Niemal nic na świecie nie pozostaje wiecznie w tej samej postaci, w jakiej powstało lub się zrodziło. Każda istota w końcu podlega zmianom, które potrafią diametralnie przeobrazić dowolny aspekt jej dotychczasowej egzystencji. Najbardziej fascynującymi z przemian są te natury psychicznej, będące nieodłączną częścią życia ludzi. Nie tworzą się one z samych siebie, lecz są wynikiem różnych bodźców. Mogą to być przełomowe wydarzenia i sytuacje, jak również pozornie błahe momenty, czyjeś słowa, czyny. To one, nieraz wbrew naszej woli, popychają nas do pewnych zmian. Według mnie, jednym z najbardziej skutecznych, ale też najbardziej drastycznych czynników jest popełnienie zbrodni. Sama przemiana nie jest jednak prosta, lecz wymaga ogromnej ilości czasu i zaangażowania. W dalszej części mojej pracy postaram się udowodnić powyższą tezę, opierając się na podanych fragmentach „Zbrodni i kary” i na całości utworu oraz odwołując się do innego tekstu kultury.

Rodiona Romanowicza Raskolnikowa można niewątpliwie nazwać postacią, której wewnętrzna przemiana była tak zawiła i tak dogłębna, że stała się wzorem prawdziwej i całkowitej metamorfozy. Ten główny bohater „Zbrodni i kary” autorstwa Fiodora Dostojewskiego musiał zmierzyć się nie tylko z napierającym zewsząd otoczeniem, ale także z samym sobą, by wreszcie osiągnąć swój ostateczny stan ducha. Pierwszy fragment utworu przedstawia rozmowę młodzieńca, przybierającą poniekąd formę monologu, z Sonią, młodą prostytutką. Raskolnikow przytacza motywy, którymi kierował się, gdy mordował lichwiarkę. Przyświecała mu przede wszystkim wiara we własną koncepcję, zakładającą istnienie jednostek wybitnych, którym wolno dla osiągnięcia szczytnych celów pozbywać się „ludzkich wszy”, czyli osób niewykazujących się niczym nadzwyczajnym. Bohater nie żałuje tego, co zrobił - był to dla niego rodzaj próby. Jedyny zawód sprawił mu fakt, że sam nie należy do tej klasy ludzi wielkich i genialnych, zwanych przezeń „Napoleonami”. Na tym etapie nie czuje skruchy za to, czego dokonał i jest niezłomnie przekonany o bezbłędności swego światopoglądu.

Drugi fragment powieści Dostojewskiego ukazuje nam stan mentalny i fizyczny Raskolnikowa podczas jego pobytu na Syberii. Odbywał tam swój wyrok za popełnioną zbrodnię - został skazany na osiem lat robót katorżniczych. Widzimy, jak zżera go choroba, niespowodowana jednak wyczerpującą pracą i surowymi warunkami życia, lecz mająca swoje źródło w zranionej dumie. Bohater uświadomił już sobie to, że nie jest on ponadprzeciętny, że nie wznosi się na wyżyny wymarzonej wielkości. Przemiana jeszcze się nie dokonała, można nawet odnieść wrażenie, że nie nastąpi przez długi czas. Rodion jest daleki od pokory, nie postrzega zabójstwa w sposób charakterystyczny dla normalnego człowieka. Swój czyn określa mianem „niepowodzenia”, nie potrafi też wzbudzić w sobie poczucia winy. Pragnie jednak odnaleźć skruchę, czeka na nią, jak na wybawienie; jest to ewidentny początek przeistaczania się w zupełnie inną osobę.

Trzeci i ostatni fragment „Zbrodni i kary” to długo wyczekiwany punkt kulminacyjny w przemianie Raskolnikowa. Po ciągnącej się w nieskończoność drodze do zmiany moment ten przychodzi nagle i zadziwia nawet samego bohatera. Sonia, która mu teraz towarzyszy, w największym stopniu przyczyniła się do tego „odkupienia”. Liczne spotkania i uprzednie dialogi z dziewczyną uzmysłowiły byłemu studentowi bezsens popełnionej zbrodni oraz sprawiły, że zrozumiał swoje uczucia. Do porzucenia dawnych założeń nie skłoniły go nawet niegdysiejsze konfrontacje z przemyślnym Porfirym Pietrowiczem, intryga Swidrygajłowa czy wizyta matki i siostry. Ogromną rolę odegrała zaś w tym wszystkim Ewangelia, a konkretnie opowieść o wskrzeszeniu Łazarza. To ją właśnie czytała Rodionowi Sonia podczas jednej z jego pierwszych wizyt oraz to do niej wrócił on po odbytej metamorfozie. Tak jak Łazarz, bohater „zmartwychwstał” i zdołał odzyskać utracone siły, decydując się na odkupienie win poprzez cierpienie.

Innym przykładem utworu, w którym to także zbrodnia zapoczątkowała wewnętrzną przemianę, jest „Makbet”. William Szekspir, autor dramatu, skupił się w dużej mierze na aspekcie psychologicznym głównej postaci, realistycznie oddając jej zmagania z własnymi przekonaniami i z ciążącą na niej winą. W tym przypadku jest to jednak zmiana na gorsze: Makbet, ceniony i odważny wódz szkocki, przeobraża się skrytobójcę i osobę całkowicie upadłą. Motorem jego działań jest chorobliwa ambicja oraz niepohamowana żądza władzy. Wraz z żoną zabija on króla, co z kolei pociąga za sobą następne morderstwa; to wszystko miało na celu oczyścić drogę do wprowadzenia własnych, bezwzględnych rządów. W końcu również Makbet, broniąc się w zamku, ginie z ręki Makdufa. Wewnętrzna walka bohatera była naprawdę imponująca, lecz nie zdołał on uniknąć nieuchronnej zguby. Mimo, iż początkowo pragnął, by każdy okrutny czyn był tym ostatnim, spokój jego duszy zostaje zmącony i osiąga on kres upodlenia.

Jak można zauważyć na podstawie moich powyższych rozważań, zbrodnia zawsze zostawia piętno na świadomości i psychice człowieka. Jej skutki, mniej lub bardziej pożądane, powodują każdorazowo znaczące zmiany w sposobie życia kogoś, kto ją popełnił. Najbardziej zauważalne konsekwencje występują właśnie w powieści „Zbrodnia i kara”, gdzie morderstwo staje się motywem przewodnim, który kształtuje całokształt akcji. W wielu przypadkach istnieje jednak nadzieja na wybawienie i przemianę - warunkiem jest szczery żal oraz prawdziwa pokora.