Wielkanoc, Pascha, Niedziela Wielkanocna, Zmartwychwstanie Pańskie — najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie upamiętniające zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa[1]. Podczas soboru nicejskiego w 325 roku ustalono, że będzie się ją obchodzić w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni Księżyca. Ta skomplikowana zasada jest w istocie przełożeniem na solarny w swej naturze kalendarz juliański konkretnej daty 14 nisan z religijnego kalendarza hebrajskiego, który jest kalendarzem lunarno-solarnym. Data 14 nisan wyznacza w kalendarzu hebrajskim początek święta Paschy, wokół którego działy się wydarzenia zbawcze. Wielkanoc jest więc świętem ruchomym: może wypaść najwcześniej 22 marca, zaś najpóźniej 25 kwietnia.

Obrzędy świąt wielkanocnych zaczynają się już w niedzielę palmową. Niedziela Palmowa rozpoczyna w roku liturgicznym najważniejszy i najbardziej uroczysty czas - Wielki Tydzień. Nazwa „ Niedziela Palmowa” pochodzi od wprowadzonego w XI w. zwyczaju święcenia palm. W Polsce ta niedziela była niegdyś nazywana „ Kwietną” lub „ Wierzbową”, ponieważ wierzba zastępowała w naszym kraju gałązki palmowe. Palmy były święcone w kościele, a następnie obnoszone w uroczystej procesji. Dawniej palmę robiło się z gałęzi wierzby, bukszpanu, barwinek, borówki, cisu, widłaku. Dzisiaj zarówno w miastach jak na wsi można kupić gotowe palmy i te tradycyjne i te nowoczesne z kłosów zbóż uplatane w różne wzory. W niektórych regionach Polski przygotowuje się palmy własnoręcznie np.: na Kurpiach ozdabia się wierzbą, bukszpanem, kwiatami z kolorowej krepiny, a po mszy odbywa się konkurs na najpiękniejszą i najwyższą palmę ( rekord to 27,5m). Palma wielkanocna miała chronić przed chorobami, zwyczaj był taki, że połykało się koćki z bazi aby nie cierpieć na ból głowy czy gardła. Istniał też zwyczaj, że kto pierwszy się obudzi w tym dniu, mógł wysmagać palmą pozostałych domowników. Poświęconą w kościele palmę umieszczano w domu nad drzwiami lub zatknięte za ramę świętego obrazu.

W Wielką Środę młodzież topiła Judasza, którego symbolizowała kukła ze słomy lub szmat. Wnoszono ją na wieże kościoła i zrzucano w dół, a tam tłuczono kijami i topiono. Przy okazji często dochodziło do ekscesów antyżydowskich gdyż podnieceni zabawą ludzie w każdym napotkanym Żydzie widzieli Judasza” . Obecnie pozostałości tego zwyczaju przetrwały w niektórych, południowych częściach Polski. Jeszcze tego samego dnia odprawiana jest w kościele jutrznia, zwana ciemną jutrzenką, gdyż po każdym odśpiewanym psalmie gaszono jedną świece na pamiątkę ciemności, jakie zapadły po śmierci Jezusa.

Wielki Czwartek- to dzień Ostatniej Wieczerzy Pana Jezusa z apostołami. W tym dniu rano w kościołach odprawiana jest msza krzyżma. Liturgię prowadzi biskup, przybywają wszyscy księża z diecezji. Odnawiają oni swoje przyrzeczenie złożone podczas święceń kapłańskich. Wieczorem odprawiana jest tylko jedna msza przez wszystkich kapłanów danej parafii. Kapłan obmywa nogi 12 mężczyzną aby przypomnieć, że swoją miłość do Chrystusa wyraża służąc innym. Dawniej, niektórzy pobożni magnaci i biskupi na znak pokory obmywali nogi wybranym starcom i obdarzali ich różnymi prezentami. W Wielki Czwartek nie wolno było używać dzwonów kościelnych, dlatego zastępowano je kołatkami. Dzieci robiły sobie własne kołatki i biegały po całej okolicy kołacząc.

Wielki Piątek- jest jedynym dniem w roku, w którym nie odprawia się Mszy św. jest to dzień wielkiej żałoby. Na pamiątkę męki i śmierci Jezusa Chrystusa. W tym dniu katolicy odwiedzają w kościele symboliczny grób Chrystusa przy którym modlą się i rozważają śmierć Jezusa. Udokumentowany zwyczaj budowania grobu w Polsce pochodzi z XIII wieku. Początkowo w grobie składano krzyż przykryty czerwonym ornatem, w latach późniejszych figurkę Jezusa. Cały grób był pięknie przybrany kwiatami i symbolami narodowymi. Do legendy przeszły groby wielkanocne przygotowane podczas okupacji niemieckiej w warszawskim kościele św. Anny. W okresie PRL w kościele św. Brygidy w Gdańsku grób też był przybrany symbolami ucisku ówczesnych władz oraz podporządkowania się władzy radzieckiej. Tradycyjnie przy grobie pełniła straż miejska, żołnierze i harcerze. Wieczorem w kościele jest droga krzyżowa. W niektórych regionach od XVII mieszkańcy lub mnisi odtwarzają drogę krzyżową np.: w Górze Kalwarii pod Warszawą, Kalwarii Pacławskiej w Przemyślu. Inscenizacje te podobnie jak kiedyś gromadzą tłumy wiernych. Wielki Piątek jest dniem bardzo intensywnych przygotowań domowych. Gospodynie przygotowują ostatnie potrawy na wielkanocny stół, przede wszystkim kraszą jajka na święcone i pieką ciasta.

W tradycji dawnej był zwyczaj, że z wieczora lub w Wielką Sobotę, bawiono się w tzw. pogrzeb żuru – zupy stanowiącej symbol postu. Młodzi chłopcy robili różne psoty. Na przykład namawiali jakiegoś naiwnego rówieśnika o potrzymanie garnka z żurem lub pomyjami, a następnie rozbijali go tak, aby oblać trzymającego” . Zwyczaj ten nie przetrwał do dziś.

Wielkanoc-to najradośniejsze święto w całym roku liturgicznym. Od XVIII wieku msze rezurekcyjne odprawiano nie o północy, lecz o świcie w Niedzielę. Poranną mszę rezurekcyjną, zapowiadała uroczyste bicie dzwonów, głoszące, że Chrystus zmartwychwstał. Na Podhalu wierzono, że dzwony bijące tak mocno obudzą śpiących w Tatrach rycerzy, by szli walczyć o wolność Polski.

Po porannej mszy odbywało się uroczyste śniadanie. Najpierw rodzina składała sobie życzenia, dzieląc się ,, święconym” jajkiem następnie zasiadali do pięknie zastawionego stołu. Na świątecznym stole był żurek z kiełbasą, różnego rodzaju wędliny, pasztety, jaj, pisanki, baby, mazurki i czego dusza zapragnie. W tym dniu staramy gościć nie tylko rodzinę najbliższą ale i dalszą , aby młode pokolenia poznawało siłę więzi rodzinnych.

Dawniej w wielu regionach rozpowszechniony był zwyczaj chodzenia z kurkiem. Niegdyś kurkiem był żywy kogut, nakarmiony ziarnem umoczonym w spirytusie-dzięki czemu był spokojny, ale głośno piał. Z czasem zastąpiono go ptakiem wypchanym, ulepionym z gliny, upieczonym z ciasta albo wyciętym z deski i umocowanym na przyozdobionym i pomalowanym na czerwono wózku . Chodzenie z kurkiem miało zapewnić odwiedzanym rodzinom zdrowie i pomyślność. W zamian otrzymywali słodkie ciastka i cukierki

Zabawa,, na wybitki’ zwana inaczej wybitką lub walatką przetrwała do dnia dzisiejszego. Polegała na toczeniu po stole pisanek lub kraszanek albo stukania o siebie. Stłuczone stawały się własnością posiadacza nienaruszonej pisanki. W niektórych regionach Polski ( Śląska, Pomorza) dorośli chowali w ogrodzie, w domu lub obejściu koszyczki z kolorowymi jajkami i pisankami. Polskie pisanki, kraszanki, rymowanki czy oklejanki są niepowtarzalne, każdy region kraju ma swój wzór. Ich zdobieniem zajmowały się kobiety, mężczyźni nie mieli wstępu nawet do izby.

Z drugim dniem Wielkanocy związany jest także obyczaj zwany śmingusem-dyngusem lub lanym poniedziałkiem, a jaszcze inaczej bardziej żartobliwie ,, dniem św. Lejka’’. Do XV wieku (potwierdzają to dokumenty z synodu diecezji Poznańskiej z 1420 roku) , śmingus i dyngus były dwoma odrębnymi zwyczajami. Dyngus oznaczał wymuszanie datków w postaci jajek, pod groźbą kąpieli. Śmingus to uderzanie, smaganie rózgą, gałązką lub palmą. Z czasem te dwa odrębne zwyczaje zostały połączone w jeden, śmingus- dyngus. W ten dzień, kto się wcześnie zbudził ten oblewał członków rodziny wodą. Na wsiach wśród pisków, krzyków, szamotaniny i śmiechów najchętniej urządzano dyngus ładnym i lubianym pannom. Ta z dziewcząt, której nie oblano, czuła się obrażona. Dyngus w dzisiejszych czasach jest też miłą zabawą ,ale czasami przeradza się w chuligaństwo np.; oblewanie ludzi kubłami wody w tramwajach lub w samochodach.

Zwyczajem zachowanym od ponad trzystu lat w Piekarach Wielkich koło Raciborza jest procesja stu koni, w której bierze udział również ksiądz. Po uroczystej mszy w intencji dobrych urodzajów orszak objeżdża pola, które kapłan poświęca , a potem wśród okrzyków i śmiechów galopem wjeżdżają do wsi.

Dziady śmigusowe - słomiane maszkary pojawiają się o świcie we wsi Dobra koło Limanowej. Proszą o datki, oblewają wodą. Jak głosi legenda byli to jeńcy wypuszczeni z niewoli tatarskiej. Mieszkańcy ich nakarmili i udzielili pomocy. Od tamtej pory osada nazywa się Dobra.

Pochodzenie niektórych symboli wielkanocnych.

Pisanka

Pisanki to ogólna, zwyczajowa nazwa jaja (zwykle kurzego, ale także gęsiego czy kaczego) zdobionego różnymi technikami.Zwyczaj malowania jaj narodził się w Persji, co może potwierdzać jedną z teorii pochodzenia Słowian. Jeśli natomiast chodzi o ziemie polskie – najstarsze pisanki, pochodzące z końca X wieku, odnaleziono podczas wykopalisk archeologicznych na opolskiej wyspie Ostrówek, gdzie odkryto pozostałości grodu słowiańskiego. Wzór rysowano na nich roztopionym woskiem, a następnie wkładano je do barwnika – łupin cebuli lub ochry, które nadawały im brunatnoczerwoną barwę. W procesie chrystianizacji pisankę włączono do elementów symboliki wielkanocnej. Obecnie pisanki powszechnie wykonuje się przed Wielkanocą, a także na coraz rzadziej obchodzone Jare Święto. Nie może ich zabraknąć wśród świątecznych pokarmów. Mają symbolizować rodzącą się do życia przyrodę, a jednocześnie nadzieję, jaką czerpią chrześcijanie z wiary w zmartwychwstanie Chrystusa.

W zależności od techniki zdobienia, świąteczne jajka mają różne nazwy:

• Kraszanki (zwane też malowankami lub byczkami) powstają przez gotowanie jajka w wywarze barwnym, dawniej uzyskiwanym wyłącznie ze składników naturalnych. Używano roślin, które pozwalały na uzyskanie różnych kolorów:

brązowy (rudy): łupiny cebuli

czarny: kora dębu, olchy lub łupiny orzecha włoskiego

żółtozłocisty: kora młodej jabłoni lub kwiat nagietka

fioletowy: płatki kwiatu ciemnej malwy

zielony: pędy młodego żyta lub listki barwinka

różowy: sok z buraka

• Pisanki mają różnobarwne desenie. Powstają przez rysowanie (dawniej: pisanie) na skorupce gorącym roztopionym woskiem, a następnie zanurzenie jajka w barwniku. Jako narzędzi do pisania używano szpilek, igieł, kozików, szydeł, słomek i drewienek.

• Oklejanki (naklejanki) są przyozdobione sitowiem, płatkami bzu, skrawkami kolorowego, błyszczącego papieru, tkaniny itp.

• Nalepianki – popularne zwłaszcza w dawnym województwie krakowskiem i w okolicach Łowicza. Powstaje przez ozdabianie skorupki jajka różnobarwnymi wycinankami z papieru

• Znane są jeszcze rysowanki, skrobanki i drapanki.

Najstarsze pisanki pochodzą z terenów sumeryjskiej Mezopotamii. Zwyczaj malowania jajek znany był w czasach cesarstwa rzymskiego. Najstarsze polskie pisanki pochodzą z X wieku, ale prawdopodobnie zdobienie jaj znane było Słowianom wcześniej.

Dawniej zdobieniem jaj zajmowały się wyłącznie kobiety, mężczyźnie wówczas nie wolno było wchodzić do izby. Jeśliby się tak zdarzyło, odczyniano urok, który intruz mógł rzucić na pisanki.

Początkowo Kościół zabraniał jedzenia jajek w czasie Wielkanocy. Zakaz został cofnięty w XII wieku, konieczne jednak było odmówienie przed posiłkiem specjalnej modlitwy. Wynikało to z dążenia do rozdzielenia tradycji Kościoła od obrzędowości pogańskiego święta związanego z kultem zmarłych, w których jajko – początek nowego życia – odgrywało ważną rolę.

Z tradycyjnych rosyjskich pisanek wywodzą się słynne jajka wielkanocne wykonywane w końcu XIX w.przez petersburskiego jubilera Petera Carla Fabergé. Jajka wykonywane z kamieni półszlachetnych, łączonymi z metalami szlachetnymi, zdobione technikami jubilerskimi były wykonywane początkowo wyłącznie dla rodziny cesarskiej. Później wykonywano je również dla innych dostojników, a także powstawały imitacje, wykonywane przez inne firmy.

Innymi znanymi dziełami sztuki rosyjskiej wywodzącymi się z ludowych pisanek, są jajka, lub częściej ich drewniane imitacje, pokryte czarną laką i zdobione miniaturowym malarstwem temperowym. Tak zdobione jajka wykonywano początkowo w Paliechu, miejscowości o starych tradycjach pisania ikon, obecnie wzorują się na nich twórcy ludowi i profesjonalni artyści z różnych regionów.

Obecnie uroczyste śniadanie w niedzielę wielkanocną poprzedza dzielenie się poświęconym jajkiem. Podobnie jak bożonarodzeniowy zwyczaj łamania się opłatkiem, jest wyrazem przyjaźni.

Jedyne na świecie muzeum poświęcone wyłącznie pisankom istnieje w Kołomyi. W 2004 w Muzeum Ronictwa w Ciechanowcu otwarto stałą ekspozycję ponad 1000 pisanek pochodzących z prywatnej donacji.

Śmigus-dyngus

(znany też jako lany poniedziałek, polewany lub oblewany oraz błędnie śmingus-dyngus) – zwyczaj, pierwotnie słowiański, a wtórnie związany z Poniedziałkiem Wielkanocnym.

Śmigus polegał na symbolicznym biciu witkami wierzby lub palmami po nogach i wzajemnym oblewaniu się wodą, co symbolizowało wiosenne oczyszczenie z brudu i chorób, a w późniejszym czasie także i z grzechu. Na śmigus nałożył się zwyczaj dyngusowania, dający możliwość wykupienia się pisankami od podwójnego lania. Nie wiadomo, kiedy te dwa obyczaje się zetknęły.

Dyngus po słowiańsku nazywał się włóczebny. Wywodzi się go od wiosennego zwyczaju składania wzajemnych wizyt u znajomych i rodziny połączonych ze zwyczajowym poczęstunkiem (Gość w dom, Bóg w dom) a także i podarunkiem, zaopatrzeniem w żywność na drogę. Wizytom towarzyszyły śpiewy o charakterze ludowym i religijnym. Dyngus dla uboższych, nie mających bogatych znajomych, stał się sposobem na wzbogacenie jadłospisu i okazją pokosztowania niecodziennych dań (jeśli zawędrowali np. do dworu). Włóczebnicy mieli przynosić szczęście, a jeśli nie zostali należycie za tę usługę wynagrodzeni smakołykami i jajkami, robili gospodarzom różne nieprzyjemne psikusy (co dla skąpych gospodarzy było pierwszym dowodem pecha).

Słowo dyngus wywodzone jest od niemieckiego słowa dingen co oznacza „wykupywać się”. Należy jednak pamiętać że zwyczaj zbierania datków przy okazji wizyt występuje nie tylko w czasie Wielkanocy. Praktykuje się go także w okresie Trzech Króli, na Śląsku Opolskim podczas chodzenia z niedźwiedziem i nigdzie tam, a należałoby się tego spodziewać, w nazwie nie występuje słowo dyngus.

Do XV wieku dyngus i śmigus były dwoma odrębnymi zwyczajami. Z czasem tak się zlały ze sobą w jeden, że przestano rozróżniać który na czym polega. Wyrazem tego było pojawienie się w Słowniku poprawnej polszczyzny Stanisława Szobera zbitki śmigus-dyngus. Taka interpretacja nie jest jedyną, bowiem w pamiętnikach księdza Jędrzeja Kitowicza, pochodzących z epoki saskiej przeczytać można, że: Lud wiejski, dosyć wiernie trzymający się obyczaju starego, pocieszny wyprawia dyngus alias śmigus, a mianowicie koło studzien. Parobcy od rana gromadzą się, czatując na dziewki, idące czerpać wodę i tam, porwawszy między siebie jedną, leją na nią wodę wiadrami, albo zanurzają ją w stawie, a niekiedy w przerębli, jeżeli lód jeszcze trzyma. W miastach oblewanie się wodą nie jest powszechnie przyjętym. Tak więc Kitowicz nie widzi specjalnej różnicy między dyngusem a śmigusem, a co więcej, zwraca uwagę, że zwyczaj ten w tradycyjnej postaci pozostał już tylko na wsi. Do marginalizacji śmigusa w miastach prawdopodobnie przyczyniło się duże zróżnicowanie społeczne (oblany szlachcic lub obcokrajowiec mógł nie docenić dobroczynnego działania wody) oraz obecność straży miejskiej pilnującej porządku.

Pierwsze udokumentowane wzmianki o zwyczajach śmigusowo-dyngusowych w Polsce pochodzą z XV wieku, z ustaw synodu diecezji poznańskich, przestrzegających przed praktykami, mającymi niechybnie grzeszny podtekst: Zabraniajcie, aby w drugie i trzecie święto wielkanocne mężczyźni kobiet a kobiety mężczyzn nie ważyli się napastować o jaja i inne podarunki, co pospolicie się nazywa dyngować [..], ani do wody ciągnąć, bo swawole i dręczenia takie nie odbywają się bez grzechu śmiertelnego i obrazy imienia Boskiego.

Benedykt Chmielowski w swej encyklopedii Nowe Ateny cytuje za Bertholdem Carolo, że śmigus na ziemi polskiej praktykowany był już ok. 750 r. n.e., a więc grubo wcześniej zanim Polska oficjalnie przyjęła chrześcijaństwo. Jak wynika z opisów Władysław Jagiełło po kąpieli w beczce okładał swoje ciało wierzbowymi rózgami. Kilka wieków wcześniej wobec braku beczek taki pogański zwyczaj (Kościół uważał kąpiel za wstęp do grzechu) mógł być praktykowany zbiorowo w rzece. Potwierdzeniem tej pierwotności może być też fakt, że polewanie wodą zasadniczo nie było znane na Pomorzu (do 1920 r.), gdzie pierwotnie żyli Bałtowie i Prusowie. Kościół nie mogąc zwalczyć śmigusa, przekształcił go i przyswoił do swojego kalendarza świąt. W zwyczaju bicia rózgami można doszukiwać się analogii z rzymskim świętem zwanym Luperkalia. Podobieństwo to musi mieć charakter bardzo pierwotny, chociaż nie można wykluczyć, że zwyczaj ten przywędrował do nas w początkach państwa polskiego wraz z kapłanami lub mnichami pochodzącymi z Włoch. Czynność oblewania zdecydowanie była ważniejsza dla młodych dziewcząt, bowiem ta panna, której nie oblano bądź nie wychłostano, czuła się obrażona i zaniepokojona, gdyż oznaczało to brak zainteresowania ze strony miejscowych kawalerów i perspektywę staropanieństwa. Pierwotnie dziewczęta miały prawo do rewanżu dopiero następnego dnia, we wtorek (który kiedyś był dniem świątecznym podobnie jak poniedziałek).

Dziś śmigus-dyngus jest zabawą o charakterze czysto ludycznym. Jego pierwotnego znaczenia możemy się jedynie domyślać, zwłaszcza że w wielu regionach uległ znacznym modyfikacjom i uzyskał lokalną interpretację. W cieszyńskiem, bicie witkami interpretuje się jako „suszenie” konieczne po wcześniejszym oblaniu wodą. Dość powszechnie sądziło się, że oblewanie się wodą miało zapobiegać chorobom i sprzyjać płodności dlatego oblewaniu podlegają przede wszystkim panny na wydaniu. Już sama wieloznaczność symbolu wody pozwala na wiele interpretacji. Wydaje się, że można przyjąć, iż zwyczaj oblewania wodą ma korzenie w pogańskich tradycjach i jest znakiem radości związanej z odejściem zimy. Lany poniedziałek niegdyś miał bogatszą obrzędowość. Świadczą o tym gdzieniegdzie zachowane tradycje związane z urodzajem. Gospodarze o świcie wychodzili na pola i kropili je wodą święconą. Żegnali się przy tym znakiem krzyża i wbijali w grunt krzyżyki wykonane z palm poświęconych w Niedzielę Palmową. Miało to zapewniać urodzaj i uchronić plony przed gradobiciem. W tym samym celu objeżdżano pola w procesji konnej. Zwyczaje te do dzisiaj spotyka się zwłaszcza na południu Polski. Polscy emigranci zwyczaje wielkanocne szeroko rozprzestrzenili w miejscach swego osiedlenia w USA.

Ogień

W życiu codziennym pełni rozmaite funkcje: jest źródłem światła; ogrzewa; towarzyszy śpiewom, tańcom i zabawom; odstrasza dzikie zwierzęta; służy do przyrządzania potraw; oczyszcza i spala to, co niepotrzebne; nieraz leczy, a nieokiełznany – niszczy i obraca w popiół. Chrześcijaństwo początkowo nieufne wobec ognia (ze względu na pogański zwyczaj, polegający na zapalaniu dużej ilości świateł w czasie pogrzebu w celu odpędzenia demonów), z czasem zaczęło przejmować go jako znak Chrystusa – Światłości rozpraszającej mrok. Tam gdzie światło, tam znika paraliżujący nas lęk. Blask światła wzbudza w nas radość, wskazuje kierunek; sprawia, że rozpoznajemy właściwą drogę i nie zbaczamy z niej. Komuż z nas uśmiecha się błąkanie w ciemnościach? Co czulibyśmy, zamknięci przez kilka dni w zupełnie ciemnym pomieszczeniu? Czy nasze życie jest w ogóle możliwe bez związku ze światłem?

Paschał

Ileż dobrodziejstw przynosi nam praca pszczelego roju: miód, propolis i wosk. Aż trudno sobie wyobrazić ile tysięcy, a może nawet milionów lotów musiały wykonać pszczoły, aby powstała taka gruba świeca. Kiedy zapalamy świecę, rodzi się w nas wrażenie, jakby cały trud pszczelej pasieki obracał się w nicość. Świeca kurczy się, topi się, by użyczyć swego istnienia wystrzeliwującemu w górę płomieniowi. Płomień pali i nie pozwala się bezboleśnie dotknąć. Jednak z drugiej strony emanuje zeń przyjazne dla nas ciepło. Jego wyrazistość koncentruje na sobie naszą uwagę. Przed nim pierzchają wszelkie ciemności. On sam jeden jest głównym „bohaterem” w polu naszego widzenia. W Chrystusie „gorejącym ognisku miłości”, płonie pragnienie, które nie zna końca. Jest to pragnienie uszczęśliwienia człowieka i wydobycia go z mroków grzechu. Kiedy patrzymy na świecę paschalną widzimy symboliczne ucieleśnienie tego pragnienia. Więcej – Jego Męka, Śmierć i Zmartwychwstanie stanowią najwyższą formę urzeczywistnienia Jego nieskończonej miłości. Miłości, która ogrzewa i obejmuje wszystkich.

Woda

Czy przypatrywaliśmy się kiedyś z uwagą wytryskującemu, cichemu źródłu? Czy wsłuchiwaliśmy się w nurt górskiego strumienia? Czy nie poraził nas huk odmętów wodospadu? Ten żywioł w przeciwieństwie do ognia wypełnia i kształtuje nasze ciało. Jest tak ściśle z nami związany, że bez niego umieramy. Pragniemy wody! Czy to nie dziwne? Człowiek może obejść się bez wielu rzeczy, lecz pragnienie napoju jest w nim tak nieodzowne, iż konstytuuje pewne fundamentalne „otwarcie”. Kto kiedykolwiek poczuł dłuższą „suchość” w gardle, ten wie, jaką wartość ma wówczas odrobina wody. Jakże wydatnie poprawia się nasze samopoczucie, gdy dzięki kąpieli stajemy się czyści! Jakąż ulgę przeżywa kuracjusz, kiedy po paru tygodniach picia wód mineralnych, czuje się lepiej? Dlatego wiele kultur postrzegało wodę jako symbol szczególnych energii witalnych. W tradycji judeochrześcijańskiej woda stała się znakiem życia nadprzyrodzonego, przeobrażającego sam duchowy rdzeń człowieczeństwa. Wodą Ducha jest łaska – dar darmo dany przez Chrystusa. Łaska Chrystusa przypomina studnię bez dna. Wszyscy mogą z niej czerpać. Od momentu chrztu łaska wkroczyła w nasze życie. Ona nas formuje, odnawia, krzepi i uzdalnia do wydawania duchowych owoców. Zaspokaja nasze pragnienie. Bez niej marniejemy.

Chleb

Jak stosunkowo łatwo przychodzi nam w dzisiejszych czasach rozpalić ognisko, jak lekko zaczerpnąć wody. (Wystarczy odkręcić kran w kuchni). Z chlebem jest jednak inaczej. Chleb musimy „współtworzyć” i poświęcić dla niego sporą część naszej istoty. Nie spada on z nieba jak deszcz czy słup ognia. Ile trudu i znoju trzeba włożyć, aby skosztować chleba! Istnieje jakiś tajemniczy związek pomiędzy pracą a chlebem. Przyzwyczailiśmy się do chleba z mąki, ale przecież dla wielu ludów chleb to ryż; dla innych kukurydza, czy trzcina cukrowa. Wszyscy oni muszą długo nań pracować i czekać, aż ziemia wyda owoc. Chleb powstaje z połączenia darów ziemi, stworzonych przez Boga i twórczego wysiłku człowieka. Chleb nas jednoczy, bo wszyscy go potrzebujemy. Jezus utożsamia się z chlebem, gdyż w nim tkwi duża cząstka naszego człowieczeństwa – tak wiele musimy dać, nieraz wiele wycierpieć, aby zjeść chleba. Chrystus to Chleb żywy – daje siebie do spożycia za darmo. Pragnie tylko, abyśmy o Niego zabiegali, abyśmy Go sobie cenili.

Baranek

Łagodność i niewinność, to pierwsze słowa jakie cisną nam się na usta, kiedy myślimy o baranku. Jednak pomimo jego potulności, nigdy nie był on obnoszony i czczony z taką nabożnością jak święty byk Apis w Egipcie, czy mityczny jednorożec. Jego przeznaczeniem było stawać się ofiarą. Według Izraelitów czystość baranka składanego w ofierze, miała przebłagać Boga za grzechy. „Nie rób ze mnie kozła ofiarnego!” – tak mówimy, gdy ktoś usiłuje obarczyć nas winą, za coś czego nie uczyniliśmy. Co więcej, potrafimy się znaleźć wymówkę nawet wtedy, gdy rzeczywiście jesteśmy winni. To nam wychodzi bardzo dobrze. Baranek nie potrafi się obronić, nie jest w stanie uciec, a przy tym zachowuje swoją nieskazitelność. Robią z nim co chcą, pędzą go, gdzie się im podoba, a on posłuszny w swej „naiwności” idzie, nie wiedzieć czasem dokąd. Baranek bez skazy – Chrystus – przyjął nasze zrzucanie winy na innych. Ten balast przygniatał nas niemiłosiernie. A On wziąwszy go na siebie, milczał. Pozwolił stać się widowiskiem i dał się rozszarpać „dzikim zwierzom”. Jednak wbrew temu, co narzuca się naszym oczom, nie był on ofiarą losu. Stał się ofiarą miłości.

Sól

Używanie przypraw do przyrządzania posiłków pokazuje nam, że cel jedzenia nie tkwi jedynie w napełnianiu żołądka. Spożywanie pokarmów jest osobliwą sztuką, w której również smak odgrywa niebłahą rolę. Jako istoty cielesno-duchowe pragniemy kosztować, delektować się smakiem przeróżnych dań, wychodzić ponad kojące zaspokojenie głodu. Staje się to możliwe właśnie dzięki zastosowaniu m. in. soli. Według starożytnych przekazów asyryjskich to bogowie pouczyli ludzkość o dobroczynnych właściwościach soli. Sól, jako nosicielka przedziwnej siły witalnej, użyta we właściwych proporcjach, zachowuje i przedłuża życie, chroni przed zepsuciem, obdarza potrawy odpowiednim smakiem. Św. Hieronim nazywa Chrystusa „niebieską solą”, która swoją ożywczą mocą przenika niebo i ziemię i czyni nasze życie smaczną potrawą. W życiu nie chodzi bynajmniej o to, aby w miarę spokojnie przepędzić swoje dni na tej ziemi. Zapraszając Jezusa do swego życia, nadajemy naszym staraniom nowe znaczenie, stawiamy w nich na jakość, nabieramy świeżości, odradzamy się. Przyjęcie Zmartwychwstałego oznacza porzucenie dawnego człowieka, podlegającego zepsuciu (Ef 4, 22b), gdyż On przyobleka nas w szatę nowego człowieczeństwa, które wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu Boga (Kol 3,10).

Olej

Czyż nie wprawia nas w zachwyt wirtuozerski popis skrzypka, interpretującego dla nas dzieła wybitnych twórców muzyki? Czy nie budzi w nas podziwu doskonała gra aktorska, angażująca cały potencjał ludzki i oddziałująca na nas swą siłą przekonywania? Czy nie pociąga nas bezinteresowna służba lekarza, matki, ojca, kapłana czy siostry zakonnej? Widząc osobę, która z oddaniem angażuje się na rzecz innych lub z przejęciem wykonuje swoją pracę, przychodzi nam nieraz taka myśl do głowy: „Ten człowiek jest pełen pasji. On ma „coś” w sobie. Pracuje i postępuje z takim namaszczeniem”. Nic dziwnego, iż przykład takich ludzi nam imponuje. Bo właśnie wielkość pasji i wewnętrznego namaszczenia (poczucia jakiegoś odczytanego w sercu posłania) decyduje o tym, czy będziemy się posuwali naprzód w naszym życiu lub ugrząźniemy w tzw. „świętym spokoju”. Człowiek ospały, oplątany sidłami marazmu i obojętności, nigdy nie będzie w stanie dokonać czegoś ważnego w swoim życiu. Namaszczenie jest znakiem szczególnego wybrania i podkreślenia wyjątkowej godności. Zapach nasyconej wonnościami oliwy, w Kościele określanej zwykle jako krzyżmo, naznacza wierzącego niezatartym piętnem powołania. Duch Zmartwychwstałego tchnie w ochrzczonego pełną mocy pasję niesienia światu nadziei i bycia świadkiem Bożej obecności wśród stworzenia. W ten sposób Bóg wyraża zarówno swoje upodobanie w człowieku jak i nakłada nań ogromną odpowiedzialność. Odpowiedzialność zakłada czyn. Czyn rodzi się z pasji.