Erazm z Rotterdamu, Rozmowy potoczne,

przeł. przedmową i przypisami opatrzyła Maria Cytowska, Warszawa 1962.

Od tłumacza.

„Ubogi syn księdza Rogera Gerarda z małej mieściny Gouda pod Rotterdamem, po smutnym z racji swego pochodzenia i wczesnego sieroctwa dzieciństwie (…) dochodzi do sławy, jakiej nie zakosztował nikt z jego współczesnych”, „książę studiów humanistycznych, jedyna ozdo-ba wieku”, „stał się centralna postacią ówczesnego ruchu umysłowego”.

w swoich dziełach domagał się konsekwentnie purificationis ecclesiae et cordis (oczyszczenia kościoła i serca), „prowadził śmiałą walkę ze wszystkim, co nierozumne, zaśniedziałe, wste-czne, i dokonywał ostrej krytyki całego systemu pojęć teologii i filozofii średniowiecznej”.

„postulatem programu erazmiańskiego było całkowite odnowienie życia poprzez zerwanie z przeżytkami i dziedzictwem myśli średniowiecznej. Realizację swego programu widział Erazm w powrocie do pierwotnych źródeł kultury i moralności, to jest do ewangelii i piśmiennictwa antycznego, określanych przez uczonego terminem bonae litterae”.

„Pochwała głupoty” i Rozmowy potoczne” docierają do tysięcy, „w utworach tych z dowcipem i ironią mieniącą się tysiącem odcieni przestawia Holender niby w krzywym zwierciadle wszy-stkie dziedziny ówczesnego życia, porusza zagadnienia religijno-moralne, społeczne, polity-czne, gospodarcze”.

Colloqiua familiaria (w pierwszej wersji Colloqium familiarium formulae z 1518 r.), w pełnej edycji 1522 r., książeczka dostała się na Indeks ksiąg zakazanych w 1559 r.

Rozmowa przy spotkaniu.

Arnold i Korneliusz.

K. szczęśliwie wraca z „piekła” (Jerozolimy), zagnała go tam „głupota”, zyskał tylko to, że jest ubogi, pokazywano pielgrzymom jakieś zabytki „które wydały mi się czystym wymysłem mają-cym przywabiać naiwnych prostaczków”, wątpi, czy ktokolwiek wie, gdzie naprawdę leżała Jerozolima, jedynym zyskiem jest możliwość opowiadania zmyślonych historyjek o jego piel-grzymce tym, którzy jeszcze tam nie byli, będzie mógł ostrzegać przyjaciół, którzy chcieliby się tam wybrać „Tak jak ocaleni z rozbitego okrętu marynarze zwykli ostrzegać przed niebez-pieczeństwem ludzi, którzy wybierają się na morze”.

A. natomiast wybrał się do Rzymu i Kompostelli, żałuje, że K. wcześniej go nie ostrzegł, K.: „O Boże miłosierny, jaka to pociecha, że i ciebie w swej głupocie mam za towarzysza”, A. wy-jechał ze znajomymi biesiadnikami, trzech z nich nie wróciło, „Trzeciego w opłakanym stanie zostawiliśmy We Florencji. Pewnie cieszy się już teraz chwałą niebios. (…) Bo miał torbę wy-pchaną odpustami. K. Ale jak mówią, długa jest droga do nieba i pełna rabusiów”, A. „ale jego chroniły polecające listy”, umawiają się na „konkurs bajek” „Będziemy się wspólnie cieszyć zmyślonymi opowiadaniami. A. Oby jak najprędzej”.

Sprawy wojenne.

Hanno, Trazymach.

T. był na wojnie, wybrał się na nią, bo nadzieja łupu natchnęła go odwagą, wraca z pustym trzosem, obciążony zbrodniami, H.: „Uśmiecha ci się więc żołnierski żywot? T. Nic bardziej haniebnego ani zbrodniczego!”, w trakcie bitwy panuje taki zamęt, że T. nawet nie wiedział, kiedy i jak został zraniony, jego zdaniem żołnierze wymyślają historyjki z wojny, łupy wydał, T. „Mówią, że nie trzeba wynagradzać krzywd wyrządzonych na wojnie. Wszystko, co się tam dzieje, dzieje się słusznie”, H: prawa wojenne są szczytem niesprawiedliwości, T. nie bał się o swoją duszę, gdyż ofiarował się św. Barbarze (miał widzenie, że kilka razy skinęła głową, Kiedy? po uczcie), na wszelki wypadek uda się do dominikanów i oni odpuszczą mu wszyst-kie grzechy „Tak wielka jest ich pobłażliwość i moc odpuszczania grzechów”, H. próbuje mu przemówić do rozsądku, „Szczęśliwe to spotkanie. Dobrą wróżbą jest natknąć się na przyja-ciela, który rozumnie radzi. T. Nie wiem, czy twoje rady są dobre, dla mnie są z pewnością niemiłe”.

Pan i sługa I

Rabinus, Syrus.

S. skacowany, R. pełen werwy, żąda rozpalenia ognia, wyczyszczenia ubrania, porządku…, jeśli S. coś przegapi, czeka go chłosta, S. „O, pod tym względem znam twą hojność”.

Pan i sługa II

Rabinus, Syrus.

R. poleca S. sprawunki na mieście (krawiec, pocztylion, sukiennik, księgarz, jedzenie dla goś-ci), R. „Jeszcze tu stoisz, leniuchu? Powinieneś już być z powrotem”.

Upomnienia wychowawcy.

Wychowawca, Chłopiec.

W. „Wydaje się, że urodziłeś się <<nie na dworze, lecz w oborze>>, tak prostackie jest twoje zachowanie”, gdy Ch. rozmawia z osobą, której winien jest szacunek, ma stać wyprostowany z odsłoniętą głową, z pogodną twarzą, spokojnie, „tak, aby cała postać, wyraz twarzy, ruchy, postawa ciała wyrażały wrodzoną skromność i prawdziwą obyczajność”, Ch. ćwiczy, W. nadal go strofuje, na pytanie, czy Ch. chciałby zobaczyć matkę, odpowiada: „Pragnę tego, panie, je-śli będzie to zgodne z twoją wolą”, wskazówki do zachowania przy stole: „Ostatni ze wszyst-kich wyciągaj rękę do półmiska”, „Uśmiechaj się do rozmawiających, ale sam odpowiadaj tyl-ko na pytania”, „Niech twój język nie będzie nikczemny”…, Ch. „Będę się starał”.

W drodze do szkoły.

Sylwiusz, Jan.

J. spieszy się do szkoły, obawia się spóźnienia, „Jeśli nie przyjdę przed sprawdzeniem listy, moja skóra będzie w niebezpieczeństwie”, S. uspokaja go, że jeszcze dużo czasu pozostało, J. nie nauczył się zadanej lekcji, S. także, J. „Znasz surowość naszego nauczyciela. Każde wykroczenie zasługuje według niego na karę śmierci. Nie oszczędza naszych pośladków, jak-by były z bawolej skóry”, S. informuje kolegę, że dziś nauczyciela zastąpi Korneliusz, J. „Bia-da naszej skórze. On bije chętniej niż słynny Orbiliusz!”, starają się skupić i przygotować do zajęć.

Zalotnik i dziewczyna.

Pamfilus, Maria.

P. „Witaj, okrutna, o sercu z żelaza, witaj, twarda jak stal. M. Bądź pozdrowiony i ty, Pamfilu, ile razy i jakim tylko zechcesz imieniem. Ale coś mi się zdaje, że zapomniałeś mojego imie-nia. Nazywam się Maria.”, P. zarzuca jej, że jest bardziej okrytna od Marsa, M. „Dobre sobie! A gdzie te stosy moich ofiar? Gdzie krew zabitych?”, P. jest pozbawiony duszy, M. „O, co ja słyszę: nieboszczyk mówi, nieboszczyk się porusza”, P. przekonuje ją, że jest umarły i że to ona go zabiła, „Zabija ten, kto może uratować, a jednak nie ratuje”, M. „Przy pomocy jakiej trucizny zabijam ludzi? P. Przez rzucanie uroku”, P. przestrzega ją opowiastką o pewnej Ma-rii, która wzgardziła pewnym Pamfilem i zakochała się w pewnym brzydalu, P. „Piękna to rzecz młodziutka dziewica, lecz cóż bardziej sprzecznego z naturą niż dziewicza staruszka?”, M. „A jednak słodka jest wolność! P. Większym brzemieniem jest dziewictwo. Ja będę twoim królem, ty moją królową. Będziemy według naszej woli rządzić całą rodziną. Czy taki stan wy-daje się tobie niewolą?”, M. „Niezliczone troski przynoszą ze sobą dzieci”, M. „To, co wskazu-je serce, jest zależne od chwili. To, co dyktuje rozsądek, będzie ci się podobało zawsze”, M. „Ale poczekaj, jest jeszcze jeden skrupuł, który mnie nęka. P. Precz skrupuły! M. Czy mam poślubić nieboszczyka? P. Bynajmniej, już powróciłem do życia”.

Rozbicie okrętu.

Antoni, Adolf.

Ad. opowiada o katastrofie okrętu, An. „Szaleńcy, co morzu powierzają swe życie!”, nie po-mogły próby odciążenia statku, jeden z Włochów nie zgodził się wyrzucić za burtę kosztow-ności, więc wrzucono go do wody razem z kuframi, podróżni modlili się i składali obietnice „nie dające się spełnić”, „Modlono się na wyścigi”, An. „Jak to nieszczęście czyni z ludzi na-bożnych”, Ad. modlił się wprost do Boga, jedynie kobieta z niemowlęciem na ręku na lamen-towała, tylko cichutko się modliła, z 58 podróżujących uratowało się 7 osób.

Domy zajezdne.

Bertolf, Wilhelm.

W. opowiada o francuskich domach zajezdnych: liczne i urodziwe panie, opowiastki, tanie i wyborne jedzenie, wielka uprzejmość gospodarzy.

B. natomiast mówi o niemieckich domach zajezdnych: brak uprzejmości, jedzenie tylko raz przygotowywane (jeśli ktoś się spóźni, już nie dostanie), wszyscy w jednej izbie i w jednej sypialni, brak czystości.

Opat i uczona dama.

Antroniusz, Magdalia.

A. krytykuje umeblowanie, które nie przystoi ani pannie, ani mężatce, „ponieważ pełno tu książek” po łacinie i grecku, a nie po francusku, które przystoją dobrze urodzonym damom, A. „Mieć rozum to nie rzecz niewieścia. Damom przystoi żyć przyjemnie”, A. „Sądzę, że dobrze żyją ci, którym życie upływa na przyjemnościach”, czyli „sen, biesiady, możność czynienia, na co przyjdzie ochota, majątek, zaszczyty”, M. tłumaczy mu, że majątek, zaszczyty, urodzenie nie czynią człowieka ani szczęśliwym, ani lepszym, jej najwięcej sprawia przyjemności czyta-nie dobrych autorów, A. „Nie chciałbym, by moi braciszkowie wiecznie ślęczeli nad księgami. (…) Przekonałem się bowiem, że stają się mniej ulegli. Powołują się na księgi dekretów, na rozporządzenia papieskie, na Piotra i Pawła. (…) Nie chciałbym też, żeby któryś z moich za-konników wiedział więcej ode mnie”, nie ma czasu, by być mądrym, M. dziwi się, że ważniej-sza dla niego jest troska o rzeczy materialne niż wiedza, A. „Rynsztunkiem niewieścim jest kądziel i wrzeciono”, M. twierdzi, że nie można bez mądrości zarządzać domem i wychowy-wać dzieci, A. „łacina nie przyczynia się do zachowania skromności nieiweściej”, M. ripostuje, że francuskie książki, bardzo swawolne, są lepsze, A. „W obecności duchownych kobiety nie znające łaciny czują się bezpieczniej. (…) Książki odbierają kobiecie rozum, choć go jej i tak nie za wiele dała natura. M. Nie wiem, ile wam go dała, z pewnością jednak, jakikolwiek mam rozum, wolę go poświęcić na zacne studia, niż trwonić na bezduszne odklepywanie modlitw, na nocne uczty, na wychylanie przepaścitych kielichów”, A. zapowiada jej lepsze przyjęcie u nich w klasztorze, „Będziemy tańczyć, pić do woli, polować, bawić się i śmiać. M. Przecież ja już teraz śmieję się z całej duszy”.

Egzorcyzmy, czyli dusza pokutująca.

Tomasz, Anzelm.

A. opowiada historię o Polusie, który jadąc niedaleko swojej posiadłości ze znajomymi udał, że zobaczył smoka, znajomi stwierdzili, że też go widzą, by nie wyjść na ślepych, następnie Polus przekonał zakonnika Faunusa, by pomógł biednej duszyczce, na miejscu wystraszył go jękami, Polus poprosił o udział w komedii zaprzyjaźnionego księdza, w roli ducha wystąpił zięć Polusa, bardzo dowcipny młodzieniec, a demona zagrał sam Polus, „duch” zwierzył się Faunowi, że odzyska wolność, gdy pieniądze zdobyte przez niego za życia obrócone zostaną na jakiś zbożny cel, Faun nie mógł uwolnić się od myśli o skarbie, Polus i jego zięć zatem po-stanowili zmienić obłęd zakonnika i „wysłali” mu list od uwolnionego już ducha o przygotowa-nym miejscu w niebie dla Fauna, A. „I ja sądzę, że większość <<cudownych>> opowiadań należy właśnie do historii tego rodzaju”.

Alchemik.

Philecous („słuchający”), Lalus („Gaduła”).

L. opowiada o księdzu Balbinie oszukanym przez „alchemika”.

Oszust oszukany.

Aulus, Fedrus.

F. właśnie się wyspowiadał, wyznał wszystkie grzechy, jakie pamiętał, oprócz jednego, bo mu się jeszcze nie przestał podobać – oszukał handlarza końmi, najpierw jemu znajomy sprzedał konia, który wyglądał bardzo pięknie, ale po pewnym czasie ustał zupełnie, F. postanowił od-płacić pięknym za nadobne, wrócił po kilku dniach do tego handlarza, by żywił to zwierzę przez kilka dni, przysięgając, że nigdy nie jechał na lepszym koniu, handlarz chciał odkupić konia od F., ale ten podał o wiele wyższą cenę, F. wysłał znów do handlarza przyjaciela, by sprawdził, czy koń jest na sprzedaż i za ile, przyjaciel kupił wierzchowca, F. pobiegł do stajni, udając, że ma pilny wyjazd i musi zabrać swojego konia (którego handlarz sprzedał!), wybu-cha kłótnia, wreszcie handlarz płaci F. pieniądze, czekając na klienta, który dał już zadatek, ale nikt się nie zgłosił.

Pielgrzymka w celach religijnych.

Menedemus, Ogigiusz.

O. był na pielgrzymce u św. Jakuba w Kompostelli i u Dziewicy-Królowej Mórz w Anglii, od której otrzymał list.

Pogrzeb.

Marcolfus, Fedrus („radosny”).

F. smutny, bo czuwał przy dwóch konających: Jerzego Balearyka i Korneliusza Montiusza.

Jerzy Balearyk: przed śmiercią lekarze żądają zapłaty, umierający prosi o sekcję zwłok (po śmierci), spowiada się, bracia z zakonów żebrzących kłócą się, kto powinien był go wyspo-wiadać, Jerzy chce się spowiadać po raz drugi, by pogodzić braciszków, płaci proboszczowi, drugiej spowiedzi jednak nie ma, znów kłótnia z braćmi krzyżowymi, testament: żona i dzieci do klasztorów, uzgodnienia co do pogrzebu, zmarły ma być ubrany w habit franciszkański, po śmierci przeprowadzona sekcja zwłok (kawałek ołowiu w przeponie), wystawny pogrzeb.

Korneliusz Montiusz: niekłopotliwy, cierpiał na chroniczną febrę, 60 lat, spowiedź cztery dni wcześniej, przy łożu tylko jeden medyk – Jakub Kastrutiusz, szlachetny człowiek i dobry le-karz, reszta pieniędzy ma być rozdana biednym – ciężko pracującym, ani grosza dla zakonów nie przewiduje, testament spisał za młodu (rozsądny, na trzeźwo), czytanie Pisma Św., pocie-sza ubolewających nad jego śmiercią, towarzyszyli mu tylko najbliższa rodzina i dwaj przyja-ciele, „Mówił, że w chwili śmierci nie chce sprawiać więcej kłopotu niż w momencie swoich urodzin”, prośba o skromny pogrzeb, wyznaje miłość żonie, błogosławi dzieci, jeśli ukochana będzie kiedyś chciała wyjść ponownie za mąż, niech wybierze kogoś, kto pokocha ich dzieci, „Powiedziałbyś, że nie umarł, lecz usnął”.

Charon.

Charon, Duch Alastor.

D. radośnie oznajmia wieść Ch. o dużej liczbie nowych duchów, Ch. dowiedział się tego już wcześniej od Plotki, jego łódź nie wytrzyma takiego naporu, więc posłał po trójrzędowiec, trzech władców świata (cesarz Karol V, król Francji Franciszek I i król Anglii Henryk VIII) wal-czą ze sobą i wciągnęli do walki wszystkich pozostałych, Ch. „Grozi jednak niebezpieczeńs-two, iż może pojawić się jakiś demon, który raptem zacznie nawoływać do zawarcia pokoju. Wszak zmienne są umysły śmiertelnych. Słyszałem, że tam na świecie żyje pewien autor, który już wiele dzieł napisał. On to piórem swym nie przestaje potępiać wojny i zachęca do pokoju”, ludzie ciągną do wojny, bo z nieboszczyków mają więcej zysku – testamenty, bulle i inne, Ch. niedługo dużo zarobi (obole z nowych nieboszczyków), „Monarchowie i kardynało-wie, każdy za siebie, będą wiosłowali tak samo, jak ubogi lud, bez względu na to, czy potra-fią, czy nie”.