Powszechnie przyjmuje się, że reglamentacja dóbr i wprowadzenie kartek na towary deficytowe to dziedzictwo kryzysu gospodarczego lat 80. Tymczasem kartki czy różnego rodzaju bony funkcjonowały w polskiej gospodarce prawie przez cały okres PRL-u. Zniszczenia wojenne oraz ogromne kłopoty z zaopatrzeniem w podstawowe towary spowodowały , że władze komunistyczne wprowadziły reglamentację towarów tuż po wojnie. Od 1946r. na kartki można było m.in.. kupić papierosy. W 1947r. obowiązywały np. kartki na cukier, tłuszcze, mąkę, mleko, dżem, konserwy. Po kilkudziesięciu latach funkcjonowania socjalistycznej gospodarki kartki wróciły. Eksport cukru za granicę spowodował, że towar ten stał się rarytasem w polskich sklepach. Dlatego od sierpnia 1976r. cukier można było nabyć tylko na kartki – norma podstawowa wynosiła 2 kg miesiąc na osobę. Oczywiście wprowadzenie kartek nie spowodowało, że cukru było na rynku więcej. Jednak prawdziwe kartkowe eldorado rozpoczęło się kilka lat później.

W 1981r. na mocy uchwały Rady Ministrów wprowadzono kartki na mięso. Władze zakładały, że takie rozwiązanie będzie tymczasowe. Kartki te obowiązywały od 1 kwietnia do 30 czerwca 1981r., później przedłużono reglamentację tego artykułu. Istniało aż dziewięć rodzajów kartek na mięso. Norma podstawowa przysługująca najliczniejszej grupie ludności wynosiła 3,7 kg mięsa na osobę na miesiąc. Pogłębiający się kryzys gospodarczy spowodował, że towarów dostępnych na kartki przybywało. Kolejno systemem kartkowym objęto: cukier, masło, mąkę, alkohol, papierosy, mydło, proszek do prania, słodycze. Od 1 czerwca 1981r. na kartki można było kupić kaszę mannę, mleko w proszku i proszek „Wypisek”. Z doniesień prasowych wynika, że ostatni produkt był mimo reglamentacji bardzo trudno dostępny. Przez krótki okres na kartki można było też kupić dywany, artykuły papiernicze, a nawet… buty. Istniał także system tzw. zamienników, czyli towarów zastępczych, które można było nabyć zamiast artykułów kartkowych. Za papierosy i alkohol można było dostać np. słodycze, kakao lub kawę. Zdarzały się też ewidentne absurdy, np. podstawowa norma mydła wynosiła 300 g miesięcznie na osobę, ale mieszkańcy województwa katowickiego oraz Kraków i Wałbrzych mieli prawo do zakupu 500 g tego towaru. Kolejnym absurdem było to, że w czerwcu 1983r. zniesiono kartki na tłuszcze, a już w listopadzie tego roku je przywrócono.

System reglamentacji objął również zakłady pracy, które wydawały swoim pracownikom tzw. kartki zaopatrzeniowe uprawniające do nabycia tzw. wolnym rynku niektórych trudno dostępnych towarów, np. papierosów, konserw itp. Osoby udające się na urlop musiały przed wyjazdem uzyskać od zakładu pracy zaświadczenie, że ich kartki żywnościowe mogą być zrealizowane na terenie całego kraju. Uczestnicy wczasów zakładowych musieli zaś przekazać część swoich kartek do stołówek w ośrodkach wczasowych. Oczywiście wprowadzenie kartek nie rozwiązało problemów z zaopatrzeniem rynku, wręcz je spotęgowało. Czarny rynek był wszechobecny i objął również kartki… Ludzie handlowali nimi, wymieniali je między sobą. Zdarzały się wypadki, że kartkami spekulowały osoby odpowiedzialne za ich dystrybucję. Trudności gospodarcze sprawiły, żę zakupy zmieniły się w „zdobywanie towarów”. Przed sklepami ustawiały się długie kolejki oczekujących na dostawę, a najczęstszym widokiem były puste półki. Upoważnieni do kupna bez kolejki – osoby w podeszłym wieku, inwalidzi, kobiety z dzieckiem na ręku – często stali w „kolejkach bez kolejki”. W tych warunkach powstała specyficzna profesja „stacza kolejkowego”. Pojawili się tacy, którzy traktowali to zajęcie niejako zawodowo, wynajmując się do stania w kolejkach.

Nie wszyscy mieli jednak prawo do nabycia kartek. Nie przysługiwały one osobom uchylającym się od pracy. Rolnicy mieli prawo do kartek pod warunkiem dostarczenia do skupu odpowiedniej ilości żywności.