Świętość to słowo współcześnie jeszcze dosyć często używane, zatem czytelne i zrozumiałe dla przeciętnego użytkownika języka. Jednak już samodzielne zdefiniowanie tego pojęcia nie jest już wcale takie proste. Słownik języka polskiego pod redakcją M. Szymczaka świętością nazywa cechę przypisywaną przez religie bóstwom, ale także osobom, instytucjom, zwierzętom, przedmiotom, zjawiskom przyrodniczym itp. jako wyraz najwyższej religijnej oceny.

Świętość na pewno kojarzy mi się ze średniowieczem, wszak jednym z wzorców parenetycznych tego okresu był właśnie święty. I nie ma w tym nic dziwnego. To przecież w tej epoce królował teocentryzm, a hasła: memento mori czy dance macabre oddają charakter ówczesnych czasów. Życie doczesne miało być tylko krótką wędrówką do właściwego i jedynie liczącego się celu - krainy wiecznego spokoju, w której mieszka Bóg. Jednak, aby tam się znaleźć, trzeba było wieść życie bogobojne, skromne, pełne pokory i wyrzeczeń. Dlatego też wiele tekstów hagiograficznych propagowało ascezę. Przykładem takiego utworu jest właśnie Legenda o świętym Aleksym, prezentująca wschodni typ świętości. Tytułowy bohater wyrzekł się wszelkich dóbr doczesnych i szczęścia rodzinnego, zrezygnował z zaszczytów i tytułów (był wysoko urodzonym człowiekiem), majątek rozdał potrzebującym i wiódł samotny żebraczy żywot - a wszystko to na chwałę Bożą. Jego życiu towarzyszyły cuda (np. wstawiennictwo Matki Boskiej u kościelnego). Jednak Aleksemu niemiła była sława - nie pozwalała mu na to skromność. Wybrał życie anonimowego żebraka, którego wszyscy poniewierali - nieświadomie nawet jego bliscy, kiedy przez szesnaście lat leżał pod schodami na dworze swego ojca. Bohater ten jest uosobieniem bezwzględnej ascezy, posuniętej aż do samozniszczenia.

Dziś chyba nikt nie wymaga od nas takiej ofiary. Mało tego - postępowanie Aleksego wydaje nam się dziwne, przesadzone, a na pewno bardzo odległe od współczesnego postrzegania świętości. Nie jest to wzorzec, który można by obecnie przyjąć. Znacznie bliższa współczesnemu człowiekowi wydaje się postawa świętego Franciszka z Asyżu. Prezentuje on już inny rodzaj ascezy, związany z tradycją zachodnioeuropejską, którego źródłem była "wiara radosna" (święty Franciszek zwany był "wesołkiem Bożym"). W dzisiejszych czasach, kiedy tyle uwagi poświęca się ekologii, ten święty uchodzi za jej prekursora, a papież Jan Paweł II ustanowił go nawet jej patronem.

Dziś dążenie do świętości nie jest w modzie. Dla sporej części społeczeństwa świętością stały się pieniądze, pozycja społeczna i wygodny styl życia. Postacie świętych kojarzą się z zamierzchłymi czasami, zupełnie innymi niż nasze, choć i dziś niemało jest ludzi głęboko wierzących, aprobujących autorytet Boga. W czasach współczesnych bliskie nam są raczej inne wzorce osobowe, takie jak: Matka Teresa z Kalkuty czy papież Jan Paweł II.

Jednak mimo to mam wrażenie, że w dobie wiary w postęp cywilizacyjny i nieskończone możliwości człowieka pojęcie takie jak świętość odchodzi do lamusa. Większość z nas chce mieć już tylko święty spokój lub potrafi przywołać słowa piosenki z repertuaru Budki Suflera: W niebie dzisiaj wszyscy święci mają bal. Ale to w niebie, bo tu mamy przecież inne sprawy.