Konrad i Kordian to dwaj zasadniczo różni od siebie bohaterowie, mimo iż łączy ich jeden cel - walka o wolność ojczyzny. Do tego celu obaj słynni romantycy zmierzają zupełnie innymi drogami. Jednak droga każdego z nich okazuje się nieodpowiednia. To także zbliża ich do siebie. Na tym wszak kończą się podobieństwa między obydwoma bohaterami.

Konrad z III części "Dziadów" to jednostka wybitna. Mocno wyróżnia się on od bliźnich, ma silną świadomość swych nadludzkich, w jego przekonaniu, możliwości. Czuje się on zdolny samotnie wybawić Polskę spod jarzma zaborów. Jednak do osiągnięcia tego celu potrzebuje boskiej mocy sprawowania rządu nad duszami Polaków.

Konrad samozwańczo prezentuje się jako przedstawiciel wszystkich swych rodaków i rzuca wyzwanie Bogu. Chce, by Stwórca użyczył mu swej mocy, bowiem Konrad czuje się na siłach zaprowadzić nowy, lepszy porządek na świecie. Zamiary Konrada sięgają bardzo wysoko, uważa siebie za godnego partnera do rozmowy z Panem Bogiem. Tymczasem Bóg milczy. Wysiłki Konrada są przez Opatrzność ignorowane. Konrad-poeta rzucił Bogu wyzwanie. Tymczasem Bóg nie stanął do walki, nie raził gromem zuchwalca, który ośmielił się ingerować w boski plan zbawienia świata. Bóg Konrada zignorował. Klątwy i zaklęcia bohatera w żaden sposób nie poruszają majestatu Stwórcy. Konrad przed bożym obliczem jest tak marny, iż nie zasługuje nawet na drobną chwilę uwagi Przedwiecznego.

Ten nieszczęsny, pełen pychy i dumy monolog Konrada jest źródłem tragizmu bohatera. Postawił on sobie za cel wyzwolenie ojczyzny, a jako środek obrał boską władzę nad porządkiem rzeczy. Uważał się za godnego otrzymania części tej władzy. Przez myśl mu nie przeszło, że zostanie przez Boga potraktowany z pogardą. Bóg bowiem gardzi ludzką pychą. Bóg wynagradza pokorę. Na to zaś uczucie nie było miejsca w dumnym sercu Konrada, który prędzej gotów był posunąć się do bluźnierstwa niż do skruchy.

Konrad swoją walkę o wolność ojczyzny i szczęście rodaków przegrywa przed jej rozpoczęciem. U progu dzieła ponosi dotkliwą porażkę. Gubi go własna pycha i brak krytycyzmu w ocenie sytuacji. Nikt, nawet romantyczny wieszcz, nie może się równać z Bogiem. Opatrzność jest niedostępna dla ludzkiego rozumu, choćby najbardziej przenikliwego. Zresztą Konrad w wielkiej improwizacji rozumu nie nadużywa. Miota się, bluźni, nie dopuszcza do siebie świadomości, iż gniew jego pozostanie bez odzewu. Taka wyzywająca postawa musiała zostać ukarana. Karą za nią było boskie milczenie. Była to najdotkliwsza kara, jaka mogła Konrada spotkać. Gdyby Bóg go unicestwił, oznaczałoby to, iż nawiązał z nim kontakt. Tymczasem żadnego dialogu Konrada z Bogiem nie było i być nie mogło, ze względu na butną postawę bohatera.

Zupełnie inaczej do walki o wolność ojczyzny zabrał się Kordian. Kordian, w przeciwieństwie do Konrada, był człowiekiem psychicznie słabym. Podczas gdy Konrad odznaczał się siłą charakteru, która pozwalała mu rzucać wyzwania Bogu, Kordian był tak słaby, iż jako kilkunastoletni chłopiec próbował popełnić samobójstwo. Po przykrych doświadczeniach wczesnej młodości Kordian długo nie mógł znaleźć swego miejsca na świecie. Poszukiwał idei, która nadałaby jego życiu sens. Wreszcie, na szczycie Mont Blanc, Kordian odnajduje cel swego istnienia. Tutaj doznaje olśnienia. Widzi Polskę jako Winkelrieda narodów i zamierza tę wizję wprowadzić w życie.

Po powrocie do kraju Kordian próbuje zorganizować spisek, którego celem będzie zamordowanie cara przybyłego na koronację na króla Polski. Zamach ten uczyniłby z Polski Winkelrieda narodów, gdyż ściągnęłaby ona w ten sposób na siebie gniew imperium rosyjskiego, ale byłoby to już imperium pozbawione głowy. Ten niemalże samobójczy czyn miał umożliwić innym podbitym narodom europejskim zrzucenie jarzma niewoli i zbudowanie nowej, opartej na prawie do wolności i samostanowienia o sobie Europy. Hasło winkelriedyzmu, rzucone przez Słowackiego miało być konkurencją dla mickiewiczowskiego mrocznego mesjanizmu. Oba jednak hasła cieszyły się wątpliwym powodzeniem. Mesjanizm był niejasny, nakazywał bierne oczekiwanie na cud. Winkelriedyzm prowadziłby do samozagłady, a przecież nikt tego od narodu polskiego wymagać nie mógł.

Dlatego pomysł Kordiana spotkał się z mocną krytyką zgromadzonych w kościelnych podziemiach spiskowców. Prezes wyraźnie rysował niebezpieczne konsekwencje carobójstwa. Taka zbrodnia ściągnęłaby na Polskę i Polaków morze represji, a korzyści z niej dla kraju i Europy byłyby wątpliwe. Zabicie cara nie złamie przecież potęgi Rosji, ale na pewno spowoduje zemstę na narodzie, który mordercę wydał na świat.

Słuszna i roztropna krytyka nie dociera jednak do zapalonego umysłu Kordiana. Gotów jest on uczynić z Polski Winkelrieda narodów nawet przy sprzeciwie Polaków. Choć wszyscy spiskowcy, przekonani przez Prezesa, go opuszczają, on mimo to decyduje się samotnie wykonać wyznaczoną sobie misję.

W noc po koronacji, pełniąc wartę w carskim pałacu, zamierza zabić tyrana, który sięgnął po świętą koronę Piastów i Jagiellonów. Lecz w drodze do komnaty, w której spał nieświadomy niebezpieczeństwa car, dopadają Kordiana wytwory jego nadpobudliwej wyobraźni - Strach i Imaginacja. Podsuwają mu one przed oczy straszliwe majaki i zwidy. Zamiar zabicia cara staje się u Kordiana coraz słabszy. Umysł i serce jego zaprząta bez reszty walka z jego własną wyobraźnią, w której czai się słabość zamachowca. Konrad tę walkę ze sobą samym przegrywa. Pada zemdlony u drzwi carskiej komnaty.

Tragizmem Kordiana jest to, że postawił sobie zadanie, którego nie był w stanie wykonać. Kordian nie był dość silny, aby dokonać zabójstwa. Zniszczył go własny strach.

Jak więc widać postaci Konrada i Kordiana mocno odróżniają się od siebie. Obydwaj są indywidualistami. Konrada wyróżnia z otoczenia poczucie własnej wewnętrznej siły i nieprzeciętności. Kordian zaś odróżnia się od reszty społeczeństwa nieprzeciętną wrażliwością. Konrad z III części "Dziadów" stawia sobie zadanie niemożliwe do wykonania przez jakiegokolwiek człowieka. Nikt przecież nie może równać się z Bogiem. Natomiast Kordian wyznacza sobie cel przerastający jego siły. Bardzo możliwe, iż gdyby do carskiej komnaty szedł nie Kordian a Konrad, zbrodnia zostałaby dokonana. Wydaje mi się, iż Konrad miałby dość siły, aby dokonać takiego czynu. Może jednak lepiej, iż to Kordian próbował dokonać zamachu, bo jego powodzenie miałoby nieobliczalne skutki dla Polski.