Dziewiąty września 2009 roku. W Warszawie pojawił się nie wiadomo skąd tajemniczy mężczyzna. Wszyscy mówią, że jest dziwny i nieludzki. Właśnie minęła godzina dziewiąta wieczorem spaceruję alejami. Słyszę lekki szum wiatru i stukot obcasów. Żadnych samochodów, spokój. Lampy świecą ale w bramach mrok i ciągnie mnie żeby tam wejść. Wchodzę do jednej z nich i zanurzam się w ciemności. Idę… Wchodzę na jakiś plac, na jakieś podwórko. Zaiskrzyły gwiazdy, a księżyc świeci w pełni. Zaszeleściły liście. Wiatr musnął moją twarz. Ujrzałam w oddali jakby we mgle postać mężczyzny. Przypomniałam sobie co ludzie mówili: „Wysoki, ubrany w czarny płaszcz, a jego skóra się mieni” albo: „ Ten nowy nawet pomocny, wniósł mi zakupy do domu, bo mieszkam na czwartym piętrze, ale trochę się go bałam, ciemna szata”. Nigdy go nie widziałam. Tak to musi być on. Szczupły, dużo wyższy ode mnie; ma długi ,rozpięty, czarny płaszcz. Idzie w moją stronę. Jest coraz bliżej. Ogarnął mnie strach, przerażenie i jednocześnie ciekawość. Powiało chłodem. Gdy przechodził koło Mie zobaczyłam jego twarz, jasna, porcelanowa. Jego oczy- ciemnobrązowe, wpatrzone w moje. Zatrzymał się. Nagle jego usta drgnęły, powiedział do mnie: - Cześć, czy my się znamy? - Cześć, chyba raczej nie. – odpowiedziałam. Myślę, ze ma około dwudziestu lat, bardzo przystojny, pomijając rozkopane oczy. - Jestem Piotr. A Ty? – zapytał. - Mam na imię Mata. - Miło mi Cie poznać. Może przejdziemy się gdzieś? Nie...