Zastanawiając się nad istnieniem prawa w moim życiu zadałem sobie pytanie, czym tak naprawdę jest to prawo i jaka jest jego definicja. Jednak dość szybko doszedłem do wniosku, że nie istnieją twarde ramy określające jednoznacznie termin prawa, a to dlatego, że system norm prawnych jest zbiorem abstrakcyjnych i jednoznacznych dyrektyw postępowania powstałych

w uporządkowanym organizmie społecznym (strukturze).

Ze względu na wieloznaczność pojmowania, w tym różnice światopoglądowe osób wydających

o nim opinie, jest pojęciem wyjątkowo trudnym do zdefiniowania. Dlatego wszelkie jego definicje są przedmiotem sporów. Niemniej jednak czy tego chcemy czy też nie towarzyszy nam ono przez całe nasze życie.

Już od najmłodszych lat mamy do czynienia z prawem nie do końca zdając sobie sprawę

z jego egzystencji wplecionej w nasze pierwsze poczynania. Ja na przykład do dziś pamiętam swój pierwszy klaps, który otrzymałem w wieku 4 lat od rodzica za bazgranie (nie po raz pierwszy zresztą) ścian kredką woskową. Będąc świadom zakazu uwieczniania swoich dzieł na nowo położonej farbie złamałem go, czyli złamałem prawo ustanowione przez rodziców, za co poniosłem odpowiednią w ich ocenie karę, która bardzo skutecznie uzmysłowiła mi, że nie powinienem tego więcej robić. Oceniając to zdarzenie z dzisiejszej perspektywy można stwierdzić, że przed otrzymaniem klapsa nie byłem świadomy konsekwencji łamania zasad, tak samo zresztą jak rodzić, który go wymierzył będąc w stanie wzburzenia emocjonalnego nie był świadom tego, że łamie moje prawa dziecka w zakresie zakazu stosowania kar cielesnych ustanowione w „Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym” ustanowionym w 1964 r. (w latach mojej młodości nie obowiązywała jeszcze „Konwencja o prawach dziecka”).

Dzisiaj analizując to zdarzenie nasuwa mi się na myśl rzymska zasada prawnicza, która w oryginale brzmi „Dura lex, sed lex”, co w tłumaczeniu oznacza „Twarde prawo, ale prawo”. Oczywiście moja skromna z życia wzięta historyjka znacznie spłyca tą wiekową sentencję stosowaną przez wybitne umysły Cesarstwa Rzymskiego.

W następnych latach mojego dorastania, a dokładnie w wieku 7 lat po raz pierwszy w życiu odczytano mi moje prawa – oczywiście nie popadłem w tak młodym wieku w konflikt z prawem, chodzi mi o „prawa ucznia”. Niestety do dziś niewiele pamiętam z tych praw, choć czytając prawa

i obowiązki ucznia określone w ustawie z dnia 7 września 1991 r. o systemie oświaty

(Dz. U. z 2004 r. Nr 256, poz. 2572, z późn. zm.) jestem przekonany, że z praw tych z pewnością korzystałem, bo przecież szkoła zapewniła mi warunki niezbędne do mojego rozwoju oraz

w pewnym stopniu przygotowała do wypełniania obowiązków rodzinnych i obywatelskich w oparciu o zasady solidarności, demokracji, tolerancji, sprawiedliwości i wolności.

Po ukończeniu szkoły średniej próbowałem dostać się do służby w policji w charakterze funkcjonariusza, jednak moje wysiłki spełzły na niczym, tak więc poszedłem do pierwszej lepszej pracy, może bardzie pierwszej niż lepszej, gdyż zostałem sprzedawcą używanych części samochodowych w komisie. Jednak to mało istotne, ważne natomiast jest to, że miałem sposobność po raz kolejny w życiu zetknąć się z kolejną gałęzią prawa, a dokładniej rzecz ujmując

z prawem pracy. Zgodnie z przepisami określonymi w kodeksie pracy podpisałem swoją pierwszą umowę, korzystałem z uprawnień przysługujących mi z tytułu stosunku pracy zawartego pomiędzy moją osobą, a pracodawcą, tzn. otrzymywałem pensję, oraz miałem prawo do dni wolnych.

Po raz pierwszy też w życiu odczułem gorzki smak rozczarowania mający związek z łamaniem należnych mi praw przez mojego pracodawcę, który niejednokrotnie wykorzystywał mój młody wiek i zapał do realizacji zadań nie wchodzących w zakres moich obowiązków. Niejednokrotnie polecał mi pozostawać po godzinach nie oddając w zamian należnego wolnego, ani też nie rekompensując tego dodatkowym wynagrodzeniem. Tak więc moje prawa były łamane, a ja po części na to pozwałem, dzisiaj zdecydowanie walczyłbym o swoje, bo obecnie posiadam większą świadomość przysługujących mi praw. Starożytni Rzymianie zapewne o powyższej sytuacji wypowiedzieliby się następująco „Ignorantia iuris nocet” (łac. nieznajomość prawa szkodzi).

W roku 1996 nastąpił prawdziwy przełom w moim życiu w zakresie poznawania kolejnych dziedzin prawa, a to dlatego, że zostałem powołany do zasadniczej służby wojskowej w Siłach Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, a co za tym idzie zacząłem doświadczać prawa wojskowego. Początki nie były łatwe, ze wszystkich stron byłem bombardowany nowymi nieznanymi dotychczas w strefie cywilnej przepisami, zasadami, regulaminami i obowiązkami wynikającymi z przepisów stricte wojskowych.

Jednym z donioślejszych wydarzeń w życiu każdego żołnierza, w tym i moim jest złożenie przysięgi wojskowej, która jest aktem ślubowania wyrażającym cele i zadania postawione przez naród polski, a jednym z tych zadań jest stać na straży Konstytucji, czyli najważniejszego aktu prawnego - ustawy zasadniczej, która ma najwyższą moc prawną w Państwie Polskim.

Wielka odpowiedzialność złożona na barki młodego żołnierza, odpowiedzialność za przestrzeganie prawa obowiązująca praktycznie do końca naszego życia.

Po zakończeniu pełnienia zasadniczej służby wojskowej złożyłem wniosek o przyjęcie mnie do nadterminowej służby wojskowej, a następnie wniosek o powołanie do zawodowej służby wojskowej. Z chwilą pozostania żołnierzem zawodowym pojawiło się pierwsze w mojej karierze poważne stanowisko służbowe, a mianowicie dostałem etat w kancelarii tajnej. Stanowisko oprócz wykonywania standardowych obowiązków z obiegiem dokumentacji powiązane było z staniem na straży przestrzegania przepisów o ochronie informacji niejawnych oraz wymagania na pozostałych żołnierzach egzekwowania tych przepisów. Po roku przeniesiono mnie do komórki kadrowej, gdzie przez kolejnych osiem lat nieustannie miałem do czynienia z ustawami, zarządzeniami, kodeksami związanymi z działalnością kadrową oraz przepisami dotyczącymi zarządzania zasobami ludzkimi.

Niestety większość z tych przepisów dość często ulegała zmianie, co wymuszało na mnie nieustanne ich śledzenie, czytanie i zgłębianie – męczące, ale też bardzo satysfakcjonujące, gdyż znajomość prawa dawała mi poczucie pewności w wypełnianiu codziennych obowiązków i zadań.

W międzyczasie miałem okazję uczestniczyć w misjach pokojowych poza granicami kraju

w ramach Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Republice Iraku oraz Islamskiej Republice Afganistanu. Uczestnictwo w misjach doprowadziło do mojego kolejnego spotkania z prawem, gdyż przed wyjazdem musiałem opanować wybrane zagadnienia z prawa międzynarodowego

w tym: prawo konfliktów zbrojnych zwane też prawem humanitarnym, Konwencję Genewską, oraz ROE (ang. Rules of Engagement) czyli zasady użycia siły oraz przysługujące mi prawa i obowiązki już w samym rejonie misji.

Podsumowując swoje spostrzeżenia uważam, że prawo w moim życiu wplata się wiele dziedzin działalności służbowej i prywatnej. Niejednokrotnie stanowi tarczę dzięki której, potrafię bronić swoich racji, przekonań i praw ale bywa też włócznią, gdy jako obywatel i żołnierz Państwa Polskiego zobligowany jestem do przeciwdziałania rażącym naruszeniom praw konstytucyjnych godzących w dobro publiczne jak i dobro jednostki.

Prawo w moim życiu wprowadza ład i porządek, gdyż stosując je w swoim codziennym działaniu zawsze mam na uwadze następującą sentencję jurysty starożytnego Rzymu „Ius est ars boni et aequi”, co w tłumaczeniu z języka łacińskiego na polski oznacza „Prawo jest sztuką czynienia tego, co dobre i słuszne”.