W XXI wieku, dobie komputerów, pojęcie "sztuka dla sztuki" wygasa. Potencjalni pseudo-artyści gonią za pieniędzmi i sławą zapominając, o co w tym wszystkim chodzi. Sztuka sama w sobie winna być idealną, ma pokazywać duszę człowieka, który dzięki niej może się wyrazić i otworzyć na świat. Jest ponad sprawami przyziemnymi, łączy nas ze światem, który sami sobie wyimaginowaliśmy, który dla nas i odbiorcy jest perfekcyjny i niesie ukojenie lub daje upust negatywnym emocjom. Artyści z prawdziwego zdarzenia powinni tworzyć dla samego tworzenia, bezinteresownie, przez co ich dzieła stają się wyraziste, a zarazem piękne w swojej prostocie. W naszym skomercjalizowanym świecie ludzie zapominają, dlaczego zaczęli tworzyć, dostosowują się do zaniżonych standardów i otoczenia, gonią za tym, co aktualnie modne i co się sprzedaje. Artyści zaczęli traktować sztukę jako łatwy sposób do zdobycia pieniędzy, a jak inaczej sprawić, by coś przynosiło dochody, jak nie poprzez dostosowanie się do tego, co aktualnie jest na topie ? Poprzez takie rozumowanie na świecie pojawia coraz więcej tandetnych romansideł w stylu harlequinów zamiast książek o problematyce codziennej z których moglibyśmy brać przykład. Malarze nie zauważają już piękna w naturze, doszukują się go w miejscach, gdzie przeciętny człowiek go nie dostrzega. Młodzi ludzie dzięki mediom i programom takim jak 'Mam talent' czy 'X-factor' mogą rozwijać się artystycznie, ale ich edukacja...