowo społeczną aprobatę. Nawet medycyna, która z tytułu swego powołania ma służyć obronie życia ludzkiego i opiece nad nim, w niektórych dziedzinach staje się coraz częściej narzędziem czynów wymierzonych przeciw człowiekowi i tym samym zniekształca swoje oblicze, zaprzecza samej sobie i uwłacza godności tych, którzy ją uprawiają. W takim kontekście kulturowym i prawnym również poważne problemy demograficzne, społeczne i rodzinne, nękające wiele narodów świata i domagające się odpowiedzialnej i czynnej reakcji ze strony społeczności narodowych i międzynarodowych, stają się przedmiotem rozwiązań fałszywych i złudnych, sprzecznych z prawdą oraz z dobrem osób i narodów.

Prowadzi to do dramatycznych konsekwencji: choć samo zjawisko eliminacji wielu ludzkich istot poczętych lub bliskich już kresu życia jest niezwykle groźne i niepokojące, równie groźny i niepokojący jest fakt, że nawet ludzkie sumienie zostaje jak gdyby zaćmione przez oddziaływanie wielorakich uwarunkowań i z coraz większym trudem dostrzega różnicę między dobrem a złem w sprawach dotyczących fundamentalnej wartości ludzkiego życia.

"Historycznie rzecz biorąc, wartość życia noworodka zdeterminowana jest przez podaż i popyt, oraz przez panującą na danym etapie historycznym postawę wobec śmierci.

W okresach wysokiej rozrodczości i wysokiej śmiertelności niemowląt panował fatalizm: "Bóg tak chciał", "może tak i lepiej". Kiedy niemowlęta zaczęły przychodzić na świat w mniej szybkim tempie i kiedy rozwój medycyny, higieny i możliwości właściwego odżywiania podważyły ten fatalizm, życie dziecka stało się cenniejsze” - tak powiedział przez laty angielski historyk Lionel Rose.

Tymczasem zarówno dzieciobójstwo, jak i porzucanie niemowląt, są znane ludzkości od zarania dziejów. Ot, banalny przykład Romulusa i Remusa czy Mojżesza. Historia dzieciobójstwa, to historia dzieci nieślubnych. Pod koniec XVIII wieku co czwarte dziecko nie dożywało swoich narodzin. W czasach wiktoriańskich z kolei, tak bardzo trudno było wykryć umyślne zabicie swojego dziecka, że sytuacje „przypadkowego” otrucia alkoholem, syropem na kaszel, czy przyduszeniem przez śpiącą, pijaną matkę, nie były wystarczającym powodem do otrzymania wyroku skazującego. „Świadomie przeprowadzona rzeź nieślubnych dzieci bezpośrednio po porodzie pozostawiała tylko niewiele z nich przy życiu po ukończeniu pierwszego roku życia”, pisze dalej Lionel Rose.

XX wiek i pontyfikat Jana Pawła II przyniósł rozszerzenie pojęcia cywilizacja śmierci. To już nie jest tylko kwestia aborcji, ale również związków homoseksualnych, które ze swojej natury wykluczają posiadanie potomstwa. Kościół potępia również pęd za karierą, który opóźnia proces założenia rodziny i posiadania dzieci, które i tak często tworzą model rodzinny typu dwa plus jeden, podczas gdy kobieta podczas całego swojego okresu rozrodczego może urodzić ich kilkanaścioro. Kościół Katolicki przeciwstawia się również antykoncepcji, jako kolejnemu czynnikowi kształtującemu cywilizację śmierci, ale zadajmy sobie pytanie, czy nie byłoby to rozsądne, dać możliwość skorzystania z tego dobrobytu kobietom Etiopii i Somalii? Czyżby Kościół był zdania, że jest to zło tak samo straszne, czy równe obrazowi matki patrzącej na swoje dzieci konające z głodu? Czy zabicie plemnika jest takim samym okrucieństwem, jak zabicie człowieka, czy jest to tylko moralne usprawiedliwienie w obliczu wyrzutów sumienia?

XX wieczna Brazylia to środowisko bezpańskich dzieci, które kradną, mordują i żyją na śmietnikach. W prawach demografii chodzi o to, aby ludzie w okresie produkcyjnym utrzymywali dzieci i emerytów, stąd konieczność stabilizacji przyrostu naturalnego na optymalnym poziomie jest oczywisty. Tyle tylko, że nie każde państwo może sobie pozwolić na utrzymanie setek tysięcy dzieci, podczas kiedy ich rodzice ledwo wiążą koniec z końcem i nie mogą sobie na nie pozwolić. Osławione w Polsce becikowe, dla matek świadomych kosztów utrzymania dziecka ma mniej więcej taką samą wartość, jak podwyżka rzędu dwudziestu złotych dla nauczycieli. A pomimo całej radości płynącej z posiadania dziecka, jest to jednak przede wszystkim ogromna odpowiedzialność, wiążąca się z całym pasmem ograniczeń. A wyrzucane nam w twarz pytanie „co jeszcze musisz kupić, zanim zdecydujesz się na dziecko?”, skwitujmy komentarzem o teoretycznie chrześcijańskim zrozumieniu i tolerancji, które już dawno przerodziły się w bezkompromisowy fanatyz