Zenon był uczniem niezwykle ambitnym i wzorowym. Ze względu na złą sytuację finansową rodziców, zmuszony był zarabiać na własne utrzymanie, udzielając korepetycji innym uczniom. Życie w mieście i zdobyte wykształcenie zmieniły światopogląd młodego Ziembiewicza. Zaczął dostrzegać pewien anachronizm życia rodziców, czując się coraz bardziej obco w domu rodzinnym. Krytycznie również oceniał zachowanie ojca, jego nieumiejętność prowadzenia gospodarstwa oraz liczne romanse z dziewczętami ze wsi, obiecując sobie, że we własnym, dorosłym życiu nie powtórzy tych błędów. Z biegiem lat okazał się jednak człowiekiem o słabym charakterze, który jakby zapomniał o swoim życiowym credo: „żyć uczciwie”.

Z rozwoju akcji stopniowo wyłania się obraz Zenona Ziembiewicza, człowieka o skomplikowanej i niejednoznacznej naturze, który w pewnym momencie przestaje panować nad sytuacją. Jedno jest pewne – Zenon nie był pomimo wszystko złym człowiekiem. Początkowo starał się postępować zgodnie z własnymi zasadami moralnymi. Bardzo często musiał jednak dostosowywać się do niekorzystnego dla niego obrotu spraw, zmuszony do ustępstw, które były niejako konieczne dla osiągnięcia zamierzonego celu. Pierwszym takim ustępstwem było przyjęcie propozycji Czechlińskiego, która umożliwiła Ziembiewiczowi ukończenie studiów w Paryżu.

Kolejne ustępstwo – podjęcie pracy redaktora „Niwy” – motywował koniecznością spłaty zaciągniętej pożyczki i możliwością szybszego zabrania Elżbiety do ich wspólnego mieszkania. Przyjmując stanowisko prezydenta miasta miał nadzieję, że zdoła wprowadzić wiele pozytywnych zmian i w pierwszych miesiącach działalności stopniowo realizował ambitne przedsięwzięcia, mające polepszyć los robotników i najbiedniejszych. Uczciwie starał się także postępować ze związanymi z nim kobietami. Nie oszukiwał Adeli, szczerze wyznając, że jej nie kocha. Justynie nie obiecywał wspólnej przyszłości i jedynie z litości nie potrafił powiedzieć jej, że ich związek był dla niego czymś przelotnym i niezobowiązującym. Odnowienie ich romansu wynikało niejako z poczucia litości i żalu nad samotną po śmierci matki dziewczyną. Dlatego też później nie potrafił zakończyć tego związku, którego podłożem z jego strony było wyłącznie fizyczne pożądanie. Początkowo nie okłamywał także Elżbiety, mówiąc jej o swoim romansie z Bogutówną. Pomagał Justynie finansowo, załatwiał jej kolejne posady i zapewnił jej opiekę lekarską, choć lęk przed kompromitacją i poczucie winy niszczyły go emocjonalnie. Szukając usprawiedliwienia dla swoich czynów, w końcu obarczył żonę winą za komplikującą się coraz bardziej sytuację z Bogutówną.