Komunitaryzm wyrósł w tradycji anglosaskiej, a języku angielskim jednym ze znaczeń słowa community jest wspólnota lokalno – sąsiedzka. Oczywiście w refleksjach komunitarystów to słowo nie ogranicza się tylko do tego jednego znaczenia, niemniej jednak wszyscy komunitaryści głoszą pochwałę wspólnoty lokalnej jako podstawowego składnika dobrze uformowanych i silnych jednostek, niektórzy zaś ograniczają możliwy poziom realizacji wspólnotowości wyłącznie do poziomu lokalnego. Jakakolwiek wąska czy szeroka byłaby wspólnota przez nich propagowana, wszyscy oni są znaczącymi filozofami lokalności i tak spróbujmy prześledzić ich argumenty dotyczące charakteru i zakresu wspólnot, koncentrując się zwłaszcza na tych teoriach, które podkreślają w istotny sposób wagę lokalności.

Komunitaryści podkreślają fakt wspólnotowego zakorzenienia i zanurzenia w sferze wspólnych dla danej grupy wartości, norm i dóbr oraz wynikających z tego faktu obowiązków okazywania troski o to co wspólne.

Pierwszy z grupy filozofów lokalności to Michael Walzer twierdzi, że dominujący we współczesnym liberalizmie skrajny indywidualizm osłabia obywateli liberalnego państwa i powoduje, że jego instytucje są zawsze „zimne” – wyeliminowane ze społeczeństwa, nie powiązane z wartościami i dobrami istotnymi dla życia i tożsamości jednostek. „ Ogrzanie” tych instytucji jest w zasadzie niemożliwe, a więc jedyną nadzieją na wzmacnianie jednostek są wspólnoty lokalne. Tylko one mogą definiować dobra społeczne i wartości, a co za tym idzie kryteria sprawiedliwości i dystrybucji tych dóbr. Wizja wspólnot lokalnych według Walzera to wizja pluralizmu i pluralizmu wartości, które niekiedy nie układają się w harmonijną całość i niekiedy pozostają we wzajemnych konfliktach. A czym jest dla niego wspólnota lokalna? Nie jest to do końca jasne ponieważ raz określa ją mianem małej grupy regionalnej czy nawet sąsiedzkiej, a innym razem wspólnota lokalna to dla niego także państwo narodowe, ale pod warunkiem, że jest stosunkowo małe i homogeniczne, zgodne co do sposobu definiowania jakichś istotnych wartości. Wspólnoty lokalne, w których żyjemy i w które nas ukształtowały, chronią nas i naszą wolność, a my powinniśmy je chronić przed zagrożeniami współczesności. Do tych zagrożeń należy: hegemonia rynku i cztery podstawowe mobilności: społeczna, geograficzna, polityczna i rodzinna. W imię wolności winniśmy podtrzymywać stabilne wspólnoty, które wspomagają nas i umożliwiają rzeczywiste z niej korzystnie. Podsumowując zdaniem Walzera nie ma zatem jednej, właściwej wspólnoty ani dominującego dobra. Od skrajnego pluralizmu jednostek, może nas uratować tylko pluralizm grup, pluralizm wspólnot lokalnych, stan pośredni między skrajnym indywidualizmem, a kolektywizmem.

Podobną wizję, choć na podstawie innych źródeł przedstawia Alasdair MacIntyre. W jego teorii również kluczową rolę pełni właśnie wspólnota lokalna: ponadrodzinna, ale niższa od poziomu państwa. Próby tworzenia wspólnot na poziomie państwa są jego zdaniem skazane na klęske, gdyz państwa są do tego za duże i zawsze rządzone kompromisami interesów, co nie sprzyja wcielaniu w życie idei wspólnotowych – Ponieważ MacIntyre rozumie Komunitaryzm jako prąd intelektualny dążący do utworzenia wspólnoty również na poziomie państwa, w oczywisty sposób odstręcza go od identyfikowania się z tym nurtem, ale skoro ideał utworzenia wspólnoty jako taki znajduje się w centrum jego zainteresowań, jest ogólnie postrzegany jako przedstawiciel komunitaryzmu. Jak MacIntyre widzi wspólnotę lokalna? Oparta ma być ona na teorii dobra, na więzach przyjaźni, do praktykowania której nie wystarczy tylko rodzina. Ale nie może ona być opresyjna wobec swoich członków, bo ich dobro jest w zgodzie z dobrem wspólnym. Zobowiązana jest nawet do okazywania gościnności obcym, ludziom spoza wspólnoty, gdyż to potrzeby innych są miarą naszych działań. Wspólnota powinna być otwarta na alternatywy i zmiany. Ostatnią cechą charakterystyczną prawidłowej wspólnoty jest ograniczony stopień nierówności ekonomicznych – znaczenie nierówności w sferze ekonomicznej uniemożliwiają dostrzeganie dobra wspólnego. MacIntyre przypomina współczesnym ludziom o tym, co prawie całkowicie utracili chodzi mu oczywiście o możliwość praktykowania przyjaźni, o rozwój cnót moralnych i obywatelskich, o podjęcie próby zrozumienia i realizacji ludzkiego telos, o pielęgnowanie debaty na temat natury dobra i podjęcia wysiłku w celu jego urzeczywistnienia w sferze wspólnej, a wszystkie wymienione tu zagadnienia usunęły się na plan dalszy w obliczu radykalizującego się indywidualizmu. Sfera wartości wspólnych jest diametralnie ograniczona. Sfera obowiązków wobec wspólnot prawie w całości zanika, a na pewno redukuje się do minimum. Niknie gdzieś potrzeba rozwijania cnót politycznych, niknie wartość poświęcenia się dla wspólnoty. Dane nam wspólnoty, ich tradycje i praktyki uczą nas istoty dóbr i cnót oraz stale wspierają nas na drodze ich realizacji. Ludzie nie są w stanie wykształcić w sobie nawyków moralnych, jeśli nie są wzmocnieni siecią zinstytucjonalizowanych więzi społecznych. Próby wyzwolenia się z tradycyjnej moralności powodują jedynie utratę autorytarności wszelkich twierdzeń moralnych. Tracimy nie tylko poczucie obowiązku, ale też wspólne konteksty znaczeń naszych działań i nawet minimalne wsparcie ze strony naszego społecznego środowiska.

Kształt wspólnot w teorii MacIntyre’a wynika z jego obrazu natury człowieka, a tej cechą zasadniczą jest duży stopień wzajemnej zależności ludzi. Jesteśmy istotami bardzo słabymi i podatnymi na wszelkiego rodzaju zranienia. Potrzebujemy więc innych, aby przetrwać i rozwijać się jako ludzie. Potrzebne nam są relacje dawania i brania oraz cnoty, które im towarzyszą. Chodzi tu o cnoty niezależnego praktycznego rozumu, zaakceptowanej zależności od innych i sprawiedliwej hojności, której właściwą miarą winna być potrzeba drugiego. Musimy przyjąć założenie, iż dobro jednostki pozostaje w zgodzie z dobrem wspólnoty. To właśnie ono zobowiązuje nas do okazywania gościnności jednostkom, które znalazły się w potrzebie, nawet gdy nie należą do naszej wspólnoty. Ideał niesienia pomocy potrzebującym zajmuje więc kluczowe miejsce w teorii MacIntyre’a.

Michael Sandel w swoich teoriach postuluje dwie główne idee: żadna osoba nie jest w stanie zrozumieć siebie bez odniesienia się do roli obywatela i uczestnika życia wspólnotowego, a co za tym idzie, polityka nie jest możliwa bez wspólnych celów. Ludzie powinni zrozumieć, że są obarczeni balastem tradycji, które ich ukształtowały, są uwikłani w życie wspólnot, w których przyszło im żyć. Tożsamość jednostki jest po części określona przez jej wspólnotę, jednostka jest włączona w cele jej wspólnoty, jest obarczona pewnymi rolami i zobligowana do ich spełnienia. W wizji Sandela jednostka jest nie tylko usytuowana, ale usytuowana wielorako, tj. osadzona i zakorzeniona w wielu wspólnotach, które często pozostają we wzajemnych konfliktach. Skoro powinna ona spełniać swoje obowiązki wobec każdej ze wspólnot ją tworzących, obowiązki te mogą ze sobą kolidować.

Wspólnoty, w których żyjemy, mają za zadanie pomóc nam w rozwiązywaniu naszych dylematów tożsamościowych. Obowiązki nie leżą więc tylko po stronie jednostek. Wspólnota ma swoje zobowiązania, do których należy kreowanie obywatelskiego charakteru swoich członków i wcielania ich wizji dobrego życia. Sfera polityki jest szczególnie ważna dla życia wspólnoty i jako taka jest włączona w ochronę i propagowanie wartości danej wspólnoty. Dlatego można twierdzić, że kwestie polityczne są kwestiami moralnymi. Albo wspierają one sposób życia wspólnoty, albo go niszczą. Tymczasem we współczesnym świecie daje się zaobserwować rozrost instytucji państwa z równoczesnym zmniejszeniem się poczucia wspólnych celów, jak zauważ a Sandel. Z wyjątkiem naszej troski o dobrobyt ekonomiczny nie zdajemy się podzielać niczego wartościowego, ani w teorii ani w praktyce. Rozróżniamy uniwersalne obowiązki człowiek ( np. obowiązek powstrzymywania się od zabijania innych ludzi) i obowiązki dobrowolne ( np. te, które przyjmujemy w konsekwencji naszych decyzji), ale nie przyjmuje ona ano nie wyjaśnia zobowiązań wobec poszczególnych wspólnot, które nas tworzą tj. naszych rodzin, wspólnot sąsiedzkich czy narodowych. Są to zobowiązania, których nie wybieramy, a mimo to możemy powiedzieć, że je podzielamy z im mymi członkami tych określonych grup chociażby z tego powodu, że wspólnie je dziedziczymy. W obrębie wspólnot rodzinnych, lokalnych i narodowych powinniśmy prowadzić debaty o wartościach ważnych dla ich egzystencji oraz spełniać obowiązki wypływające z członkowstwa. Oczywiście natura zobowiązań wobec rodziny jest inna niż wobec państwa czy narodu, ale nie należy zapominać, że te ostatnie też nie mogą być wolne od roszczeń w stosunku do swoich członków. Opierają się bowiem zawsze na jakichś wartościach szczególnie ważnych dla danej konkretnej grupy, społeczeństwa, narodu.

Poszczególne wspólnoty, których jesteśmy częścią, są dla nas tak ważne, że mało prawdopodobne jest utworzenie jakiegoś rządu globalnego obejmującego cała ludzkość. Niektóre wielkie państwa istniejące obecnie są rozdzierane przez wewnętrzne międzygrupowe konflikty do tego stopnia, że ich egzystencja w przyszłości stoi pod dużym znakiem zapytania. Zamiast więc podejmować bezowocne starania w kierunku globalnym lub starać się utrzymać niektóre dotychczasowe związki polityczne za wszelka cenę, powinniśmy raczej rozproszyć suwerenność między wielość wspólnot i ciał politycznych, jak radzi Sandel. Jedynie taka sytuacja pozwoli nam efektywnie i znacząco uczestniczyć w życiu naszych republik, wypełnić zobowiązania wobec naszych wspólnot i żyć według ich standardów. Wspólnota nie jest raczej wspólnota państwową, ale lokalną. Zaangażowana troska o to, co wspólne, o naszą „ rzecz wspólną” wymaga ograniczenia się do lokalności. Wprawdzie polityka, a więc pierwszorzędna domena państwa, nie ma być całkowicie neutralna; ma wynikać z wartości wspólnych, ale podstawowym odniesieniem teorii Sandela pozostaje wspólnota lokalna.

Dopiera u Charlesa Taylora wspólnota przybiera częściej charakter państwowy. Zadaniem polityki jest bowiem publiczne uznawanie wartości wspólnotowych, np. woli wzajemnego szacunku. Według niego polityka powinna być zdecentralizowana. Ma ona lepiej i pełniej realizować zaniedbane ideały demokratyczne takie jak wolność pozytywna i autentyczność. Bazować ma na więzach, które już istnieją, i tylko je odpowiednio wspierać przez aktywną politykę państwa, stosując zasadę pomocniczości. Władza w znacznej mierze powinna się przesunąć do wspólnot lokalnych, ale nie wolno nam tracić wizji całości, nie wolno tworzyć niepotrzebnych podziałów. Musimy sobie zdać sprawę, że to co mamy, nie mogłoby być wytworzone tylko przez małe grupy pierwotne, ale wymagało pracy całej cywilizacji, więc winniśmy okazywać pewną wdzięczność także wobec grup większych niż bezpośrednio nam dostępne grupy lokalne. Model gospodarczy przez niego sugerowany to jeszcze niewypróbowana kombinacja małych firm prywatnych i małych firm publicznych, samorządowych. Całość zaś mogłaby być koordynowana przez rynek regulowany przez federalne państwo. Tu znowu widać charakterystyczną dla Taylera tendencję do łączenia lokalności z poziomem wyższym, państwowym. Ważną w rozważaniach Taylora wartością jest autentyczność. Podkreśla on, że do jej osiągnięcia potrzebujemy zrozumienia siebie i naszych celów, a do tego potrzebujemy dialogu z innymi. Ważne jest jednak to, aby owi nie byli przypadkowym zbiorem, ale by stanowili pewną całość, grupę, która mnie kształtuje, bowiem w naturze dóbr, których poszukuje jednostka, leży ich wspólnotowy charakter. Są to przecież dobra, których nikt nie osiągnie i nie stworzy w pojedynkę oraz takie, z których trwała radość może czerpać tylko wtedy, gdy pozostaje integralną częścią większej całości. Nie dadzą się one zredukować do dóbr pojedynczych osób. Za przykłady mogą tu posłużyć relacje przyjaźni i miłości, dobra kultury wypracowane wspólnie, grupowe prawa mniejszości itd. Wszystkie te dobra wspólne są takimi ze względu na ich wspólne rozumienie w grupie, której są własnością.

Wspólnota leży również w centrum zainteresowań Amaitai Etzioniego, który zwraca uwagę na potrzebę społecznej troski o wspólnoty rodzinne, sąsiedzkie, lokalne itp., a także przypomina wagę obywatelskiej odpowiedzialności, stopniowo zanikającej w liberalnej atmosferze podkreślenia wyłącznie praw jednostki.

Etzioni przeciwstawia swoje stanowisko propagujące zachowanie równowagi między prawami jednostek a dobrem wspólnym, czyli między autonomia obywateli a zachowaniem porządku społecznego. W tej wizji jednostka i wspólnota mają status równorzędny, ale wpływ jednostki na rozwój i sytuację jednostki jest większy niż wpływ jednostki na wspólnotę. Zbiorowość, w której człowiek żyje, pomaga mu odkryć i zaspokoić jego potrzeby stabilności, więzi międzyludzkich, uznania innych, posiadania szerszego kontekstu znaczeniowego, wsparcia przy wypełnianiu obowiązków społecznych itp. Ostatecznym arbitrem w sprawach moralnych jest, według Etzioniego, jednostka. Kluczową wartością jest dla niego autonomia, ale ponieważ ta autonomia jest społecznie kreowana, zinstytucjonalizowana i ciągle zależna od utrzymania społecznego porządku, bo tylko wtedy może być praktykowana, musi ona być ograniczona. Etzioni podaje definicję wspólnoty. Jego zdaniem jest to, po pierwsze, sieć wzajemnie powiązanych relacji międzyludzkich zabarwionych elementem emocjonalnym, po drugie zaś, pewne zobowiązanie wobec podzielanych wartości, norm, znaczeń, historii i tożsamości. Ważnym aspektem tej definicji jest wskazanie na konieczność honorowania wartości przez wszystkich członków wspólnoty. Wartości nie powinny być przez nikogo narzucane, ale wyłaniane w toku debaty, jedynie wówczas mogą być bowiem wspólnie realizowane, a instytucje wspólnotowe mają wtedy prawo do rezygnacji z neutralności. Pisze też o równie koniecznej równowadze między naszymi zobowiązaniami wobec wielu wspólnot, których jesteśmy członkami – wspólnot niższego rzędu, lokalnych oraz wyższego rzędu np. państwowych. Mówi także o budowaniu wspólnoty światowej poprzez prowadzenie międzykulturowych debat moralnych. Te różne wspólnoty nakładają na nas wiele często sprzecznych zobowiązań, z których każda domaga się wypełnienia. Wspólnota u Etzioniego nie jest zatem wyłącznie lokalna, ale raczej stopniowana. Niemniej jednak wspólnoty lokalne ze swoimi tradycjami traktowane są priorytetowo.

Sposoby ujęcia problematyki wspólnotowości i lokalności są często bardzo różne u poszczególnych teoretyków, co czasem powoduje zaszeregowanie do przeciwstawnych obozów intelektualnych. Mimo różnic możemy jednak umieścić wymienione nazwiska pod jednym szyldem komunitaryzmu.

Wspólnota rozumiana jest na wiele różnych sposobów nie tylko w poszczególnych teoriach komunitarystycznych, ale często w ramach teorii danego komunitarysty. Być może dlatego trudno jest u nich znaleźć definicję tego pojęcia. Kiedy spojrzymy na całość teorii komunitarystycznych, możemy tam znaleźć następujące, choć nie sprecyzowane jasno sposoby rozumienia, czym wspólnota jest lub czym mogłaby być. Otóż przez wspólnotę można z cała pewnością rozumieć grupę ludzi zakorzenionych w tradycji wspólnego im miejsca, połączonych przez zespół symboli, praktyk, tradycji, wartości, itp. Może być to po prostu wspólnota lokalno – sąsiedzka, której członkowie nie są sobie całkowicie obojętni, nie mijają się rano bez przywitania czy wymiany kilku zdań na temat pogody albo nowo założonych drzwi w ich bloku. Mogą to być członkowie wspólnoty mieszkaniowej, którzy wykazują choćby minimalne zainteresowanie uczestnictwem w spotkaniach, na których omawiane są problemy koniecznego remontu klatki schodowej. Na pewno są to babcie i dziadkowie przesiadujący na okolicznych ławeczkach, grających w szachy w osiedlowych parkach i wymieniających ploteczki na temat dozorcy, a przy tym pilnujący, aby ich wnuki bawiły się , nie robiąc sobie nawzajem krzywdy. Ale, oprócz tego idyllicznego obrazu, wspólnota u komunitarystów to czasem wspólnota wartości danego społeczeństwa w granicach państwa, a nawet zalążki wspólnoty światowej, debatującej o kierunku globalizacji i potrzebie uzgodnienia zasad obowiązujących między kulturami i cywilizacjami. Skoro więzią łączącą ludzi we wspólnoty ma być przed wszystki8m jakaś forma przyjaźni, to na pewno wspólnotą jest każda grupa przyjaciół, nieformalny lub formalny związek, w którym uczestniczymy znaczną częścią swojej osobowości; w który angażujemy się nie ze względu na swój interes. Oczywiście wspólnota jest zawsze w teorii pewnym typem idealnym, natomiast jej realne elementy można w różnym stopniu odkryć w wielu jej przejawach. Ponieważ jednak to co bezpośrednio doświadczenie angażuje nas najpełniej, najbardziej klasyczna wspólnota będzie zawsze miała charakter ograniczony, lokalny. Właśnie to podkreślają komunitaryści. Wyprowadzają podstawowe wartości z partykularnych tradycji lokalnych, zawsze odnoszą się z największa uwagą do potrzeby ożywienia wspólnotowego ducha na poziomie osiedli, wsi, miasteczek, stowarzyszeń itd. Bo tylko zdrowa, aktywna lokalność może być ewentualnym impulsem do jakichkolwiek działań integracyjnych na wyższym szczeblu.

Filozofia lokalności, jaką proponują komunitaryści różnej maści, z całą pewnością dostarcza wielu argumentów legitymizujących działania społeczne mające na celu powstrzymywanie erozji wspólnot lokalnych widocznej np. jako masowe migracje młodych ludzi do większych miast, zanik zainteresowania sprawami lokalnymi, wzrost przestępczości itp. Równie ważny jest wpływ dominacji wzorów kulturowych nastawionych na promowanie jednostki kosztem jej grup. Tej dominacji próbują się komunitaryści przeciwstawiać. Ich atrakcyjna pochwała lokalności może podnieść świadomość na temat roli wspólnot w życiu jednostek, a przełożone na konkretne inicjatywy społeczne może skutecznie powstrzymać erozję więzi lokalnych i wyleczyć nas ze współczesnej samotności.