Czy każdy z nas posiada hierarchię wartości? Ja odpowiem, że tak. Jednak dla każdego z nas inne priorytety znajdują się na pierwszym miejscu. Dla artysty - natchnienie, które pozwala mu przelewać na dzieło swoje uczucia, a dla przedsiębiorcy w średnim wieku - jego kariera, a dla mnie coś jeszcze innego. Od razu można zauważyć, że rozróżnia się dwa typy wartości: duchowe i materialne. Już w starożytności próbowano odpowiedzieć na pytanie, które wartości powinny znajdować się na wyższym poziomie. Dlatego powstało tak wiele nurtów filozoficznych. Dwa najpopularniejsze, traktujące o dwóch zupełnie różnych wartościach, to stoicyzm i epikureizm. Jeden narzucał spokój i opanowanie w sprawach duchowych, a drugi, że trzeba cieszyć się życiem. Zarówno jeden jak i drugi nurt filozoficzny opowiadał się za skrajnymi wartościami. Czy w umiarkowanym życiu, odrzucaniu uciech i ciągłym kierowaniu się rozumem można stać się szczęśliwym? Jako osoba młoda, nie wyobrażam sobie tak ascetycznego życia. Czy zatem widziałabym się raczej, jako osoba, która każdy dzień stara się przeżyć jak najlepiej? Która żyje, aby żyć? Choć ten kierunek jest mi znacznie bliższy, to jednak takie życie również wydawałoby mi czegoś pozbawione. Mam przyjaciółkę, z której śmieję się, że wyznaje epikureizm, chociaż kiedyś była zagorzałą zwolenniczką umiarkowania i spokoju. Kiedyś była bardzo spokojną osobą, nieokazującą swoich uczuć. Wydawała się wręcz zimną osobą. Dziś każdy dzień spędza na zabawie, poznawaniu świata. Każdy jej dzień służy przyjemności. Czy nie brakuje jednak czegoś w takim życiu? Idealnym rozwiązaniem wydają się być wartości, jakie przedstawia w swym wierszu Horacy. Jest jednocześnie uduchowiony, ale i potrafi cieszyć się dniem. Chwyta go z umiarem. Kiedy myślę o Horacym, od razu nasuwa mi się na myśl Jan Kochanowski ze swoim wierszem: ,,Na dom w Czarnolesie". Wartości jakie wyznają są podobne. Nie pragną majątków, ani bogactwa, a jedynie spokojnego życia i szczęśliwej starości. Dobra materialne nie przedstawiają dla nich żadnej wartości. Ale czy na pewno tak jest? Horacy żył sobie szczęśliwie na utrzymaniu Mecenasa, a Jan Kochanowski odziedziczył rodzinny spadek. Żaden z nich nie musiał zarabiać na swoje utrzymanie. Pieniądze nie stanowiły dla nich żadnej wartości, ponieważ już je mieli. Podobno ,,to na co zapracujemy sami najlepiej smakuje". W dzisiejszych czasach żyjemy w świecie nastawionym na konsumpcjonizm. Pieniądz przedstawiany jest jako najwyższa wartość. Trwa wyścig szczurów już w szkole, potem na studiach i w pracy. Staramy się zgromadzić jak największą ilość dóbr materialnych. W moim otoczeniu istnieją ludzie, dla których nie liczy się charakter, ale to co posiadasz, jakim samochodem jeździsz i gdzie i jak mieszkasz. ,,Jeżeli nie masz fajnych ciuchów, to znaczy że jesteś nikim" powiadają mocno wytapetowane dziewczyny. Jednak trzeba przyznać, że ocenianie innych na podstawie pozorów jest głęboko ukorzenione w naturze człowieka. W nowej grupie ludzi długonoga, piękna brunetka, zdobędzie więcej plusów przy pierwszym poznaniu niż pulchna, brzydka blondynka. Wracając do dóbr materialnych...ich posiadanie jest rzeczą bardzo ważną. Nie potrafię się utożsamić z Horacym i Kochanowskim i całkowicie wykluczyć ich posiadania w swoim życiu. Ciekawa jestem, czy tworzyliby nie mając grosza przy duszy? Za co kupiliby materiały piśmiennicze? Pieniądze umożliwiają nam samorealizację, życie na godnym poziomie, spełnianie marzeń. Czyli to, co prowadzi do szczęścia.

Czym jeszcze jest szczęście? Horacy i Kochanowski w wierszach zgodnie proszą o spokojną starość. Kiedy pisali te utwory młode lata mieli już za sobą i jedyne, o czym myśleli to, aby godnie przeżyć jesień życia. Skłamałabym, jeśli powiedziałabym, że nigdy nie myślałam o śmierci, jednak mogę z czystym sercem powiedzieć, że jeszcze nie zdarzyło mi się rozważać o starości i chorobach z nią związanych. W swojej naiwności młodzieńczej nadal wydaje mi się, że jestem istotą nieśmiertelną, ponadczasową. Sprawy, takie jak starość czy umieranie, omijam szerokim łukiem. A jeżeli już mam z nimi styczność, to odrzucam je, jako te, które mnie osobiście nie dotyczą. Nieprawdopodobny wydaje mi się obraz siebie za 30, 40, 50 lat. O ile planuję przyszłość, wybiegam tylko do czasów, które potrafię sobie wyobrazić. Reszta jest dla mnie czarną plamą. Wyobrażam sobie siebie samą kończącą liceum, wyjeżdżającą na studia, chociaż jeszcze nie wiem jakie, mieszkającą w akademiku, bawiącą się, używającą życia nawet kończącą studia...jednak nigdy dalej. Nawet obraz samej siebie, jako matki czy żony wydaje mi się zbyt śmieszny i odległy, aby się teraz nad tym zastanawiać. Skoro nie potrafię wyobrazić siebie za kilkanaście lat to nic dziwnego, że obraz siebie, jako schorowanej i niedołężnej, nie przychodzi mi na myśl. Czy zatem można mnie uznać za osobę infantylną? Większość moich znajomych, również tych dorosłych, nie myśli o śmierci, przemijaniu. Takie myśli przychodzą albo w takim momencie, kiedy jesteśmy już na progu wejścia w jesień życia, albo w trakcie nagłych wypadków. Nikt zdrowy nie myśli o chorobie. Już od najdawniejszych czasów człowiek poszukiwał dobrego „środka na śmierć”. Świadczą o tym chociażby poszukiwania kamienia filozoficznego. W naturze człowieka istnieje pragnienie nieśmiertelności. Woody Allen powiedział: ,, Nieśmiertelność jest bardzo łatwa do osiągnięcia. Wystarczy nie umierać." Bezsens? Niekoniecznie. Chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się to całkowitym nonsensem. Jakby to było cudownie nigdy nie umierać! Patrzeć na wciąż rozwijający się świat, zasmakować tak wielu przyjemności, na które nie starcza czasu w ciągu życia. A może tak jak Horacy i Kochanowski i mając tyle lat co oni, gdy pisali swe utwory, pomyślę, już o spokojnej starości? Bo czy długie życie nie stałoby się nużące? Kiedy przeżyjemy już radości, miłości, porażki, sukcesy, choroby czy śmierć bliskich, co nam pozostaje? Czy życie nie stałoby się jedynie pasmem takich samych doznań na szarym płótnie życia? Nie można nazwać życiem czegoś, co się nie zmienia. To zwykłe doświadczenie.

Żyjemy po to, żeby pewnego dnia umrzeć. Tylko to jest w życiu pewne, że kiedyś każdy z nas odejdzie z tego świata. Życie nazwano życiem, ponieważ kiedyś się kończy. Ludzie wiedzą, że żyją tylko dlatego, że są świadomi czekającej ich śmierci.

Więc może zamiast odwlekać to, co nieuniknione, należy pogodzić się z faktem i kiedy nadejdzie odpowiedni czas zachować się jak trzeci brat z Baśni barda Beedle'a i tak jak on,,(...) pozdrowił Śmierć jak starego przyjaciela i poszedł za nią z ochotą, i razem, jako równi sobie, odeszli z tego świata".