Był mroźny poranek. Padał deszcz. Właśnie przygotowywaliśmy się z kompanami do polowania. Uzbroiliśmy się w cierpliwość, dzidy które służyły nam zarówno do ataku jak i do obrony, dwa grube kije i sznur po to by przywiązać zdobycz. Wyruszyliśmy. Czułem jak krople deszczu odbijają się od mojej skóry. Jeden z moich kompanów rzekł: -Ty, który rozpalasz ogień, po polowaniu nazbierasz drewna na opał. Ominąłem się z jego uwagą, ale wiedziałem, że będziemy potrzebowali ognia. Szukaliśmy zwierzyny całymi godzinami i nagle-Jest!-krzyknąłem. Patrzyłem jak samotny bizon błąkał się po polu w poszukiwaniu rodziny. Razem z moimi towarzyszami podeszliśmy do niego wystarczająco blisko, żeby go zaatakować. Poczułem lekką adrenalinę wiedząc, że będę musiał zabić zwierzę. Coś świsnęło i w tym samym momencie zobaczyłem jak martwe ciało bizona opada na ziemię. Owiązaliśmy go sznurami i przywiązaliśmy do kijów. Z wielkim trudem zanieśliśmy go do jaskini. W tym samym czasie moi kompani przygotowywali bizona do jedzenia, a ja nazbierałem trochę drewna na ognisko. Kiedy rozpaliłem ogień zobaczyłem, że wódz plemienia maluje coś na skale. Podszedłem do niego i zapytałem:...