Moim ulubionym wierszem jest utwór ks. Jana Twardowskiego pt. „Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą”. Pierwszy raz przeczytała mi go moja prababcia, gdy miałam 9 lat, która jak się dowiedziałam po paru tygodniach była ciężko chora i były to jej ostatnie miesiące życia. Pewnie ten wiersz byłby dla mnie takim zwykłym utworem, gdyby nie to że osoba która uczyła mnie życia i wiązała mnie z nią głęboka więź, odeszła. Po roku napotkałam się znów z tym utworem i zrozumiałam co chciała mi przez to przekazać. Po parokrotnym przeczytaniu utworu najbardziej wzruszyła mnie pierwsza zwrotka, którą pamiętam do dziś a brzmi ona tak: „Śpieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą zostaną po nich buty i telefon głuchy tylko co nieważne jak krowa się wlecze najważniejsze tak prędkie że nagle się staje potem cisza normalna więc całkiem nieznośna jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy kiedy myślimy o kimś zostając bez niego…” Po jej odejściu w domu napotykałam się z różnymi przedmiotami, które do niej należały, były to tylko zwykłe zdjęcia, które znaczy dla mnie tak wiele, wspomnienia, które są dla mnie bardzo ważne oraz ten utwór, który najbardziej mi ją przypomina i wciąga mnie ona do refleksji nad własnym życiem. Często gdy wieczorem siadam przy biurku, biorę w ręce jej zdjęcie i w myślach dziękuję jej że tak wiele dla mnie zrobiła. Zawsze pomagała mi z codziennymi trudnościami i tylko jej mogłam zwierzyć się i tylko ją mogłam prosić o pomoc, wiedząc że mi pomoże i nie odmówi. Mieszkam od dwóch lat w niewielkim mieście- Czarnków. Z miejscem, w którym teraz mieszkam nie mam żadnych wspomnień dlatego też najcenniejszym miejscem dla mnie jest mój rodzinny dom w którym się wychowałam. Znajduje się on w Romanowie...