Tadeusz Różewicz jest przedstawicielem poezji współczesnej. Jego twórczość rozpoczęła się tuż przed wojną. W latach 80. był nominowany do nagrody Nobla. Utwory Różewicza są tłumaczone na różne języki. Jego poezja jest mocno zakorzeniona w bezustannie przetwarzanej tradycji romantycznej. Różewicz jest twórcą niezależnym, przekonanym o misji artysty, pojmowanej jako stan wewnętrznego skupienia, wewnętrznego nasłuchu i etycznej wrażliwości. Poezja Różewicza wyraża tragizm osamotnionej jednostki, zagubionej w powojennym świecie zdominowanym przez widmo okrucieństwa, obojętności i cywilizacyjnego uniformizmu. Przewiduje także niewyraźnie zarysowany horyzont przyszłości. Od strony formalnej poezja Różewicza jest kontynuacją tradycji awangardy. W jego dorobku przeważają wiersze wolne i wiersze zdaniowe. Jednym z przykładów jest wiersz pt. „Przyszli żeby zobaczyć poetę”.

Utwór Różewicza to liryka bezpośrednia, o czym świadczą czasowniki i zaimki osobowe wyrażone w pierwszej osobie liczby pojedynczej: nas, odpowiedziałem, usłyszałem. „Ja” liryczne jest poetą, co uzasadnia sytuacja liryczna:

„ Przyszli żeby zobaczyć poetę

i co zobaczyli?

zobaczyli człowieka

siedzącego na krześle

który zakrywał twarz”.

Do domu doświadczonego i budzącego podziw w odbiorcach poety przychodzą młodzi ludzie, którzy złaknieni wiedzy, próbują dowiedzieć się kilku istotnych informacji. Jednak poeta okazuje się być zwykłym człowiekiem, zakrywającym dłońmi twarz. Pytanie retoryczne umieszczone na początku utworu wypowiedziane z lekką nutą ironii może świadczyć o rozczarowaniu, jakiego doznali goście poety. Jednak zaskoczeni młodzieńcy z zapałem zadają mu pytania, na które poeta udziela zdawkowych odpowiedzi:

„ Nad czym pan teraz pracuje

co pan robi”.

W tym wierszu widać udramatyzowanie tekstu. Dostrzegalny jest podział na dialogi, co wpływa bezpośrednio na odbiór utworu. Potwierdza także przewodnią rolę opowiadania jako formy monologu. Oprócz opowiadania widoczne są elementy wyznania. „Ja” liryczne spogląda na młodych i pełnych energii ludzi i ze smutkiem stwierdza, że przyszli za późno i to aż o dwadzieścia lat. Widać tu świadomą ironię „ja” lirycznego, gdyż jego obecnych gości nie było jeszcze wtedy na świecie. Poeta żałuje, że do spotkania z czytelnikami nie doszło za czasów jego młodości. Goście, którzy przyszli w odwiedziny do pisarza, to ludzie młodzi, oczekujący drogowskazów, zachęty do czynu, chcą poznać nowe teksty mistrza. Jednak poeta nie jest skory do rozmowy:

„ Przyglądałem się

czterem twarzom

odbitym w zamglonym lustrze

mojego życia

usłyszałem z bardzo daleka

ich głosy czyste i mocne”.

Poeta wyznaje, że czterej młodzieńcy, którzy z zaciekawieniem wpatrują się w swojego „mistrza”, mają czyste i mocne głosy. Autor zastosował tu metaforę, określającą determinację, zdecydowanie i chęć do działania, a także talent, którymi odznaczają się młodzi ludzie. Mimo tego, że przyszło im rozwijać swoje skrzydła w bylejakości, to sami nie zostali nią jeszcze skażeni. Poeta dostrzega coś w twarzach tych młodych ludzi. Widzi ich zdeterminowanie i przypomina sobie być może wydarzenia z zamglonego lustra swojego życia. Patrząc beznamiętnie w ich twarze, odpowiada zaskakująco: nic nie robię i dodaje: robię NIC. Powtórzenie słowa „nic” wzmacnia wyznanie „ja” lirycznego. Zamiast rad, pouczeń i drogowskazów, poeta pokazuje, że bywa czas, kiedy lepiej robić NIC i z uwagą przyglądać się i oceniać, tych „co wybrali działanie”:

„ Usłyszałem śmiech

kiedy nic nie robię

jestem w środku

widzę wyraźnie tych

co wybrali działanie”.

Młodzieńcy nie dowierzają jego słowom i przyjmują wyznanie poety z dystansem, co potwierdza ich śmiech. Jednak „ja” liryczne brnie dalej w swoim krótkim wywodzie. Przestrzega swoich gości przed bylejakością ludzi czynu, ich byle jakiego działania oraz myślenia:

„ Byle jaki Gustaw

przemienia się

w byle jakiego Konrada

byle jaki felietonista

w byle jakiego moralistę”.

Uwidacznia się w tym fragmencie nawiązanie do literatury romantycznej, a dokładniej „Dziadów” Adama Mickiewicza. „Ja” liryczne podejmuje polemikę z tradycją romantyczną. Krytykuje współczesnych bohaterów ukształtowanych na wzór wielkich postaci z XIX wieku. Przemiana współczesnego Gustawa w Konrada nie zapewni ojczyźnie szczęścia, ponieważ obaj są byle jacy. W ten sam sposób krytykuje także felietonistów. Jego zdaniem każdy podrzędny „pisarz” kreuje się na wielkiego moralistę, wpajając ludziom byle co:

„ Bylejakość ogarnia masy i elity

ale to dopiero początek”.

Ostatnim stwierdzeniem „ja” liryczne potwierdza swoją tezę, że wszystko jest byle jakie. Społeczeństwo zanurzone w bylejakości nie jest w stanie ocalić swojej tożsamości. Poeta ostrzega, że to dopiero początek drogi do samozagłady. Nagromadzenie synonimów słowa bylejakość ma na celu podkreślenie funkcjonowania tego wyrażenia w społeczeństwie, jak również przekazania dosłownej prawdy o faktycznym stanie rzeczy.

Podsumowując, wiersz Tadeusza Różewicza pt. „Przyszli żeby zobaczyć poetę” przedstawia sytuację, w której czterech młodych ludzi przychodzi do poety z długoletnim stażem pisarskim. Pragną dowiedzieć się kilku przydatnych wskazówek względem działania, jednak poeta nie umie udzielić im wyczerpujących odpowiedzi. Stwierdza, że przez pięćdziesiąt lat przygotowywał się do trudnego zadania – nic nie robienia. Na starość przyszło mu oglądać bylejakość społeczeństwa, które prowadzi kraj na krawędź upadku. Wyznania poety dotykają głównie literatury, jednak końcowe wersy wiersza odnoszą się do ogółu zagadnień. „Ja” liryczne przewiduje zagładę bylejakości. Znajdują się jeszcze pojedyncze jednostki zdolne i chętne do działania (czytelnicy, odwiedzający poetę), jednak wcześniejsze pokolenie może jedynie biernie przysłuchiwać się czystym i mocnym głosom, wydobywającym się z otchłani bylejakości.