Od najdawniejszych śladów twórczości ustnej i pisanej we wszystkich językach i literaturach świata jednym z głównych tematów są przeżycia erotyczne. Sposób ich ukazywania ulegał ewolucji w zależności od panujących w danym kraju i epoce stosunków społecznych, rygorów religijnych i moralnych, kierunków artystycznych, upodobań czytelniczych i swobód obywatelskich. We wszystkich okresach historii cywilizacji i literatury pojawiały się utwory, które zdobywały rozgłos nowym podejściem do tego tematu, a dziś stanowią świadectwo obyczajów swoich czasów. Spróbujmy zatem przyjrzeć się najbardziej charakterystycznym te¬kstom, zaliczanym do światowej klasyki tego gatunku, niekiedy niesłusz¬nie dyskwalifikowanym i napiętnowanym jako niemoralne. Na czym polega ich osobliwość? Czym różnią się od innych utworów literackich? Na ile poszerzyły naszą wiedzę o najintymniejszej sferze życia ludzkiego? Za arcydzieło francuskiej literatury erotycznej XVIII wieku uważa się dziś powieść w listach Niebezpieczne związki (Les liaisons dangereu ses), wydaną anonimowo w 1782 roku, Pierre'a Choderlos de Laclos. Autor potrafił oddać wyrafinowaną grę miłosną salo¬nowych kochanków, ich mentalność i satysfakcje z seksualnych podbo¬jów z wielką wnikliwością psychologiczną. Zepsucie staje się sztuką, w której skład po równi wchodzą: okrucieństwo, wiarołomstwo, zdrada, kunszt tyranii. Mistrzynią tej sztuki jest w powieści demoniczna markiza de Merteuil kobieta o rozbudzonych zmysłach, o oschłym sercu, inteligentna i przebiegła, której narzędziem staje się nieświadomy tego w pełni wicehrabia de Yaimont. Polski tłumacz Niebezpiecznych związków Tadeusz Żeleński (Boy) tak ujął istotę skomplikowanych stosunków tych dwojga wyuzdanych libertynów, których korespondencja wypełnia główną część książki: W niej, zagrzewając się wzajem w przewrotności i zepsuciu, snują wspólnie swoje plany; w niej czerpią oboje podnietę i zadowolenie miłości własnej z czynów skazanych z natury swojej na mrok tajemnicy; jedno stanowi dla drugiego publiczność. Różnica w tym, że pani de Merteuil, oddając się przyjemności tych przyjacielskich zwierzeń, nie przestaje ani na chwilę być panią swoich myśli i uczynków, nie przestaje być sobą, pod¬czas gdy Valmont, można by powiedzieć, cały czas zgrywa się dla swej partnerki i, na prze¬mian głaskany pochlebstwem i smagany drwiną, daje się prowadzić jak dziecko na pasku, nie tracąc ani na chwilę przekonania o swej rzekomej sile. Tematem zwierzeń Valmonta są kolejne etapy uwodzenia przez niego dwóch kobiet: pani de TourveI i młodziutkiej Cecylii de Volanges, która kocha z wzajemnością kawalera Danceny. Intrygi przewrotnej i okrutnej markizy, której miłość własna została zadraśnięta, prowa¬dzą do tego, że Valmont depce pozyskaną miłość ukochanej, stając się przyczyną jej śmierci, i z cyniczną obojętnością łamie życie młodej pary, ginąc w końcu z ręki Danceny'ego. O samych scenach miłosnych pisze Laclos niewiele. Zawsze bardziej interesuje go strona psychologiczna od zmysłowej. Z utrwalonymi w literaturze pierwszych dziesiątków XIX wieku konwencjami miłości romantycznej zerwał zdecydowanie twórca nowoczesnej powieści realistycznej Honoriusz Balzac. Miłość u niego nie jest abstrakcją, ale jest żywą silą — i to silą nie działającą w próżni, ale w realnych warun¬kach społecznych; współgrającą z całym splotem sił. Jest wypad¬kową instynktu, ambicji, próżności, interesu, intelektu. W powieści Blaski i nędze życia kurtyzany, na której kartach rozgrywa się dramat Lucjana, realista Balzac wprowadza prawdziwie romantyczną postać oczyszczonej przez miłość prostytutki. Estera wywodzi się z samego dna rozpusty. Jest córką, kobiety lekkich obyczajów. Już jako dziesięcioletnia dziewczynka była tak zwanym „szczurem" w operze, figurantką tresowaną przez hulaków do rozpusty i hańby. „W osiemnastu latach dziewczyna ta poznała już najwyższy zbytek, „najniższą nędzę," mężczyzn na wszystkich szczeblach. Ma w ręku niby laseczkę czarodziejską i za pomocą niej rozpętuje brutalne apetyty, przemocą zdławione u ludzi, którzy zachowali jeszcze serce, zajmując się polityką lub wiedzą, literaturą lub sztuką. Nie ma w Paryżu kobiety, która by umiała tak jak ona powiedzieć bydlęciu: «Wyłaź!» — i zwierzę opuszcza klatkę i tarza się w plugastwie". Sposób, w jaki działa na mężczyzn sprawił, że zdobyła w swoim światku przydomek Drętwa Zakochawszy się w Lucjanie, Estera zrywa ze swoją profesją i zgadza się żyć skromnie" w odosobnieniu tylko dla swego ukochanego. Co więcej, ulega poleceniu bezwzględnego Herrery-Collina i w imię szczęścia Lucjana daję się od niego oddzielić i zamknąć w klasztorze, gdzie ta prymitywna istota wychowywana na ulicy przejdzie edukację panien z najlepszych domów, zakończoną chrztem. Herrera podwala w końcu wrócić odrodzonej, ucnotliwionej kurtyzanie do kochającego ją ciągle Lucjana i przez cztery lata żyją oni "w tajemnym związku”. Tymczasem Lucjan, ciesząc się względami zakochanych w nim zacnych dam księżny de Maufrigneuse i pani de Serisy, żony ministra, czyni dalekosiężne zabiegi, by zdobyć rękę brzyduli Klotyldy, córki księcia Grandlieu. Zakochana Estera mając innego wyjścia walczy o ukochanego ,a wreszcie po nocy spędzonej z nienawistnym z bankierem popełnia samobójstwo, nie wiedząc o tym, że stała się dziedziczką wielomilionowej fortuny po ojcu lichwiarzu. Lucjan, skompromitowany i aresztowany pod niesłusznym zarzu¬tem kradzieży, również odbiera sobie życie. Jak szekspirowski Romeo idzie do grobu za swoją Julią, jedyną kobietą, którą kochał naprawdę. Ileż rodzajów miłości w tej jednej książce! Oprócz wzajemnego uczucia tej pary kochanków, popełniających na przekór miłości albo w jej imię tyle czynów moralnie nagannych, szalona, czysto zmysłowa miłość starca do pięknej prostytutki; miłość do młodzieńca zaawansowanej już wiekiem damy, która z rozpaczy po jego śmierci niemal traci zmysły; miłość do pięknego dandysa brzydkiej księżniczki ślepej na wszystkie jego wady, i może naj¬silniejsza miłość dojrzałego mężczyzny do przystojnego i utalento¬wanego młodego człowieka, miłość o wyraźnym podłożu homo¬seksualnym, chociaż Balzac nie mówi tego wprost. W ogóle ten demaskator nieprawości i zepsucia mieszczaństwa i arystokracji odsłaniając najciemniejsze kulisy spraw ukrytych pod fasadami blichtru i pozorami uczciwości, zatrzymuje sie zawsze na progu sypialni i nigdy nie pozwala sobie na opis intymności erotycznych. Zdobycze Balzaca w ukazywaniu współczesnych bohaterów ze wszystkimi uwarunkowaniami ich codziennego życia wykorzystał i rozwinął Gustaw Flaubert w powieści Pani Bovary (Madame Bovary, 1857) banalnej z pozoru lecz przedstawionej z nie spotykaną dotychczas w literaturze, wnikliwością psychologiczną, historii pozamałżeńskich miłości żony prowincjonalnego lekarza. Córka rolnika, wykształcona w klasztorze, czytelniczka sentymentalnych powieści o rozbudzonej uczuciowości marzy o szczęściu, zbytku, wielkim uczuciu. Chciałaby uciec od szarzyzny życia. Małżeństwo z małomiasteczkowym lekarzem nie spełnia tych oczekiwań. Gruboskórność, brak polotu, przeciętność samozadowolenie męża doprowadzają ją do nostalgii, powiększają pragnienie wyższych doznań. Jest to stan ducha zbliżony do „choroby wieku" trawiącej romantycznych bohaterów tak jej bliskich w pochłanianych książkach. Nieoczekiwanie znajduje zrozumienie u notarialnego praktykanta Leona, przybyłego z większego miasta, urzeczonego tymi samymi lekturami i znudzonego pospolitą codziennością prowincjonalnego życia. Zmysły i pragnienia Emmy zostały rozbudzone do tego stopnia, że po jego wyjeździe oddaje się bez większego oporu uwodzicielowi, który dostrzegł w niej łatwą zdobycz i omotał czułymi słówkami. Bogaty i niezależny właściciel zamku i dwóch folwarków był dla niej personifikacją wszystkich marzeń o wyższym świecie i nieosiągalnym szczęściu. Scenę upadku Emmy oddaje Flaubert z powściągliwością, kładąc nacisk przede wszystkim na jej stan emocjonalny. Znamienna jest jej reakcja po samym fakcie. Nie odczuwa skrupułów ani wyrzutów sumienia: [...] spojrzała w lustro i zdumiała się na widok swej twarzy. Nigdy oczy jej nie były tak wielkie, tak czarne i tak głębokie. Coś nieuchwytnego powlekło i przemieniło jej postać. Powtarzała sobie: „Mam kochanka! mam kochanka!" — lubując się tą myślą jak powtórnym dojrzewaniem. Posiądzie więc wreszcie owe rozkosze miłości, gorączkę szczęścia, w które zwątpiła. Wkraczała oto w coś cudownego, gdzie wszystko miało być namiętnością, uniesieniem, szaleństwem; spowijał ją błękitnawy bezkres, wyżyny uczucia lśniły w jej myśli, a życie codzienne jawiło się gdzieś daleko, na samym dole, w cieniu pomiędzy szczytami.

W miarę rozwoju jej stosunków z Rudolfem miłość Emmy przeradza się coraz bardziej w zmysłową namiętność. Ogarniają ja na przemian porywy egzaltacji i czułości i stany, w których znikają wszelkie hamulce. Rudolf to wykorzystuje: Uznał, że wszelka delikatność jest zbędna. Obchodził się z nią bez ceregieli. Zrobił z niej stworzenie ulegle i zepsute. Był to rodzaj bezmyślnego uwielbienia, napawającego ją rozkoszą, odurzającego błogość, pogrążała się w tym upojeniu, tonęła w nim, skurczona...Dalsza degradacja cudzołożnej miłości dokonuje się w nowym związku Emmy z odnalezionym w Rouen pierwszym, wówczas tylko duchowym kochankiem Leonem. Co tydzień pod pozorem lekcji muzyki pani Bovary jedzie do kochanka i w hotelowym pokoju oddają się miłosnym uniesieniom. Emma „stała się niecierpliwa, łakoma, lubieżna [...], jednym ruchem zrywała siebie ubranie; i blada, milcząca, poważna, opadała mu na piersi z przeciągłym dreszczem". Zaspokojenie namiętności nie daje jednak szczęścia. Im bardziej Emma stara się oderwać od codzienności do sfery wyższych uczuć, tym bardziej pogrążała się w jej uwikłania i wreszcie popełnia samobójstwo. Wymowę książki można więc odczytać jako amoralną przestrogę. Innego zdania był jednak prokurator cesarski, który wniósł przeciwko autorowi, wydawcy i drukarzowi oskarżenie o obrazę moralności. W uzasadnieniu podawał, że głowa rodziny małżonek przedstawiony został jako prostak i głupek, a współżycie z nim jako rzecz nieprzyjemna. Sędziów wszakże bardziej przekonały argumenty obrońcy, że utwór został napisany w celu umoralniającym, że występek przed-stawiony jest tylko po to, żeby ostrzec kobiety gotowe wejść na śliską drogę, a pokusy, pchające Emmę w przepaść, ukazane są tak dokładnie po to, żeby pokazać, jak łatwo i niepostrzeżenie można zgrzeszyć. Założenia nowego kierunku literackiego nazwanego natura¬lizmem, sformułowane przez jego twórcę Emila Zolę umożliwiły zwolennikom tej metody przełamanie obowiązujących konwencji ukazywania życia erotycznego. Odwołanie się do do¬świadczeń współczesnej nauki, przeniesienie metod obserwacji i eksperymentu na wszystkie sfery życia społecznego, skupienie uwagi na środowiskach dotychczas- pomijanych przez literaturę i przedstawianie całej prawdy o ich życiu – zasady te stosowane przez różnych autorów z większą lub mniejszą konsekwencją dały szereg utworów zawierających ostra krytykę stosunków społecznych, a jednocześnie odsłaniających zmysłowa, biologiczną stronę stosunków płci z brutalną fotograficzna ostrością szczegółów. Najpełniej zgniliznę moralną Drugiego Cesarstwa obnażył Zola w dziś już niemal kultowej powieści Nana. Tytułowa Nana to prosty¬tutka, która w bulwarowym teatrzyku demonstruje swoje nagie ciało, staje się przedmiotem pożądania mężczyzn z najlepszych sfer i rujnuje ich wszystkich: cesarskiego szambelana hrabiego Muffata, hrabiego Vandeuvres, który poświęca jej majątek, honor i życie, młodziutkiego Jerzego, który popełnia przez nią samobój¬stwo, jego brata, który dostaje się do więzienia, bankiera Steinera, którego doprowadza do bankructwa i nędzy. Żądza zmysłowa pro¬wadzi wielbicieli Nany do poniżenia, upodlenia i całkowitego za¬tracenia. Głęboko wierzący hrabia Muffat przenosi na pożerającą mężczyzn samicę swoją skłonność do religijnej ekstazy: Ciało jego przenikał rozkoszny zapach, ogarniała go lubieżna chęć za¬tracenia się. Jako dewot, przywykły do przeżywania ekstaz religijnych, odnajdy¬wał tu wrażenia podobne do upojenia muzyką organową i dymem kadzideł, gdy w zasobnej kaplicy klęczał przez witrażem. Kobieta wzięła go w posiadanie równie zachłannie i despotycznie jak Bóg karzący i dawała mu sekundy spazma¬tycznej radości okupione godzinami potwornych udręk, wizji piekła i mąk wiecz-nych. Tu i tam powtarzały się te same bełkoty, modlitwy i rozpacze, a także upokorzenia istoty przeklętej i napiętnowanej przez grzechy przodków. Trudno było rozróżnić męskie żądze od wzlotów duchowych, tak się w nim pomieszały tworząc jakby jeden wspólny pień życia. Pozwala się tyranizować, upadlać, bić i zmuszać do odgrywania poruszającego się na czterech łapach zwierzęcia. Nana — uosobienie bezpłodnej rozpusty symbolizuje wy-niszczającą potęgę płci. Jest także personifikacją epoki, rakiem toczącym zdemoralizowane społeczeństwa. Na początku XX stulecia, jeszcze przed pierwszą wojną świa¬tową, pojawiały się coraz częściej utwory literackie, w których o stosunkach miłosnych mówiło się wprost, otwarcie, bez pruderii. Drogę do ukazywania biologicznej, zmysłowej strony życia ero¬tycznego utorował naturalizm, dekadentyzm natomiast przyzwy¬czaił do szukania w erotyce stron mrocznych, tajemniczych i niesa¬mowitych, wynaturzeń, zboczeń i perwersji. Ani naturaliści, ani dekadenci nie ośmielili się jednak przekroczyć dwóch granic: powstrzymywali się od dokładnego opisu przeżyć związanych z samym aktem seksualnym i widoku narządów płciowych oraz wy¬strzegali się nieprzyzwoitych wyrazów.

Poglądy te znalazły najpełniejszy wyraz w powieści Kochanek Lady Chatterley (Lady Chatterley's Lover), wydanej poza zasięgiem angielskiej cenzury we Włoszech. W Kochanku Lady Chatterley miłość damy z wyższych sfer i gajowego jej męża przekracza granice społeczne. Nie to było jednak przyczyną zakazu rozpowszechniania książki w Anglii. Lawrence złamał podwójne tabu: pozwolił sobie na opis aktu miłosnego i użył wyrazów uwa¬żanych za nieprzyzwoite. Krytycy oceniający twórczość Lawrence'a bez pruderyjnych uprzedzeń uznali jego mistrzostwo w opisie przeżyć miłosnych, poczynając od narodzin uczucia, przez pre¬ludium miłosne, aż do zespolenia fizycznego i duchowego w mo¬mencie kulminacyjnym. Sceny erotyczne nabierają u niego szcze¬gólnego napięcia i specyficznego klimatu. Dotknięcia króliczka, spotkanie ze stadem koni, widok kurcząt budzą u zako¬chanych bohaterów wewnętrzny prąd życia, drżenie krwi, niepokorność wrażeń, mistyczno-zmysłowe olśnienia.

Connie Chatterley, żona właściciela kopalń węgla, sparaliżo¬wanego od pasa w dół na skutek odniesionych w czasie wojny ran, który znajduje rekompensatę kalectwa w twórczości lite¬rackiej, zdegustowana jałowością życia bez możliwości zaspo¬kojenia naturalnego kobiecego instynktu odczuwa coraz sil¬niejsze pragnienie urodzenia dziecka, na co zresztą mąż wyraża zgodę. Do pierwszego kontaktu cielesnego z gajowym Mellorsem dochodzi raczej przypadkowo. Ten doświadczony, blisko czter¬dziestoletni mężczyzna, który sam przeszedł już przez niejedną ciężką próbę, dostrzegłszy jej łzy na widok wykluwających się kurcząt, domyśla się ich przyczyny i delikatnym dotykiem rąk skłania ją do uległości, wchodzi w jej ciepłe, nieruchome ciało biernie poddające się pieszczotom. Przy każdym z ich następnych stosunków zwiększa się zakres i intensywność doznań Connie. Przy drugim spotkaniu ciągle jeszcze zachowuje bierność:

Poczuła na swoich udach, brzuchu i pośladkach ślizganie jego policzków, dotyk wąsów i gęstych, miękkich włosów i jej kolana zaczęły drżeć. Bardzo daleko w głębi siebie poczuła jakieś nowe drżenie, wyłaniającą się nową nagość. I była prawie przerażona. Wolałaby prawie, by jej tak nie pieścił. Była w jakiś sposób schwytana. A jednak czekała, czekała. A gdy wszedł w nią z intensywnością odprężenia i spełnienia, które było dla niego czystym uspokojeniem, ona jeszcze czekała. Czuła się trochę zapom¬niana. I wiedziała, że była to częściowo jej własna wina. Chciała zachować ten dystans. Może już teraz była na to skazana. Leżała nieruchomo, czując w sobie jego ruchy, ich głęboko sięgającą intensywność, jego nagły wstrząs w momen¬cie wytrysku nasienia, potem coraz wolniejsze pchnięcia. Connie jeszcze próbuje się bronić przed ogarniającą ją namięt¬nością. Przez kilka dni nie odwiedza kochanka. Spotyka go jednak nieoczekiwanie w innym miejscu w lesie i znowu ulega po słabej próbie oporu. Mamy więc tutaj jeden z pierwszych w europejskiej literaturze nowożytnej opisów doznań kobiety w czasie stosunku i wspólnego orgazmu z mężczyzną, doznań fizjologiczno-zmysłowych. W krót¬kiej rozmowie chwilę później mężczyzna stwierdza, że tym razem jednocześnie doszli do celu, co na ogół zdarza się rzadko. Dla Connie, która w związkach z innymi mężczyznami doznawała zazwyczaj rozkoszy dopiero po nich, w wyniku własnej aktyw¬ności, jest to zupełnie nowe, bulwersujące doświadczenie. Connie wracała do domu powoli, uprzytamniając sobie głębię tej innej rzeczy, która w niej tkwiła. Żyło w niej inne ja, płonące i łagodne, wtopione w jej łono i trzewia i tym ja wielbiła go. Wielbiła go do tego stopnia, że słabły jej kolana, gdy szła. W jej łonie i trzewiach było teraz falowanie i życie, wrażliwość i bierność najbardziej naiwnej kobiety w uwielbieniu dla niego. — To jak dziecko mówiła do siebie — to jakby dziecko było we mnie. — I tak było jakby jej które zawsze było zamknięte, otwarło się i wypełniło nowym życiem, i choć to obciążenie, to jednak rozkoszne. W sumie to wybebeszanie świadomości i podświadomości sek¬sualnej daje obraz wewnętrznej pustki, frustracji i zagubienia. Od oświeceniowego libertynizmu, poprzez romantyczną sublimację uczuć na początku XIX wieku, do społecznego i materialnego uwarunkowania miłości prozy reali¬stycznej, biologiczny seksualizm naturalistów, dekadenckie wyna¬turzenia i perwersje oraz falę wyzwolenia seksualnego w pierwszej połowie XX wieku, erotyzm w literaturze doszedł do swego apogeum. Odzwierciedlając i współtworząc nowe obyczaje erotyczne, litera¬tura dotrzymuje kroku podręcznikom i poradniom seksualnym, wychodzi naprzeciw udrękom i niepokojom moralnym ludzi, poddanym impulsom zmysłów i presji cywilizacji przemysłowej. Stara się zrozumieć tajemnice bytu i fizjologii. Gubi jednak z pola widzenia sferę uczuć i du-chowych więzi. Seks wypiera miłość.