Każdy człowiek na chwile zwątpienia we własne możliwości. Wtedy jest nam wszystko jedno chcemy tylko, żeby problemy się skończyły nieważne, jakie będą tego konsekwencje. Tak samo postąpił Paweł Oberecki, bohater „Siłaczki” Stefana Żeromskiego, nigdy jednak chwila zwątpienia nie spotkała Stanisławy Bozowskiej. Dlatego moim zdaniem poniósł on klęskę, a Stanisława osiągnęła postawiony sobie cel. Pierwszy rok pobytu doktora w Obrzydłówku był dla niego ciężki, Młody doktor przepełniony ideami pozytywizmu i „pracy u podstaw”, po przybyciu do niewielkiego miasteczka chce zmienić tamtejsze zwyczaje. Wtedy cechowała go szlachetność, młodość, energiczność i odporność na przeciwności losu. Nie chciał postępować jak aptekarz i felczer, nie chciał oszukiwać ludzi tym samym wypowiedział im niejako wojnę. Kupił podręczną apteczkę i sam robił leki, wtedy spotkał się z nieprzyjemnościami ze strony aptekarza i felczera zaczęli obrzydzając mu życie wybijali mu okna rozpowiadali, że ma konszachty z diabłem i że nie a wykształcenia. Początkowo próbował stawiać temu czoła, walczył ponad własne siły. Wtedy jednak przyszedł moment zwątpienia i zaczęło mu by wszystko jedno. Apteczkę schował do szafy i przestał przejmować się pacjentami. Wtedy staje się jasne, że ni oni go pokonali, ale o on sam się pokonał. Potem jak odrzucił swoje wcześniejsze ideały stracił sens pracy w Obrzydłówku. Stefan Żeromski opisuje go wtedy tak: „Z wielkich widnokręgów, ledwie dających się zmierzyć rozmarzonymi oczami, został widnokrąg, ledwie tak dalece mały, że można go było nakreślić końcem modnego kamaszka.” Najgorszym skutkiem jego zwątpienia była śmierć jego ukochanej. Stanisława Bozowska mieszkała w małym miasteczku wraz ze starszą...