Santiago to stary rybak mieszkający w osadzie rybackiej na Kubie niedaleko Hawany. Jest wdowcem, utrzymuje się z połowów na Golfsztormie, niestety prześladuje go pech.

Był to człowiek stary około 70-letni, chudy, na którym piętno odcisnęła praca na morzu. Jest opalony, twarz ma pooraną głębokimi szramami od wyciągania linką ciężkich ryb, plamy po niezłośliwym raku skóry. "Wszystko w nim było stare prócz oczu", które ukazywały jego żywotność, radość i witalność. Ogólnie stary wyglądał na człowieka, który przeżył życie pracowicie, ale nie zamierzał zrezygnować z dalszej pracy.

Niczego się w życiu nie dorobił. Mieszkał w szałasie z liści palmy królewskiej, spał na łóżku bez materaca, nie miał pościeli, spał na gazetach. Żył jak nędzarz. A jednak był to człowiek niezwykle bogaty. Miał prawdziwego przyjaciela o imieniu Manolin, cieszył się poważaniem u ludzi. Wierzył, że pokona pecha, nie mógł nic złowić od 84 dni. Nie rezygnował z podjętych zamierzeń. Wiedział, że musi złowić wielką rybę, aby pokonać pecha. Prócz pracy interesował się baseballem. Wierzył w Boga, ale nie był zdewociały. Był człowiekiem mądrym, odważnym, wytrwałym i aktywnym.

Wszystkie te zalety doceniane były przez ludzi. Chłopiec kochał go jak ojca, restauratorzy dawali mu jedzenie, ludzie patrzyli na niego trochę jak na dziwaka, ale szanowali jego opór, samodzielność, a przede wszystkim pracowitość.

Stary rybak także miał swoje miłości. Kochał Manolina, nieżyjącą żonę i morze. Traktował morze jak kobietę - "la mar". Znał tajniki oceanu.