Jadąc na Cmentarz Powązkowski nie spodziewałem sięzobaczyć cokolwiek co by wprawiło mnie w zdumienie, czy olśnienie, cóż może powodem była duża warstwa śniegu, a może po prostu wolęoglądać samochody zamiast używać dwóch godzin na oglądanie smętnych i nudnych grobów. Pełen motywacji wyruszyłem z domu niczym wiatr. Po jakiś czterdziestu minutach, a może godzinie dojechałem do celu. Na ulicy Powązkowskiej obejrzałem się w lewo nie byłem w stanie zobaczyć za dużo tylko szarość mieszająca się z bielą, przeszedłem na drugą stronę ulicy, furtka była otwarta więc nie tracąc czasu wszedłem na teren. Szedłem przez jakiś czas przed siebie obejrzałem się dookoła. Było pełno około dwumetrowych latarni, drzew liściastych, a ścieżki były w całkiem wąskie, no i oczywiście pełno grobów, ale nie były to zwykłe groby jak na przykład te które można zobaczyć w Otwocku, Radości czy każdym innym cmentarzu w tym rejonie. Były one niesamowicie ozdobione, od razu nabrałem szacunku do twórców. przez śnieg pomniki były nie wyraźnie, ale na szczęście miałem ze sobągrube rękawiczki, więc nie sprawiło mi za dużego...