Czyżby spojrzenie me ujrzał zalotne.? Spąsowiałam niczym róża…, Co sobie ludzie pomyślą, gdy ujrzą mój rumieniec na twarzy i jego boski uśmiech skierowany w moją stronę. Spuściłam wzrok na fałdy mej sukni, jednak na szyi czułam miły dreszczyk, po którym wiedziałam, iż nieznajomy wodzi swymi ciemnymi oczami po mym obliczu. Zawstydzona spojrzałam jeszcze raz w jego stronę. To był błąd. Zatracona w otchłaniach jego oczu poczułam, że w inne już nigdy nie chcę patrzeć. Wiedziałam, że musze przestać, że musze odwrócić wzrok, wyjść stąd nim będzie za późno. Jednak nie mogłam. Zahipnotyzowana urokiem, który bił od tego mężczyzny stałam zdrętwiała pośrodku sali. Nie wiem ile czasu minęło. Sekunda, minuta, godzina, ale czy to ważne.? Skierował się w moją stronę. Podekscytowana, sparaliżowana pięknem jego oczu nie wiedziałam, co robić. Wpadłam w panikę, a jeśli podejdzie, co powiedzieć, czy to tak wypada z nieznajomym.? Nogi odmówiły mi posłuszeństwa, nigdy czegoś takiego nie czułam. Był coraz bliżej. Przestraszona chcąc odwrócić się w bok, potrąciłam służącego z tacą pełną przystawek. Odgłos tłukących się talerzy przyciągnął uwagę wszystkich, zaczęto szeptać, szybko wokół mej osoby zebrał się tłum gapiów i panny, które chichocząc podśmiewały się, jaka to ze mnie niezdara. Pośród tego zamieszania mój nieznajomy zniknął, zdążyłam tylko kątem oka dostrzec jak odchodzi za fasadę kolumn. Wiedziałam, że może to i lepiej, me serce rozdzierał smutek i rozczarowanie, gdyż czułam, że te oczy skrywają wielką tajemnicę, której nikt nie może pojąć, nawet sam ich właściciel. Teraz już ostrożnie by niczego nie potłuc odwróciłam się i wyszłam do ogrodu. W głowie cały czas miałam obraz oczu mojego przystojnego nieznajomego. To spojrzenie miało w sobie magię przyciągania. Duże, ciemnobrązowe wpadające w czerń oczy nie dawały o sobie zapomnieć. Ich głębia działała na mnie jak magnes, nic nie zdoła odwrócić mych myśli od ich piękna i uroku. Siedząc tak myślami odbiegłam w najdalszy kąt mych marzeń i oddałam się im bez pamięci. Trwałam tak dłuższą chwilę nie przejmując się upływającymi minutami i czy ktoś zauważy moja nieobecność na przyjęciu. W odosobnieniu, w cieniu pnących się bluszczy, na kamiennej ławeczce oddawałam się chwilą rozkoszy. Nagle poczułam czyjąś obecność. Otworzyłam niezadowolona oczy, lecz ujrzałam tylko kopertę i piękną purpurową różę. Ujęłam dłońmi kwiat i zanurzyłam nos w jego płatkach. Delikatna woń otuliła moją twarz. Odłożyłam róże i zabrałam się za czytanie listu: „Masz wdzięczny swój kwiat różany, To biały, a to rumiany. Tym cię błagam, o królowa Bogatego...