"Mélies telewizji","papież wideo", „Bóg europejskiej awangardy”, "genialny Polak", "Big Zbig" - to tylko niektóre z licznych, jakże charakterystycznych, określeń polskiego reżysera, laureata narody Nobla. O kim mowa? O Andrzeju Wajdzie? Skądże znowu!!!! Niemożliwe! Ponoć z Wajdą nikt u nas nie wygrał? A jednak niejakiemu Zbigniewowi Rybczyńskiemu ta sztuka się udała i to na tyle że doczekał się pod swoim adresem tylu ciepłych słów uznania. Komu??? Rybczyńskiemu… Nie słyszeliście o nim? Bez obaw… gdyby nie John Lennon w nieświadomości byłabym do tej pory <Rybczyński wyreżyserował teledysk do „Imagine”> . Pytanie tylko czy jest się czego wstydzić bądź żałować? Niezaprzeczalnie dla większości młodego pokolenia jest to postać anonimowa. Niejako na własne życzenie bo coż można powiedzieć o artyście, który od 20 lat nie zrealizował żadnej nowej, znaczącej pracy? Rybczyński niewątpliwie wielkim reżyserem był/jest,* jednym z tych, którzy położyli podwaliny pod artystyczne i estetyczne wykorzystanie technologii HDTV co na tle mizerii osiągnięć polskiej kinematografii jest nie lada wyczynem ale jak to ma się do oceny dorobku przez „normalnego” widza a nie krytyka filmowego czy Komitetu Noblowskiego. I tu zaczynają się….. schody Schody do…. nikąd? Rybczyński to również badacz, innowator i wynalazca, eksperymentator nowych technologii (HDTV), którym stał się niejako z konieczności, bo szybko przekonał się o niemożliwości zrealizowania wielu wizji i zamierzeń artystycznych, głównie z powodu niedoskonałości technicznej obrazu. W swojej pracy wychodził z założenia że „charakterystyczną cechą ludzkiego widzenia jest obserwacja świata w ciągłym ruchu, ciągła i płynna zmiana punktu obserwacji”. Dla Rybczyńskiego film ma ogromną wagę - jego zdaniem, rozwój cywilizacji zależy od rozwoju obrazu. Zdolność do obrazowania świata jest tożsama ze zrozumieniem go, mimo wszelakich ograniczeń dlatego – jak mówi "wymyślono film, aby zarejestrować świat, ale zauważono, że gdy się nagra więcej klatek, a potem odtworzy je z normalną szybkością, zobaczymy świat w zwolnionym tempie. Kamera, która miała tylko odtwarzać rzeczywistość, zaczęła widzieć o wiele więcej niż my widzimy". Za doskonałą ilustracje stosunku Rybczyńskiego do kina dobrze służą „Schody” (1987). Big Zbig poprzez te 25 minutowe wideo jak sam mówi stara się „przekonać” nas o tym, że „obraz elektroniczny można elektronicznie przetwarzać kreując nową, nie istniejącą przed kamerą rzeczywistość. Można tworzyć nie istniejące scenerie, usuwać ludzi i przedmioty z kadru lub wprowadzać obiekty i osoby dokładnie w te miejsca na taśmie, które sobie wymarzyliśmy”. Konsekwentnie...</Rybczy>