Wpierw gramatyka, czyli wiersz jednostrofowy, biały, bez użycia znaków interpunkcyjnych. Pisany w pierwszej osobie. Autor zwraca się bezpośrednio do czytelników z prośbą (Czyli wszystkie czasowniki: Dać, wskazać mi, nauczyć mnie), w dodatku prośbą bardzo bezpośrednią, bez użycia grzecznościowych zwrotów.

Podmiot wyraża się o sobie jak o jednostce bezwolnej i uległej (Dać mi miotłę bym zamiótł publiczny plac Albo kobietę bym ją kochał i zapładniał). Wydaje się ,że szuka on jakiegoś celu w swoim życiu, które aktualnie jest niewiele warte. Przedstawia się też jako osoba nie umiejąca wiele (Albo nauczyć mnie prowadzić samochód pisać na maszynie), która chce, by inni przymusili ją do wysiłku (wers niżej: Zmusić do nauki języków). Poprzez swoją 'ułomność; czy też niechęć do wysiłku zdaje się być pustą marionetką, która egzystuje bez większego celu. Jest również pozbawiony emocjonalności (Wskazać mi zakochanych bym się wzruszył), wynika z tego, że nie posiada on ukochanej czy też samej myśli o tym, by się z kimś związać. Rodzina wydaje się być czymś nader odległym, czego on nie może dosięgnąć i zrozumieć. (Przedstawić mi człowieka bym ujrzał jego wielkość ) To zdanie sugeruje, że autor, jako człowiek, postrzega siebie jako niewiele wartego, małego, ginącego w tłumie. Chce ujrzeć osobę, która uzmysłowiłaby mu swoją wielkość, jak i wielkość tego, kim jest człowiek jako jednostka. Dwa ostatnie wersy to ironia, która zmienia oblicze utworu; podmiot po wszelkich, wzniosłych/poważnych prośbach mówi o tym, by dać mu wódki. Może to oznaczać, że chce zapomnieć o tym, że jest poetą, bo wedle społeczeństwa (domysł) poetów należy usuwać. Te dwa wersy zmieniają obraz prośby istoty bezwolnej w kpinę osoby, która chce podążać swoją drogą.

Wydaje się, że autor traci poczucie swojej tożsamości, stał się wyobcowany dla całego społeczeństwa, które go nie akceptuje. W geście ironii/sarkazmu, (trudno mi to tu wyczuć, bo nie znam dobrze twórczości Wojaczka) wysyła prośbę w kierunku innych, by dali mu jakiś cel, inny od aktualnie przedstawionego (czyli gówno wartej poezji), acz podświadomie chce by to wołanie zostało nie usłyszane. To pewien rodzaj buntu i niejakiej prowokacji. Cokolwiek inni by nie powiedzieli, on mimo wszystko chce zostać przy poezji, chociaż inni nań rzygają. Kpi ze ścieżek innych ludzi, nie chce podążać z tłumem. W pewien sposób to indywidualista, który próbuje przekomarzać się z ludźmi (tj. wpierw zdaje się prosić o pomoc, by w końcu splunąć im w twarz).