Emocje obecne są we wszystkich sferach naszego życia. Towarzyszą nam podczas podejmowania wszelkich decyzji, w tym także decyzji wyborczych. Intuicyjnie nawet wydaje się, że wybieramy tego polityka, którego lubimy. Politycy i twórcy kampanii politycznych doskonale zdają sobie z tego sprawę, dlatego rzeczą priorytetową stało się kreowanie odpowiedniego wizerunku liderów politycznych, wzbudzającego w wyborcach pozytywne uczucia i nastawienie, przy jednoczesnym wyszukiwaniu wad przeciwników.

R. Ailes uważa, że aby wygrać w polityce, trzeba się podobać ludziom. „Bo kiedy się podobasz, wyborcy wiele ci wybaczą. Gdy twój wygląd nie przypadnie im do gustu, to nawet będąc świętym nie przekonasz ich do siebie”. Zapewne z tego względu podkreśla się, że opakowanie produktu jest najpotężniejszym medium przekazu reklamowego. Wysiłek polityków został skierowany na tworzenie obrazów rzeczywistości, w których stają się lepsi, mądrzejsi, uczciwsi, idealni.

Coraz bardziej powszechne w publicznych debatach pojawiają się m.in. takie sformułowania jak: "katolicka ciota", "naćpana hołota" czy "pętak". W kontekście tych wypowiedzi można mówić o świadomym użyciu wulgarnego języka i budowaniu tym samym wizerunku polityka- agresywnego prostaka, człowieka, który nie umie się zachować publicznie, po to tylko, by uzyskać określone profity, w postaci zwrócenia na siebie uwagi i zwiększonego poparcia. W opinii eksperta od retoryki, Dr Marka Kochana z Uniwersytetu Warszawskiego możemy mówić o toksycznej relacji między politykami a wyborcami, bo ci drudzy nie tylko nie "karzą" za przekraczanie granic, np. wycofując poparcie dla wulgarnego polityka, a wręcz przeciwnie, niejednokrotnie zdarza się, że po wyrazistych, agresywnych wypowiedziach poparcie dla polityka, czy partii, z którą jest utożsamiany, rośnie. "Może nie wszyscy wyborcy, ale jakaś ich część przyzwala na to i w pewien sposób nagradza posługiwanie się wulgarnym językiem. Politycy mówią więc tak, bo mają z tego profity" - ocenił. Jego zdaniem ten niedobry proces nasila się i powoduje, że przekraczane są kolejne granice. Posłowie za swoje wypowiedzi mogą zostać ukarani przez sejmową komisję etyki, ale środki, jakimi ciało to dysponuje są mało dotkliwe. Parlamentarzyście można "zwrócić uwagę", "upomnieć" go oraz w najgorszym wypadku dać "naganę". Marszałek Sejmu Ewa Kopacz zaproponowała reformę, by można było też karać finansowo posłów.

Specjaliści od marketingu politycznego twierdzą, że zasadne jest traktowanie polityka jak każdego innego towaru konsumpcyjnego, że partia polityczna to po prostu marka, którą trzeba kształtować, rozwijać i pielęgnować. Specjaliści dodają, że tylko oni potrafią odczarować szarego polityka, zmienić go w prawdziwego męża stanu i ojca narodu. Historia zabiegów marketingowych nieodzownie wplatanych w kampanie wyborczą rozpoczęła się w Stanach Zjednoczonych i od tej pory rozwija się wraz z rozwojem technologii. Żaden polityk , żaden kandydat na publiczne stanowisko nie wyobraża sobie dziś by bez dobrze opracowanej strategii i odpowiednio wykreowanego wizerunku miał szanse zostać choćby sołtysem. Przy pomocy spotów, bilbordów i reklam pretendenci puszczają oko w stronę chwiejnego i niezdecydowanego elektoratu u którego są jeszcze szanse uzyskać poparcie.

Media to instrumenty przenoszenia informacji w czasie i przestrzeni. Dzięki posługiwaniu się obrazem, dźwiękiem i zasięgiem, jakim dysponują są w stanie kreować opinię publiczną. Są narzędziem kontroli i zarządzania społecznego, narzędziem politycznym, stymulują rozwój kultury, kształtują indywidualną wyobraźnię i determinują życie człowieka. Media mogą wznieść jednostkę na piedestał, a potem równie szybko ją z niego zrzucić.

Politycy coraz śmielej poczynają sobie w social mediach. „Widziałem, jak uzależnia (Graś, Sikorski), więc zwlekałem. Ale Papież mnie ośmielił. Ale ryzyko nałogu realne – jak widać :)” – stwierdził Donald Tusk na Twitterze.

Media społecznościowe to nie tylko możliwość nawiązania dialogu, ale także szansa na ocieplenie wizerunku. Z tej możliwości coraz częściej korzystają politycy – są też do tego zachęcani – podaje Polska Metropolia Warszawska Magazyn. Politycy nie mają określonej strategii komunikacji. „Nie mam specjalnej strategii komunikowania się w internecie. Czasem piszę bardziej oficjalne tweety, czasem mniej. Nie przypominam sobie sytuacji, w której żałowałbym, że napisałem jakiegoś tweeta, ale oczywiście zdarzają się błędy i wpadki” – przyznaje Paweł Graś. Inni ministrowie są podzieleni – jedni piszą tylko o sprawach własnego resortu, inni też o sprawach prywatnych. „Jedno jest pewne – odkąd premier zaczął pisać i obserwować ministrów na Twitterze, żaden z nich nie może czuć się swobodnie w internetowej przestrzeni” – czytamy w magazynie. (kg)