Polska - Turcja lat 1616-1619

Na wstępie konieczne jest krótkie przypomnienie rozwoju stosunków polsko-tureckich w latach poprzedzających Cecorę.

Jest faktem nie kwestionowanym, że w drugim dziesiątku lat XVII w. stosunki między obu państwami uległy znacznie zaognieniu i napięciu.

Źródło wzrostu napięcia spowodowane głównie było wyprawami kozackimi na tereny tureckie, bądź w wyprawach magnatów polskich do Mołdawii, wreszcie zaś, jeśli chodzi o lata 1619-1620, w mieszaniu Się Zygmunta III w sprawy powstania czeskiego i interwencję lisowczyków przeciwko Bethlenowi Gaborowi będącemu lennikiem sułtana. Słuszność jednak należy przyznać tym, którzy źródło napięcia i konfliktów widzieli w rozbójniczych wyprawach kozackich. Były one znaczniej dokuczliwe i niszczące dla Turków niż rajdy tatarskie dla Polaków.

Sytuacja wewnętrzna w Polsce w roku 1620

Sytuacja wewnętrzna w Polsce w roku 1620 była wyjątkowo skomplikowana i trudna, co więcej rozwój zaciążył na wielu późniejszych posunięciach polskiej polityki zagranicznej i w rezultacie był jedną z przyczyn podjętej w kilka miesięcy później, tragicznie zakończonej, wyprawy mołdawskiej. Sytuacja polityczna ukształtowana w Rzeczypospolitej na początku 1620r. stanowiła naturalną konsekwencję rozwoju wydarzeń lat poprzednich. Istniejąca od roku 1618 i rosnąca na siłach opozycja, pod koniec 1619r. wyraźnie uaktywniła swą działalność.

Żółkiewski wyruszył w roku 1620 na wyprawę mołdawska pełen optymizmu i wiary w odniesienie sukcesu. Ten stan ducha sędziwego wodza, wyraźnie przebijający zwłaszcza w jego liście do Zadzika dośc mocno odbiega od ocen tych wszystkich, którzy pisząc o wyprawie w parę wieków później, sugerując się jej tragicznym zakończeniem, decyzję Żółkiewskiego określali bądź jako heroiczną, bądź jako desperacką.

Turcja i jej siły zbrojne w 1620r



Turcja pierwszego ćwierćwiecza XVII wieku, mimo pozorów świetności i potęgi, coraz wyraźniej chyliła się ku upadkowi. Pomiędzy poszczególnymi prowincjami tego olbrzymiego państwa obejmującego około 7 mln km2 nie istniała prawie żadna łączność ekonomiczna ( poza bardzo słabo rozwiniętym handlem). Jedność organizmu państwowego utrzymywana była wyłącznie dzięki aparatowi administracyjnemu i siłom zbrojnym. Do postępującego zacofania ekonomicznego poszczególnych prowincji w znacznym stopniu przyczyniały się nadmierne ciężary skarbowe nakładane na ludność oraz nadużycia i zdzierstwa ze strony poszczególnych naczelników prowincji bejler-bejów oraz naczelników powiatowych – sandżak-bejów.

W tych to okolicznościach znacznie wzrosła rola wojska ( a zwłaszcza tej jego części która stanowiła garnizon Konstantynopola). Siły zbrojne będące zasadniczą podpora chwiejącej się władzy sułtana, zaczęły odpowiednio wykorzystywać swoją pozycję. W zamian za udzielone im poparcie, panujący musieli iść na daleko idące ustępstwa polegające na zwiększeniu żołdu oraz obniżeniu wymogów służby i dyscypliny wojskowej. Dochodziło nawet do tego, że rozmieszczeni w stolicy państwa janczarowie pod groźbą odmowy posłuszeństwa, a nawet otwartego buntu dyktowali swa wolę sułtanowi.

Rozpolitykowanie wojska, upadek dyscypliny, handel stopniami oficerskimi i stanowiskami dowódczymi, wreszcie nadużycia gospodarcze – wszystko to wyraźnie odbijało się na wartości i gotowości bojowej armii tureckiej. Rezultatem tego był szereg niepowodzeń wojennych, z których najbardziej dotkliwą była przegrana wojna z Persją.

Na siły zbrojne Turcji składały się trzy podstawowe rodzaje wosjka:

a) Wojska regularne opłacane ze skarbu państwa.

b) Pospolite ruszenie feudałów tureckich zbieranie na wypadek wojny na podstawie obowiązku lennego.

c) Wojska posiłkowe państw zależnych od Turcji.

Bitwa cecorska

Wyrównanie sił pozwoliło Iskender-paszy na bezzwłoczne podjęcie działań zaczepnych przeciwko Żółkiewskiemu.

No i tak wysłany w straży przedniej Kantymir uderzył 17 września na rozsianych wokół obozu polskiego picowników, zagarniając ich około tysiąca, a także spędzając z pola podjazd Odrzywolskiego. Wzięci tego dnia do niewoli jeńcy polscy pozwolili Iskender-paszy na pełne rozpoznanie sił polskich.

W dniu nastepnym podeszły pod pozycję cecorską główne siły turecko-tatarskie, rozkładając się obozem na południowych zboczach Kodry. Jeszcze tego samego dnia doszło do wstępnego boju. Celem który zapewne postawił przed swymi wojskami dowódca turecki, było rozpoznanie pola walki na przedpolu obozu polskiego i stwierdzenie czy nadaje się ono do działań kawalerii. Polacy starali się natomiast zdobyć za wszelką cenę jeńców, dla ustalenia liczebności, składu i zamierzeń przeciwnika, którego główne siły ukryte były w lesie.

Obie strony wyprowadziły część swoich sił na równinę rozciągającą się pomiędzy obozami. Około południa Turcy i Tatarzy pod dowództwem Chozyr-paszy uderzyli na rozmieszczonych na prawych skrzydle lisowczyków.

Oddziały Rogowskiego znalazły się początkowo w trudnym położeniu, posiłkowane jednak przez chorągiew rajtarów Donhoffa oraz kozacką chorągiew Odrzywolskiego przeszły do przeciwuderzenia, zmuszając Tatarów do odwrotu. W tej sytuacji Żółkiewski wprowadził do walki gro swej jazdy i zepchnął przeciwnika, którego jedynie szybka interwencja posiłków dowodzonych przez Sarymsak-Muhammed-paszy uratowała od poważniejszej klęski.

Obawiając się dalszego niekorzystnego rozwoju wydarzeń i nie mając jeszcze na miejscu wszystkich swych sił, Iskender-pasza zarządził przerwanie walki i wycofanie się do obozu, co ułatwione zostało przez zapadający zmierzch. Równocześnie po stronie polskiej lisowczycy zlikwidowali odrębny obóz i przenieśli się wewnątrz ogólnej pozycji obronnej.

Oceniając przebieg pierwszego dnia walki wydaje się, że Iskander-pasza mimo poniesionych strat mógł uważać podstawowe zadanie (tj. rozpoznanie terenu) za wykonane. Polacy natomiast dostali tylko jednego języka, którego zeznań nie oceniono jako zbyt wiarygodne. Nie martwiło to jednak poważniej dowództwa polskiego. Panował ogólny optymizm, umocniony jeszcze przez rozwój wydarzeń w dniu 18 września.

Pierwsze doświadczenia sugerowały, że przeciwnik nie jest zbyt groźny. Wśród wojska panowała dość powszechna wiara w zwycięstwo. Dlatego tez hetman wielki w oparciu o nastroje żołnierzy podjął decyzję stoczenia w dniu następnym walnej bitwy.

Bitwa cecorska 19 września 1620r. stanowiła kulminacyjny punkt wyprawy mołdawskiej hetmana Żółkiewskiego, zaś jej wynik zadecydował zarówno o losach Grazzianiego jak i o położeniu interwencyjnych wojsk polskich.

Dotychczasowe działania obu stron, od 1 września 1620 r., stwarzały jedynie ogólne ramy strategiczne dla rozstrzygnięcia, które (wbrew początkowym nadziejom wodza polskiego) paść miało w bitwie. O świcie 19 września Żółkiewski przeprowadził rekonesans z dowódcami pułków i chorągwi, na którym przedstawił swój plan stoczenia bitwy, wyznaczając zarazem każdemu oddziałowi miejsce w szyku. Plan polskiego przywódcy zasługuje na specjalna uwagę, jako próba znalezienia skutecznej taktyki walki z Tatarami, równocześnie zaś stanowi on w wyprawie mołdawskiej jeden z nielicznych przebłysków dawnego wielkiego talentu wojennego zwycięzcy spod Kłuszyna.

Podstawowe założenia planu zamierzały do wykorzystania przede wszystkim siły ognia wojska polskiego, którym Polacy górowali nad przeciwnikiem, przy zespoleniu tego elementu z siłą przebojową i zdolnością przełamania ciężkiej jazdy polskiej – husarii. Ponadto zaś chodziło o zneutralizowanie ogromnej ruchliwości, manewrowości taktycznej Tatarów zagrażającej oskrzydleniem szyku polskiego. Żółkiewski zamierzał to osiągnąć poprzez sformowanie ruchomej twierdzy, której tyły bronione miały być przez obsadzony piechota wał obozowy, oba boki przez sprzężone tabory wozowe obsadzone piechotą i działami. Środek między obu taborami zajmować miała główna siła uderzeniowa – jazda 5 pułków polskich. Od prawego go lewego skrzydła stanęły pułki Strusia, Koniec polskiego, Żółkiewskiego, Kalinowskiego i Koreckiego.

W pierwszym rzucie pułków znajdować się miały chorągwie husarii, w drugim kozackie i lekkiej jazdy. Prawy tabor dowodzony przez Szemberga broniony był przez 700 piechoty – 400 wybrańców Rybińskiego i Damięckiego oraz 300 piechoty węgierskiej z pułku Zółkiewskiego.

Lewy tabor dowodzony przez Farensbacha obsadzony był przez 500 piechoty niemieckiej oraz rotę piechoty Wiadrowskiego – 200 ludzi i rotę Ujazdowskiego 100 ludzi. Artyleria została prawdopodobnie podzielona równo między oba tabory. Na każdy przypadało po 8 dział i kilkanaście hakownic. Specjalną uwagę zwrócił Żółkiewski na bardzo wrażliwe punkty szyku bojowego – boki i tyły obu taborów. Do osłony ich utworzono specjalne grupy bojowe, których zadaniem było zamknięcie luk między zakończeniem taborów a wałem obozowym i osłoną taborów z tyłu. Prawą grupą dowodził Rogowski mając pod swoim dowództwem poza lisowczykami również Mołdawian i wolontariuszy ukraińskich. Lewa grupa dowodzona przez Chmieleckiego składała się z 1300 ludzi, w tym 400 piechoty.

Tymczasem w obozie przeciwnika doszło do przejściowego kryzysu w dowództwie turecko-tatarskim. Pomiędzy Kantymirem-murzą a rodem Girejów, reprezentowanym na wyprawie przez Kałgę Dewlet-Gireja, istniał głęboki i nie maskowany niczym antagonizm. Obawiając się, by nie wpłynęło to negatywnie na przebieg bitwy, Iskender-pasza starał się odsunąć Dewlet-Gireja od dowodzenia w walce i wyznaczył go na dowódcę odwodu. W rezultacie kałga zagroził, że natychmiast powróci ze swymi ludźmi na Krym. Zmusiło to paszę do mianowania Dewlet-Gireja dowódcą lewego skrzydła. Dowódcą prawego skrzydła został Jussuf-pasza, bejler-bej Rumelii, któremu podporządkowanu również Kantymira z Nogajcami. W centrum, którym dowodził bezpośrednio Iskender-pasza, znalazły się pozostałe oddziały tureckie pod rozkazami Kior-Hussein-paszy, Chozyr-paszy, Sarymsak-Muhammed-paszy, mutesarrifa Asz-Muhammed-paszy.

Centrum niewątpliwie najsłabsze, wzmocnił Iskender-pasza całą nieliczną artylerią w odwodzie pozostała część tatarów Krymskich.

Sama bitwa (której początek przypadł na godziny południowe) rozpada się wyraźnie na 3 fazy:

1. Starcie czołowe obu stron

2. przeskrzydlenie przez tatarów prawego skrzydła polskiego i załamanie się głównej polskiej linii bojowej.

3. zniszczenie prawego taboru polskiego.

Bezpośrednio po wyjściu z obozu oddziały polskie zostały frontalnie zaatakowane przez czołową linie bojową wojsk tureckich dowodzoną przez Kior-Hussein-paszę. Doszło do ciężkiego i krwawego dla obu stron starcia czołowego. Uderzenie husarii polskiej zaczęło powoli spychać czołowy rzut Turków, następnie zaś siły główne centrum grożąc jego przełamaniem. Mimo małej dynamiki działań jazdy polskiej w centrum zaczęła zarysowywać się realna perspektywa sukcesu.

Dowodzenie, które od początku nie było zbyt sprężyste, wymknęło się z rąk zarówno naczelnego wodza Żółkiewskiego jak i dowódcy prawego skrzydła – Koniecpolskiego. Prawoskrzydłowy tabor wysunął się za bardzo do przodu w stosunku do oddziałów lewego skrzydła. Ponadto prawy tabor oraz pułki Strusia i Koniecpolskiego natrafiły na kierunku swojego natarcia na szeroki rów obsadzony przez turecką piechotę. Próba jego obejścia doprowadziła do tego że prawy tabor zamiast prostopadle do przeciwnika stanął doń ukośnie. W rezultacie pomiędzy prawym taborem a obozem powstała luka, z trudem przesłaniana przez lisowczyków, Mołdawian oraz wolontariuszy.

Słaby punkt polskiego ugrupowania bojowego rozpoznali i natychmiast wykorzystali Tatarzy. Dewlet-Girej skoncentrował tu większość swych sił i nie bacząc na silny boczny ogień z taboru, zdecydowanie uderzył na grupę Rogowskiego. Gdy w dodatku część Mołdawian zdradziła i przeszła na stronę wroga, najpierw wolontariusze a później lisowczycy poszli w rozsypkę i rzucili się do ucieczki. Droga na tyły głównej polskiej linii obronnej stanęła przed Tatarami otworem. Przypuszczać należy, że gdyby Żółkiewski posiadał odpowiednio silny odwód i zdecydowanie wprowadził go do walki w momencie, gdy na tyłach prawego skrzydłą powstał wyłom, sytuacja mogłaby zostać w zupełności opanowana. Odwodu takiego jednak nie było, zaś o kierownictwie Żółkiewskiego bitwą nie ma w źródłach polskich żadnej wzmianki.

Załamanie się szyku bojowego i wycofanie się jazdy zadecydowało o losie prawego taboru, który pozostał daleko na przedpolu obozu polskiego, osamotniony i otoczony przez wroga. Wobec dezorganizacji wewnętrznej do której doszło w taborze, wszelkie próby zwrócenia wozów i przebicia się ich w szyku zwartym do obozu nie dały żadnego rezultatu. Oceniając przebieg bitwy 19 września 1620 r. stwierdzić należy, że realizacja słusznego w zasadzie planu walki w praktyce zawiodła. Silne i wymierzone we właściwym miejscu i w czasie uderzenie przeciwnika przełamało w najsłabszym miejscu polską linię bojową, w konsekwencji załamało całe ugrupowanie wojsk Żółkiewskiego, doprowadziło do ciężkich strat i utraty całego prawie taboru. Oddziały polskie utraciły pole walki i wpędzone zostały do własnego obozu.

Bibliografia:

• Kacper Śledziński - Cecora 1620, seria: "Historyczne bitwy", Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2007.

• "Stanisław Żółkiewski" [w:] Szymon Starowolski, Wojownicy sarmaccy, s. 277-281, Wyd. MON, Warszawa 1978. (wyd. I)

• Ryszard Majewski – „Cecora rok 1620” Wyd. MON, Warszawa 1970.