22 kwiecień 2009 Dziś utkwił mi w pamięci widok matki z synem na ręku – martwym synem. Jej rozdzierający płacz, żal do wszystkich, że pozwolili umrzeć jej malutkiemu synusiowi, że to na nią spadają problemy świata. Jeszcze wczoraj ten chłopczyk był pociechą całego oddziału, a przede wszystkim rodziców. Jego duże, wiecznie uśmiechnięte oczy, mimo bólu i strachu. Dziś jest inny... Niby taki sam, lecz cichy i ten nieprzenikliwy wzrok. Jednak czas wszystko zmienił... Zatrzymanie akcji serca... Kres życia doczesnego.... Matka podeszła do jego łóżeczka, wzięła na ręce, przytuliła i wyszeptała słowa zalewając się przy tym łzami, słowa,które ciągle pamiętam: Kochanie nie rób mi tego! Nie zostawiaj mamusi! Kruszynko, to ja powinnam tu leżeć zamiast ciebie! Ty jesteś taki malutki, niewinny i bezbronny!Wróć do mnie i nie żartuj z mamusi! No! Podaj mi rączkę! Już obudź się, bo zaraz obiadek! Szybciutko! Później jej go zabrali! Nie pozwolili się pożegnać! Gdybym tylko mógł powiedzieć, że się nim zaopiekuje, że tu także będzie mu dobrze! O! Już jest, patrzy na nią z góry i poznaje swoją mamusię, która się z nim bawiła i dmuchała na stłuczone kolanko przy pierwszych kroczkach! Ona nie powinna płakać, bo to jest Wola Boża! Tak musiało być! Przecież jeszcze się z nim spotka, będą mieć dla siebie całą wieczność! Tylko ona i jej Kruszynka! Tu z góry wszystko wydaje się takie prostsze, jednak widok, który mnie dziś spotkał nie zniknie szybko z mej pamięci! Każda tragedia, której się było świadkiem nie pozwala na spokojne zapomnienie. Ale Bóg nie pozwala, by coś działo się bez przyczyny. Jej Kruszynka będzie szczęśliwa. Będzie miał się nią kto zaopiekować. Każdy ma swojego Anioła Stróża, on także, który będzie przy nim czuwał i chronił. W Niebie nikogo nie...