Jak co roku czekałem na wakacje z wielkim utęsknieniem, jednak kiedy wreszcie nadeszły okazało się, że w tym roku niestety nie wyjeżdżamy z bratem do wujka nad morze. Mimo to nie zmartwiłem się tym zbytnio, gdyż wakacje równie ciekawie można spędzić także w swoim domu. Z kolegami prawie codziennie jeździliśmy na wycieczki rowerowe, graliśmy w piłkę siatkową, a także nożną. Kiedy padał deszcz czas spędzałem przy komputerze. Pomagałem także rodzicom, a szczególnie tacie w pracach fizycznych. W ostatnią niedzielę wakacji przydarzyła mi się natomiast bardzo dziwna, a zarazem śmieszna przygoda. Z samego rana wybrałem się z tatą na grzyby. Dzień był słoneczny i ciepły, a przez ostatnie dwa dni padał deszcz więc spodziewaliśmy się obfitego wysypu grzybów. Gdy weszliśmy do lasu tata powiedział: - Lepiej będzie, gdy się rozdzielimy. Pamiętaj tylko by ciągle pozostawać w zasięgu wzroku. - No dobrze, przecież się nie zgubię – powiedziałem – Ja pójdę tędy. Na początku co raz zerkałem na tatę, jednak po niecałej godzinie trafiłem na takie grzyby, że całkowicie zapomniałem o Bożym świecie. Kiedy zapełniłem już swój kosz, zadowolony skierowałem się w kierunku taty. Jednak nigdzie go nie było! Nawoływałem go kilkakrotnie, ale bez odpowiedzi. Kierowałem się cały czas w kierunku, który wydawał się właściwy. Wszedłem w końcu w takie gęstwiny, że trudno się było z nich wydostać. Zmęczony usiadłem na jakimś pieńku, a kosz postawiłem obok. Usłyszałem wtedy chrząkanie, które przypominało odgłos dzika, ale pomyślałem, że to tata robi mi głupi kawał. Więc zdenerwowany powiedziałem: -Bardzo śmieszne tato! Wychodź! Ale w odpowiedz nie usłyszałem nic oprócz chrząkania. Pomyślałem sobie, że dorośli też mają czasami głupie pomysły, więc w końcu...