Boccaccio

„Dekameron”

O PRZEKŁADZIE

Przytoczenie tekstu tłumacza, opisanie, że tłumacz nie uciekł od błędów, że stale unowocześniany był rytm bokacjuszowej prozy. Ponadto zauważa zastrzeżenia dotyczące przekładu; maniera stylistyczna, problematyczna archaizacja, niedocenienie Boccaccia jako artysty słowa.

Zaczyna się księga „Dekameron” w której zawiera się sto nowel, opowiedzianych przez siedem białogłów i trzech młodzieńców.

WSTĘP AUTORA

Boccaccio pisze o współczuciu, o osobach współczujących i tych, które tego uczucia same potrzebują. Pisze o rządach miłosnych, które nie pozwalały mu cieszyć się tym, co posiadał. Siła czasu jego wielką bolesną namiętność przysłoniła, pomogły ponadto rozmowy z przyjacielem. Do grobowej deski będzie pamiętać o tych, co pomagali mu w jego cierpieniu. Chciał sprawić sobie ulżenie poprzez napisanie tej książki.

Następnie zaczyna pisać o damach, które pozamykane w swych komnatach siedzą, a w swych piersiach płomień miłości wiele razy silniejszy od tego jawnego skryty. Mężczyźni wolni, gdy ich melancholia dopadnie, mogą sobie iść i robić co tylko zechcą. Dla tych dam, co miłość poznały, Boccaccio zamyśla sto nowel, bajek albo przypowieści, opowiedzianych w ciągu dziesięciu dni przez zacne grono siedmiu dam i trzech młodzieńców, gdy we Florencji niedawny mór się srożył. W nowelach ucieszne i smutne przypadki miłosne i inne zdarzenia. Jeśli im się spodoba lektura, niech złożą dziękczynienie Amorowi.

DZIEŃ V

Opowieść dziewiąta

„Sokół”

Królowa opowiada historię o tym, jaką władze wdzięki nad szlachetnymi sercami sprawują, z której płynie nauka rozdzielania stosownej nagrody, bez czekania na los. W mieście Copo di BorgheseDomenicki cieszył się czcią człowiek, który najpiękniej potrafił mówić i miał najwięcej wspomnień. Często powracał do opowieści o młodym szlachcicu – Federigo degli Alberighi. Pośród mieszkańców Florencji władał najlepszym mieczem. Zakochał się w pewnej damie szlachetnej – Monnie Giovannie – najpiękniejszej wówczas w całej Florencji. Dla pozyskania jej względów uprawiał hazard, wydawał uczty, słał podarunki, na stan konta nie bacząc.Dama jednak o niego nie dbała. Federigo w końcu straszliwie zbiedniał, pozostała mu jedynie mała posiadłość i sokół. Mimo to, jego uczucie jeszcze gorętsze. Przeniósł się z miasta na wieś i tam z sokołem odbywał polowania. Małżonek Giovanny zachorował, spisał testament i zmarł. Po śmierci wdowa udała się do posiadłości niedalekiej od tej Federiga. Synek zaprzyjaźnił się z nim, spotykając go z sokołem na polowaniach. Chłopiec zachorował, matka od zmysłów odchodziła. W koncu młodzieniec wyraził przekonanie, że wyzdrowieje, jeśli tylko dostanie sokoła Federiga. Mimo wątpliwości, Monna Giovanna udała się do mężczyzny. Zaproponowała mu, by ugościł ja i jej towarzyszkę obiadem, co miało Stanowic swoiste odkupienie jej win. Powiedział, że jest nędzarzem, ale obiad postanowił przygotować. Wtedy właśnie zdał sobie sprawę ze swej tragicznej nędzy. W domu nie miał nic. Prócz sokoła. Ukręcił mu więc łeb i podał go damom. Te zjadły. Po przekąsce Monna Giovanna zdecydowała się wyjawić cel swej wizyty. Usłyszawszy prośbę Federigo począł płakać i poinformował ją o tym, co zrobił. Dama początkowo go ganiła, potem jednak przejęła się jego wielkodusznością. Syn Monny kilka dni później zmarł. Płakała za nim długo, jednak jako że młoda wciąż była, została namówiona przez braci na ponowne zamążpójście. Wolała, co prawda, wdowieństwo, ale jeśli za kogoś miała wyjść, to tylko za Federiga. Bracia początkowo śmiali się z jej decyzji, ale w końcu przyznali jej rację i oddali ją mężczyźnie. On, dobrze gospodarząc, dożył o kresu swoich lat.

DZIEŃ X

Opowieść dziesiąta

„Gryzelda”

Opowiada Dimeo. By się wyróżnić, nie o królach, sułtanach, tylko o margrabi (z Saluzzo). Nie miał żony, dzieci, o ożenku i potomstwie nawet ni myślał. Podwładni prosili go o znalezienie sobie żony, by następcy tronu byli. Gualtieri mimo oporów postanowił w końcu, że ożeni się, ale tylko z kobietą, którą sam sobie wybierze. Lud musi jego wybór absolutnie zaakceptować. Postanowił pojąć za żonę ubogą dzieweczkę, pochodzącą z pobliskiej zamkowi wioski. Zwrócił uwagę na jej obyczaje już wcześniej. Posłał po ojca, następnie ogłosił, że znalazł żonę i nastąpiły przygotowania do wesela. Gdy nastał czas na sprowadzenie dziewicy, wyruszył w dzień weselny z gośćmi do jej domu. Ta akurat niosła wodę ze studni. Gualtieri zapytał Gryzeldę, czy nigdy się na niego gniewać nie będzie i czy zawsze posłuszeństwa mu dochowa. Zgodziła się. Wywiódł ją na dwór, kazał rozebrać do naga w obecności całej świty oraz przywdziać szaty nań czekające. Wtedy się jej oświadczył. Następnego dnia huczne weselicho. Gryzelda była piękna, teraz stała się do tego miła i obyczajowa nad wyraz, tak że nikt wkrótce nie wierzył, że jeszcze niedawno pasterką owiec była. Okazała się niesłychanie dobrotliwa i dla męża, i dla poddanych. Wszyscy się za nią modlili i kochali. Wkrótce jej sława wyszła daleko poza terytorium Saluzzo. Za jakiś czas urodziła córkę. Niebawem Gualtieri pomyślał, że powinien małżonkę swą wypróbować okrutnym cierpieniem. Zaczął ją męczyć słowami, że poddani z córki (zamiast syna) nie są zadowoleni. Gryzelda nie pokazała po sobie najmniejszego gniewu. Gualtieri zadowolony z jej reakcji, mimo to wkrótce sprawdził ją ponownie. Wysłał poddanego, by powiadomił ją, że córkę trzeba z rozkazu pana zabić. Z bólem w sercu, ale z niemą twarzą, Gryzelda oddała dziecko. Gualtieri zdumiony. Wysłał dziecko do jednej ze swych krewniaczek na tajemne wychowanie. Gryzelda wkrótce urodziła syna, Gualtieri postanowił znów ją sprawdzić i powiedział, że podwładni szemrzą, że jego syn przejmie po nim rządy. Obawia się więc wypędzenia, więc powinien postąpić z dzieckiem podobnie, jak z poprzednim, a może i porzucić ją samą. Gryzelda spokojna, mówi by dbał tylko o to, co dla niego dobre. Po kilku dniach postąpił z dzieckiem tak samo, Gryzelda na zewnątrz niewzruszona nadal. Podwładni źle o władcy szeptać zaczęli. Gdy upłynęło niemało lat od narodzenia córki, Gualtieri postanowił wystawić Gryzeldę na ostatnią, najcięższą próbę. Oznajmił wszystkim, że dopiero teraz dostrzegł, jak źle postąpił, żeniąc się z Gryzeldą i że zwróci się do papieża o rozwód i zgodę na powtórne małżeństwo. Zmyślił papieskie listy, poinformował poddanych i oznajmił to samej Gryzeldzie. Pozwolił jej odejść w jednej koszuli (w zamian za dziewictwo), nic więcej nie dał, zresztą Gryzelda nic więcej nie chciała. Wróciła tak do swego ojca, wśród płaczu poddanych, i zaczęła pracować, jak kiedyś. Gualtieri udał, że znalazł żonę, oznajmił przygotowania do wesela i posłał po Gryzeldę. Nakazał jej koordynowanie przygotowań do ślubu. Był to dla niej ogromny cios, ale nadal nie okazywała bólu. Zaczęła sprzątać, kuchnią się zajęła, wszystko urządziła cacy. W dzień weselny w nędzne ciuchy odziana przywitała przybyłe damy. Gualtieri posłał po swe dzieci (przepiękna córka miała 12 lat, syn 6) i kazał swej krewniaczce mówić, że wiezie dla niego nową żonę wraz z jej orszakiem. Po kilku dniach przybyli. Damy witały nową małżonkę, Gryzelda odziana w łachmany również. Uczta rozpoczęta. Gualtieri doszedł w końcu do wniosku, że oto i dość testów na Gryzeldzie. Wyznał jej i wszystkim prawdę. Wielka radość i uczta. Swego teścia od pracy wyswobodził i dostatek mu zapewnił, córkę wydał za szlachcica za mąż, z Gryzeldą żył długo i szczęśliwie.

Morał, że w pałacach żyją ludzie, co trzodę pasać winni, a nie ludem rządzić. A do chat ubogich duch z niebios zstępuje. Dimeo skończył swą opowieść, a król uświadomił zebranych, że mija czternaście dni od opuszczenia Florencji. Zauważył, że ich zgromadzenie już rozsławione. Zaproponował, ze zatrzyma powierzoną mu koronę aż do chwili powrotu. Następnie wszyscy oddali się rozrywce. Wieczerza, śpiewy, tańce, Fiammetta śpiewa piosenkę. O świcie zbudzili się i wrócili do Florencji.