„Każda władza deprawuje. Władza absolutna deprawuje absolutnie” – pisał Lord Acton. I Miał rację. Dlatego miał też rację Monteskiusz proponując zasadę podziału władzy na ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, które mają się wzajemnie „powściągać i ograniczać”.

Na temat wyroków Sądu Najwyższego. Bo na tym polega podział władzy, że aktualna władza ustawodawcza musi się liczyć z opiniami sądów konstytucyjnych, nawet jeśli ich składy zostały wyłonione nie za jej kadencji i nie po jej myśli. Tak właśnie jest w USA i choć można mieć wiele zastrzeżeń do amerykańskiej demokracji, to funkcjonuje ona bezwzględnie lepiej od naszej.

Robert Krassowski w dzienniku ma wątpliwości, co do możliwości uchwalenie ustawy lustracyjnej w trybie konstytucyjnym. Więc przypomnę, że gdy w roku 1894 uchwalono w USA ustawę wprowadzającą podatek dochodowy, Sąd Najwyższy uznał ją za sprzeczną z Konstytucją. Aby „przechytrzyć” Sąd Najwyższy, Kongres uchwalił XVI Poprawkę do Konstytucji.

Natomiast co do wyroku Trybunału, to najwięcej przepisów ustawy lustracyjnej uznał on za sprzecznych z art. 2 Konstytucji. Artykuł ten od samego początku był elementem politycznego kompromisu legislacyjnego pomiędzy liderami ówczesnej Unii Wolności i SLD, a nie wyrazem jakiejś głębszej myśli prawnej. Stanowi on, iż: „Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.” W jednym zdaniu mamy odwołanie do:

1) idei „państwa prawnego”

2) zasad „demokracji”

3) zasady „sprawiedliwości społecznej” i to w koniunkcji z „demokratycznym państwem prawnym”

W nauce toczy się od lat debata na temat istoty „państwa prawnego” i różnic między tym pojęciem, a anglosaską zasadą „rządów prawa” („rule of law”). Panuje jednak pewne communis opinio na temat istoty państwa prawnego. Twórcom Konstytucji nie wystarczyło jednak odwołanie się do zasad dość dobrze znanych i w literaturze szeroko opisanych. Musieli, dla celów politycznych, wzbogacić je i o „demokrację” i „sprawiedliwość społeczną”, która nigdzie nie jest zdefiniowana!!! Wyszedł prawny gniot. Podobny do ustawy lustracyjnej, która łamie kilka istotnych reguł konstytucyjnych. Ale do nich Trybunał akurat się nie odniósł. Wolał przywołać przepis „kuriozum”.

Gdy Trybunał powołuje się na art. 2 Konstytucji jako uzasadnienie swojego sprzeciwu de facto przeciwko ujawnieniu agentów komunistycznej bezpieki, to trudno dociec, czy chodzi o samą zasadę „państwa prawnego”, czy o „demokrację”, czy może o „sprawiedliwość społeczną”?

O demokrację nie może chodzić, bo właśnie większość wyłoniona w demokratycznych wyborach ustawę lustracyjną uchwaliła. Więc może chodzić raczej o poszanowanie praw mniejszości, które są istotnym elementem demokracji? Tylko, czy każda mniejszość ma być prawnie chroniona pod każdym względem? Moim skromny zdaniem donosiciele są gorsi niż ci, którzy nie płacą podatków, a ich prawo bynajmniej nie chroni!

Z kolei zasada „państwa prawnego” wymaga transparentności i przejrzystości działania organów państwa. Dlatego ujawnienie, kto był agentem komunistycznej bezpieki nie może godzić w zasady „państwa prawnego”. Nawet „demokratycznego”.

Ostatnio podczas natarcia na 40-tysięczne Dżisr Szugur przy granicy z Turcją użyto helikopterów oraz około dwustu czołgów i pojazdów opancerzonych. Tak jak wcześniej w Darze i Homsie, wojskowi snajperzy strzelali do demonstrantów, po zdobyciu miasta polowano na podejrzanych o nieposłuszeństwo, burzono domy, w okolicznych wsiach niszczono uprawy i zabijano inwentarz. Z relacji świadków wieje grozą, twierdzą oni, że żołnierze masowo gwałcili kobiety, ci, którzy nie wykonywali rozkazów, byli rozstrzeliwani, wielu zdezerterowało.

Od połowy marca w Syrii zginęło prawie 1,5 tys. cywilów oraz prawdopodobnie kilkuset funkcjonariuszy wojska i policji, aresztowano ponad 10 tys. osób, a kilka, być może nawet kilkanaście tysięcy uchodźców zbiegło do Turcji, gdzie zdani są na pomoc tureckiej opieki społecznej. Dotąd protestowała prowincja, ale Syria to Damaszek i Aleppo, które poza uniwersytetami pozostają w miarę spokojne. Największe syryjskie miasta są bastionami zwolenników prezydenta, popierają go klasa średnia, biznes oraz wojsko, które – inaczej niż w Egipcie – jest ściśle kontrolowane przez rząd. I dopóki wojskowi nie wypowiedzą posłuszeństwa, reżim będzie bezpieczny.

Ostatnie wydarzenia w Iranie przykuły uwagę całego świata. Ludzie wstrzymują oddech i niecierpliwie czekają na odpowiedź czy rewolucja zakończy żywot teokratycznego reżimu. Emocje przypominają trochę te towarzyszące wydarzeniom sportowym, albo uda się wygrać albo się przegra sromotnie. Rzeczywistość jest na szczęście dużo bardziej skomplikowana. Błędem jest interpretowanie sytuacji w Iranie tylko na podstawie obrazków z demonstracji czy wpisów na Twitterze. Z naszej perspektywy pewnie byłoby wspaniale, gdyby chodziło o obalenie rządów ajatollahów. Wielu komentatorów jest nawet trochę zdezorientowanych, kiedy okazuje się, że Musawi specjalnie od Ahmadinedżada się nie różni. Nie jest przecież łatwo opowiedzieć się za jednym zwolennikiem ideałów rewolucji z 1979 roku a potępić drugiego, który głosi do nich jeszcze większe przywiązanie. Dlatego niektórzy zdają się ignorować program Musawiego widząc w nim przede wszystkim przeciwnika rządzącego reżimu, inni zaś wrzucają obu kandydatów do tego samego worka i zdegustowani mówią, że to co się w Iranie teraz dzieje to nie żadna rewolucja ale walka frakcji w ramach obozu władzy.