Książka Wandy Półtawskiej pt. „I boję się snów” jest zbiorem wspomnień z obozu koncentracyjnego w Ravensbrück. Autorka była tam więziona i poddawana bestialskim operacjom. Wanda po powrocie do domu nie mogła pozbyć się wspomnień, które dręczyły ją w snach. Korzystając z rad nauczycielki spisała wszystkie wydarzenia i targające nią uczucia, w rezultacie czego powstał niezwykły pamiętnik. Zawiera on wiele osobistych przeżyć, można by rzec, że wręcz intymnych. Akcja rozgrywa się w latach 1941 – 1945, podczas II wojny światowej. Jest to rodzaj powieści biograficznej, dokumentalnej, a zarazem psychologicznej. Skłania czytelnika do refleksji nad pojęciem człowieczeństwa, nad granicami ludzkiej wytrzymałości.

Moim zdaniem postawa głównej bohaterki w obliczu tak nieludzkich warunków i tak brutalnego traktowania zasługuje na najwyższe wyrazy szacunku. Wanda, jak sama pisze, w swoich oprawcach „szukała ludzi”. Nigdy, nawet w obliczu najcięższych prześladowań, nie żywiła do nich nienawiści. Czuła tylko żal i „jakiś zawód ogromny, że to wszystko mogą robić ludzie, że są tacy”. Jej zachowanie wywołuje w czytelniku ogrom emocji, przede wszystkim podziw. Przy okazji lektury tej książki można zastanowić się po jakich torturach każdy z nas by się złamał i czy w obliczu takiego poniżenia byłby w stanie okazywać innym serdeczność, czy też życzliwość. Te młode więźniarki oprócz uprzejmości i dobroci okazywały także solidarność i patriotyzm. Najlepiej obrazują to wydarzenia opisane już pod koniec powieści. Opisy, okrutnych metod przeprowadzania eksperymentów medycznych, traktowania kobiet, czy też ich warunków do życia niejednokrotnie wyciskały ze mnie morze łez. Czytając pewne fragmenty, aż trudno uwierzyć, że działo się to naprawdę. Jeszcze bardziej wzruszające były dialogi między więźniarkami, które stały się dla siebie prawdziwymi przyjaciółkami. Książka przepełniona jest bólem, cierpieniem, tęsknotą do wolności i miłości, ale także przyjaźnią i umiejętnością zachowania twarzy w tak zepsutym środowisku. Najbardziej utkwiły mi w pamięci chwile, w których „króle”, pomimo beznadziejnej sytuacji, potrafiły zachować poczucie humoru. Nie jeden raz zastanawiałam się nad tym, czy w obliczu takich katuszy potrafiłabym wykrzesać z siebie choć jeden uśmiech. One potrafiły, za co zasługują na wielkie uznanie. Kolejnym plusem tej książki jest to, iż napisana została przez młodą wtedy osobę, językiem zrozumiałym dla każdego i łatwym w odbiorze. Zawiera wiele opisów, które jednak nie nudzą czytelnika, a dodatkowo wzbogacają tekst.

Podsumowując, Wanda Półtawska decydując się na oddanie swoich myśli do druku postąpiła słusznie. Służą one za wzór postępowania w obliczu strasznych męczarni i udręki. Jej książka pełna jest wrażliwości, młodzieńczych marzeń, walki o podstawowe prawa człowieka, ale również zezwierzęcenia, jakie wywołuje w ludziach wojna i jakie piętno odciskają na psychice ludzi takie wspomnienia. Polecam tę powieść wszystkim dojrzałym osobom, które nie są obojętne na ludzkie cierpienie.