August Strindberg, Panna Julia

Koniec XIX wieku przynosi zupełnie nowy model dramatu – dramat realistyczny. W 1881 roku ukazała się rozprawa „Naturalizm w teatrze”, w której Zola precyzyjnie ustalił cechy nowego typu dramatu. Będzie to istotne przy interpretacji dramatu Strindberga. Zola pisze o obowiązkach dramaturga, który powinien zawrzeć szczegółowy opis scenografii, stroju czy wyglądu postaci, miało to dać efekt maksymalnego realizmu. Jeśli chodzi o postać sceniczną, to jej działanie powinno być zdeterminowane przez biologię, powinniśmy obserwować na scenie nieustanna walkę płci, walkę o dominację. Następuje tez odejście od typów charakterów, popularnych np. w dramacie molierowskim. Teraz postaci powinny rozwijać się w czasie trwania dramatu, ich osobowość musi ewoluować w obliczu następujących wydarzeń. W języku także wszystko dąży do najwyższego realizmu. Wulgaryzmy, żywy, wartki dialog, potoczny język – to charakteryzuje nowy typ dramatu. Patetyczne monologi zeszły na dalszy plan. Przede wszystkim należało zerwać ze sztucznością na scenie – teatr miał odzwierciedlać rzeczywistość.

August Strindberg oprócz pisania dramatów, tworzył też prace teoretyczne na temat nowego typu dramatu, jakim był dramat naturalistyczny. W „Przedmowie” do Panny Julii zawarł wszystkie wskazówki dotyczące wystawienia dramatu:

• spektakl powinien trwać 1,5 godziny

• brak podziału na akty i sceny (naturalnym przerywnikiem miał być balet i pantomina)

• zachowana musi być jedność czasu

• w przypadku aktorów drugoplanowych monolog ma być improwizowany

• oświetlenie padające z boku sceny

• jedna dekoracja dla całego przedstawienia, wnętrze się nie zmienia

• aktor może zwrócić się tyłem do widza

• dialog ma być jak najbardziej rzeczywisty

Według Strindberga sztuka pełniła dotąd niewłaściwą rolę. On sam tworząc interesuje się prawdą i dydaktyczną funkcją dramatu. W Pannie Julii widzimy postaci dynamiczne, które rozwijają się z biegiem akcji, widzimy tez motywy ich postępowania. Akcja dramatu jest ciągła. Według Strindberga sztuczny podział na akty zaburza odbiór dzieła, więc zamiast spuszczenia kurtyny wprowadza na scenę chór wieśniaków. Na początku dramatu o Julii dowiadujemy się dziwnych informacji, że jest pół-kobieta, że nienawidzi mężczyzn i ma bardzo nowoczesny charakter. Od początku postać wydaje się interesująca. Wokół niej skupiona jest też akcja całego dramatu. Julia ciągle się zmienia, jest silna, później uległa, zdecydowana, a za chwilę sama nie wie, czego chce. Trudno jednoznacznie określić tę przewrotną osobę. Należy prześledzić krok po kroku jej relacje z mężczyznami, stosunek do ojca czy zmarłej matki, która w dużej mierze ukształtowała jej chore podejście do płci przeciwnej.

Gdy akcja się zaczyna, Julia jest wyniosła, przekonana o swojej władzy nad mężczyznami, o tym, że może nad nimi panować. Zaprosiła Jeana do tradycyjnego tańca w noc świętojańską, odbywającego się na klepisku przed stodołą. Później, w kuchni, prawi mu komplementy i jest tą, która szyderczo, energicznie przejmując inicjatywę, wszczyna grę – grę miłosną, grę erotyczną. W końcu skłania Jeana, aby poszedł z nią na przechadzkę do parku. Zachowuje się – używając tu miary, jaką Strindberg zwykł stosować do kobiet – jak „dziwka”, gdyż według niego tylko mężczyźnie wypada wychodzić z inicjatywą w kontaktach damsko-męskich. Dlaczego zatem Julia wychodzi z inicjatywą? Można dopatrywać się wielu powodów. Jednym z nich może być noc świętojańska. Poprzez muzykę, tańce, zabawy następuje pewne rozluźnienie, oczarowanie. Może Julia pod urokiem tego niezwykłego czasu postanowiła odłożyć na bok zasady panujące między ludźmi reprezentującymi różne klasy społeczne, może postanowiła przestać myśleć w ogóle. Wyjazd ojca jest kolejnym czynnikiem doprowadzającym do zbliżenia z Jeanem. Poczuła, że nikt nie ma nad nią kontroli. Pozostała sama z całą służbą, mogła robić, co tylko jej się podoba, pozbawiona kontroli miała wolną rękę. Pod wpływem mroku, tańca, kwiatów, alkoholu, podniecenia, które było wywołane tymi czynnikami Julia zaczęła się zmieniać.

Matka Julii, kobieta wyemancypowana, można chyba nawet powiedzieć, że chora psychicznie, nie wychowała jej właściwie na młodą, świadomą kobietę. Nigdy nie chciała mieć córki, może nawet nie chciała mieć dzieci. Nienawidziła swojego męża, nienawidziła wszystkich mężczyzn, ale nie przeszkodziło jej to mieć kochanka i ukrywać przed najbliższą rodziną swojego majątku. Od najmłodszych lat Julia traktowana była jak chłopiec, ponadto matka uczyła ją nienawiści do mężczyzn. Musiała być silna, twarda, odporna na emocje i pozbawiona uczuć. Julia wychowana była jak pół-kobieta, pół-mężczyzna. Środowisko, w jakim się wychowała też mocno ją ukształtowało. Jej matka odeszła, więc wychowanie córki kontynuował ojciec. Dziewczyna nie miała z nim dobrego kontaktu, nie tworzyli silnej relacji opartej na miłości, cieple i zaufaniu. Jej stosunek do ojca był raczej oficjalny. Nie zależało jej na jego zdaniu czy uznaniu. Prowadziła raczej życie według własnych zasad, a może raczej zasad, które wpoiła jej matka, a które z czasem i nabieranym doświadczeniem uległy modyfikacji. Julia na początku akcji dramatu jest z pewnością kobietą silną, samodzielnie myślącą. Wpływ matki na jej życie był ogromny. To matka przekazała jej, że powinna dominować nad mężczyzną. Jedna strona związku musi być zniewolona, aby panowała harmonia, a kobieta nie może być przecież niewolnicą męża. Tak Julia traktowała swojego narzeczonego każąc mu skakać przez szpicrutę. Tresowała go, dominowała nad nim. Narzeczony panny Julii był przez nią poniżany. Musiała zademonstrować swoją siłę. Udawało jej się to przez jakiś czas, ale wszystko ma swoje granice i w końcu on ją zostawił. Kiedy Jean porusza ten temat Julia absolutnie zaprzecza temu, aby to narzeczony ją porzucił i zupełnie odwraca sytuację, próbuje obrócić to na własną korzyść. Mózg Julii jest zdegenerowany poprzez wpływ matki. Ona ja uczyła, że kobiety powinny wykonywać czynności męskie, dlatego że nie są gorsze od mężczyzn.

Julia od początku nawiązania tego wieczoru kontaktu z Jeanem ponosi klęskę. To ona staje w roli mężczyzny, zdobywa go. Dla kobiety wówczas było to już znaczące poniżenie. Julia od pierwszych chwil staje na przegranej pozycji. Odsłoniła swoje karty, a Jean może to wykorzystać. Pokazała, że jest zainteresowana kontaktem ze służącym. Dla niego jest to rodzaj gratyfikacji, a tym samym źródło poniżenia dla niej. Kobieta zdobywa mężczyznę. Arystokratka zadaje się ze służącym. Spada w dół w hierarchii społecznej. Służącego traktuje jak równego sobie partnera. Pije piwo, choć nawet on gardzi piwem pijąc wino. Wino, które pochodzi z piwniczki jej ojca. Ponadto zadaje się ze zdrajcą, złodziejem, osobą, która oszukuje jej ojca, a przez to działa na niekorzyść jej samej. Majątek jej ojca jest przecież także jej majątkiem. Można powiedzieć, że ponosi zupełną klęskę poprzez kontakt fizyczny z Jeanem. On, w przeciwieństwie do niej, jest w dużo lepszej sytuacji. Ma nienaganne maniery, chodzi do teatru, zna nawet francuski i jako służący może awansować w drabinie społecznej. Ona może jedynie upaść. Jean marzy o awansie. Wyraża się to w jego snach. Często śpi, że leży pod drzewem i chce się na nie wdrapać. Sny dużo mówią o pragnieniach bohaterów. Julia ma zupełnie inny sen, którego może nie do końca rozumie. We śnie stoi szczycie kolumny, ale problem w tym, że nie może spaść. Można ten sen tłumaczyć w tym sposób, że Julia, chociaż gardzi mężczyznami, nie gardzi tym, co mówią ludzie. Od urodzenia wychowywana jako arystokratka nie może spaść w tej drabinie społecznej, jej reputacja jest jej ogromną wartością i cokolwiek by się nie działo nie może zszargać swojej opinii. Niestety to opamiętanie następuje dopiero pod koniec dramatu.

Relacje Jeana i Julii są bardzo skomplikowane. Jean ma narzeczoną – Krystynę, służącą w domu ojca Julii. Niby nie zależy mu na Julii, a okazuje się, że jego zainteresowanie zaczęło się już w dzieciństwie, już wtedy ją podglądał jako młody mężczyzna. Jean podważa podziała społeczny. Jest wiele różnic pomiędzy ta parą. Główna jest taka, że dziewczyna może tylko upaść, nie może dać mu szlacheckiego pochodzenia. On nie może dać jej nic. Choć w momencie złości wypomina jej, że jego ród jest lepszy, bo nie zdobył szlachectwa przez przypadek czy romanse. Insynuuje, iż jej rodzina posiada stan szlachecki od momentu wizyty króla u pewnego młynarza, jej przodka. Julia jest oburzona jego zachowaniem. On twierdzi, że dzięki niemu może się wznieść na wyżyny. W Rumunii mogą sobie kupić szlachectwo, a w Szwajcarii kupią hotel, który zapewni im utrzymanie. Jean jest przekonany, że Julia ma pieniądze, dlatego roztacza przed nią tak piękne wizje. Mężczyzna hipnotyzuje dziewczynę, poddaje ją swojemu czarowi, ona oszołomiona nocą pełną wrażeń ulega.

Julia czuje się zhańbiona i nie może się z tym pogodzić. Popełniła duży błąd. Wcześniej w ogóle o tym nie myślała. Obcowanie z Jeanem, jego piękne słowa i obietnice zupełnie zmieniły jej sposób myślenia o mężczyznach, o sobie. Przez długi czas nie przejmowała się tym, że ktoś może nakryć ją ze służącym sam na sam. Nastąpiła w niej ogromna przemiana. Z silnej i niezależnej kobiety stała się bezbronną, kruchą osóbką. Kilka godzin z Jeanem zupełnie ją zmieniło. Julia jest ofiarą podwójną. Wpadła w pułapkę Jeana, ale także własnej natury, która ją niewątpliwie zawiodła tym razem. Zachwianiu uległo poczucie rzeczywistości, Julia wydaje się być odrealniona, nie myśli logicznie. Nadal zahipnotyzowana urokiem Jeana z ciekawością słucha o planach na przyszłość, jakie przed nią roztacza. Uwierzyła mu do tego stopnia, że próbuje przekonać do nich Krystynę, byłą narzeczoną Jeana. Julia upadła jeszcze niżej, kiedy o wszystkim dowiedziała się Krystyna. Jest teraz wplątana w ich relację, jest im potrzebna. Przekonują ją, aby wyjechała z nimi do Szwajcarii, aby zobaczyła świat. Krystyna uważa ich za szaleńców, gardzi też nimi. Nie szanuje od tej pory swojego państwa. Czuje się zdradzona, poniżona przez Julię, która spędziła noc z jej narzeczonym.

Postać panny Julii w dramacie zmienia się, bohaterka jest wyniosła i dumna lub zniewolona i bezradna, zafascynowana Jeanem, a po chwili go nienawidzi i obrzuca wyzwiskami. Jean prowokuje ją, tak ja ona prowokowała jego. On pierwszy ostrzegł, aby nie igrała z ogniem. Jednak z jego strony mogła być to jedynie gra. Kiedy osiągnął wszystko, co chciał przyznał, że wzruszająca opowieść o skrzyni z czarnym bzem, w której się położył by umrzeć (słyszał wcześniej, że czarny bez zabija), nie była jego historią, a mężczyzny, o którym kiedyś przeczytał w gazecie. Opowieść, jak to podglądał ją biegająca po parku w różowej sukience i białych pończochach tez mogła być fikcją. Grał na jej uczuciach, drażnił zmysły dodając, że owies jest „miękki w dotknięciu jak ludzka skóra!” Ciągle potęgował napięcie, jakie się między nimi wytworzyło, bawił się nią, bo wiedział, że jest już całkowicie mu oddana, że nabrała się na jego słowa. Jeana zdejmując swoją liberię, pozbywając się stroju służącego stał się władczy i bezczelny, miał czelność uwodzić dziewczynę, która jest wyższa od niego stanem. Brak pieniędzy komplikuje sytuację. W momencie, kiedy mężczyzna dowiaduje się, że ich plany (a właściwie może jego plany) nie mają szansy spełnienia, ponieważ dziedziczka nie posiada żadnych pieniędzy, zaczyna nią gardzić. Jean jest oszustem i teraz to pokazuje. Sam fakt przyznania się do zmyślenia tej historii jest dowodem na to, iż działał we własnym interesie, a nie ze względu na uczucie. Oboje są silnymi charakterami, rządzą nimi skrajności – z miłości przechodzą szybko do nienawiści. Obrzucają się niewybrednymi obelgami, ubliżają sobie, wypominają nawzajem doprowadzenie do takiej sytuacji. Julia zdaje sobie sprawę ze swojego poniżenia, które osiągnęło najwyższy stopień. Stosunek fizyczny ich połączył, wiec próbują zachować jakieś pozory, chyba już tylko przed nimi samymi. Marzą o hotelu w Szwajcarii, gdzie Julia spełniałaby się w podwójnej roli – finansisty i przynęty. Absurdalnie, widzą tam nawet miejsce dla Krystyny. Widać, że są w tym momencie odrealnieni. Jaka zdradzona kobieta byłaby w stanie uciec ze swoim byłym narzeczonym i jego kochanką do innego kraju, zaczynać wszystko od zera, pomagać im? Ta noc była dla nich z pewnością zbyt obfita w marzenia i optymizm. To naturalne, że Krystyna gardzi Jeanem i Julią, jest upokorzona. Jej religia i „naiwna, dziecięca wiara” pomaga jej wyrzucić z życia Jeana. To z nim miała iść do kościoła, po czym rano dowiaduje się brutalnej prawdy i do kościoła idzie sama. Kościół jest teraz jej jedynym oparciem. Jean dotknął Krystynę jeszcze mocniej wypominając jej jakieś niejasne interesy ze sklepikarzem, zarzucił jej nieuczciwość. Panna Julia bezskutecznie przekonują ja do wyjazdu. Kobieta nawet nie chce słyszeć o pięknych widokach, zwiedzaniu zoo, czy innych atrakcjach. Dla niej najważniejsza wartością jest żyć w zgodzie z własnym sumieniem, bez grzechu, a Julia z Jeanem mają na sumieniu nie jedno. Krystyna nie chce z nimi rozmawiać, a co więcej chce przeszkodzić w ich planach i wychodząc zapowiada, że powie w stajni, aby nie podstawiali koni przez powrotem hrabiego. Ostatecznie Julia wpada na pomysł kradzieży pieniędzy ojca. Nie zrobiłaby tego, gdyby miała inne wyjście. Ma zszarganą opinię. Krystyna już wie, co wydarzyło się pomiędzy nią a Jeanem, może jeszcze ktoś inny ich widział… Niedługo mogą dowiedzieć się wszyscy, w tym jej ojciec. Oczywiście, że Julia boi się ojca. Jest jej jedynym rodzicem, który może mało się nią interesował, ale wychowywał ją dość surowo. Ojciec nie może się dowiedzieć, a jeśli już się dowie, to Julia chce być daleko. Kradzież pieniędzy jest jedynym wyjściem. Plan by się pewnie powiódł, dziewczyna zdobyła pieniądze. A Jean zepsuł wszystko. Zabił jej czyżyka, który według niego przeszkadzałby w drodze. Dziewczyna widząc to przeżywa szok, z jaką łatwością przychodzi mu zabicie tego małego zwierzęcia. Budzi się w niej natura arystokratki, widzi, jak wielka przepaść dzieli ją i jego. Postanawia zostać i ponieść konsekwencje swojego czynu. Ucieczka jest niegodna jej pochodzenia.

Żadna z postaci dramatu nie jest postacią wygraną. Julia z pewnością przegrała z Jeanem, ale też z samą sobą, ze swoją naturą. Dziewczyna przegrała z Jeanem, ponieważ naruszyła naturalną kolej rzeczy – zaczęła go uwodzić, zachowywała się jak mężczyzna, on by się nigdy nie ośmielił zrobić pierwszego kroku. Zachęcony przez nią Brna w tę farsę emocjonalna jaka się między nimi rozgrywała. Prawda o Julii jest taka, że bardzo chciała zniewalać mężczyzn, a tak naprawdę stała się ich niewolnicą. Może nawet chciała się nią stać, nie walczył z tym zbyt długo. Jean przegrywa z samym sobą. Nic nie osiągnął. W jakim zatem celu rozpalił w dziewczynie uczucia? Chciał ją jedynie wykorzystać do własnych celów, bawił się nią. Nie wyjechał za granicę, nie kupił hotelu ani tytułu szlacheckiego. Marzył o pięknej przyszłości kosztem młodej dziewczyny i jej poniżenia. Julia na koniec okazuje się jednak silniejsza niż on. Jego nadal ogranicza liberia. Kiedy włożył ją ponownie, stał się innym człowiekiem. Tym samym służącym, który czyści buty jej ojca i nie jest w stanie wyrazić żadnego sprzeciwu. Ojciec wraca i Julia zauważa różnicę w jego zachowaniu. Z takim człowiekiem miałaby uciekać, planować przyszłość narażając się na kolejne problemy? Julia jest zbyt silna. Nie wie, czy ojciec zauważył już brak pieniędzy, nie wiem, czy w tym celu wzywa Jeana. Jest przerażona, ale nie działa pochopnie. Prosi Jeana o brzytwę i oto, aby rozkazał jej popełnić samobójstwo. Jean okazuje się być o wiele bardzie tchórzliwy niż Julia – silna i zdecydowana. Chce tylko usłyszeć to z jego ust, usłyszeć rozkaz. To on jest źródłem jej upadku i powinien dokończyć dzieło i skończyć z nią ostatecznie. Julia powierza mu swoje życie, pragnie, aby jego słowo ją zabiło.

Strindberg pokazuje nam historię kobiety, a raczej dziewczyny posiadającej problem właściwego zdefiniowania własnej tożsamości. W zasadzie Julia zupełnie jest w stanie się zdefiniować. Kim właściwie jest, a za kogo się uważa? Jak postrzegają ją inni - jej bliscy, służba czy narzeczony? Każdy zapewne postrzega ją zupełnie inaczej. Ojciec widzi w niej córkę, widzi w niej też obraz żony, może nawet jej kopię – silną kobietę, potężny charakter, ale też nieokiełznaną naturę. Julii zdarzają się wybryki, ale nie zachowujeę się w sposób uwłaczający jej pozycji społecznej, „bawi się”, ale ludźmi na swoim poziomie, nigdy nie poniżyła siebie. Narzeczonemu zależy na dziewczynie, bo inaczej nie pozwalałby sobą zarządzać. W pewnym momencie jednak miarka się przebiera i wcześniej zachwiany porządek przechodzi w stan zwyrodnienia społecznego, bo trudno inaczej nazwać sytuację, kiedy kobieta poniża mężczyznę. Kobieta, jako słabsza – przynajmniej fizycznie – płeć wymusza na mężczyźnie, aby biegał, skakał i mówiąc kolokwialnie, robił z siebie głupka. Wszystko po nic. Bo nic tym nie udowadnia, niczego nie potwierdza, do niczego to nie prowadzi. Może jedynie do urozmaicenia czasu panny Julii, dla jej przyjemności. Julia ukazuje się nam w tej sytuacji jako osoba perfidna, wyrachowana. Bawi się ludźmi, traktuje ich jak marionetki, które można ustawiać, bawić się nimi, dopasowywać do swojego gustu. Jej działanie jest pozbawione celu i sensu. Nie jest w stanie zupełnie podporządkować sobie narzeczonego, nawet trudno jest stwierdzić, czy taki miała zamiar. Bawi się nim, ale potem sama będzie zabawką w cudzych rękach. Służba natomiast widzi wszystkie poczynania młodej panny i śmieje się z niej. Śmieje się także z jej adoratorów, którzy wykazując niezwykłą subordynację narażają się na utratę uznania w oczach służby. Przez to tworzy się sytuacja, w której to pracownik czuje się lepszy od pracodawcy. Służący uważa się za kogoś wyższego niż jego Pan. Oczywiście, rozpatrując tę sytuację w kontekście współczesnego społeczeństwa i względów etycznych moglibyśmy się nawet zgodzić ze służbą lub przynajmniej rozpocząć dyskusję na temat wyższości i niższości, lecz w społeczeństwie o jasno określonych podziałach społecznych jakakolwiek zamiana nie mogła być możliwa. Pan jest Panem, a służący służącym. Pan może wszystko, a służący tylko tyle, na ile pozwoli mu pracodawca. Służba gardzi Julią, która jest pośród nich przedmiotem kpin i żartów. Strindberg świetnie przemyślał budowę dramatu i przewrotność zachodzącą pomiędzy postaciami. Julia, która gardzi wszystkimi mężczyznami zaczyna interesować się służącym, zaczyna go pragnąć. To pragnienie, wywołane wieloma czynnikami, okazuje się być destrukcyjne do tego stopnia, że to ona zastaje poniżona, a później odrzucona przez służącego. Po tym, jak osiągnął wszystko, czego chciał, gardzi nią. Dziewczyna przeżywa ogromny dramat, ale trudno jej współczuć, ponieważ wreszcie czuje to, co czuł na przykład jej narzeczony lub inne osoby będące jej zabawkami. Z jednej strony należy jej się współczucie, a z drugiej sama przecież odebrała sobie do niego prawo. Wszystko, co ją spotyka jest zdeterminowane przez jej wcześniejsze zachowania, a one wynikały z charakteru, który ukształtowała jej matka. Ona stworzyła osobę, która miała problem ze zdefiniowaniem własnej tożsamości. Była kobietą, lecz się nią nie czuła. Chciała kochać, potrzebowała bliskości, a robiła wszystko aby odstręczać od siebie ludzi. Wszystko, co robiła obracało się przeciwko niej. Myślała, że jest silna, a w noc świętojańską uległa służącemu, poniżyła siebie i swoją rodzinę, zakwestionowała podziały społeczne i postąpiła nieetycznie wdając się w romans z narzeczonym kucharki. Julia szukała bezwzględnej akceptacji wynikającej z miłości. Osobie, która ma problem z określeniem własnej wartości jest potrzebny ktoś, kto ją pokocha i doceni. Julia uległa iluzji, kiedy słyszała słowa Jeana. Czuła się z nim dobrze, ponieważ podświadomie myślała, że znalazła to, czego szukała. Iluzja szybko została obnażona, a dziewczyna zrozumiała, że jest niżej upaść już nie może. To było źródłem jej największej tragedii. Załamał się w niej system obronny, nie była już w stanie zobaczyć żadnego wyjścia z sytuacji, a powrót ojca tylko ponaglał ją do szybkiej decyzji. Nie wiedziała, co może zrobić, ale coś musiała. Zhańbiła siebie i całą rodzinę. Ucieczka od poniesienia konsekwencji swoich czynów byłaby potęgowaniem tej hańby.

Zakończenie pozostaje otwarte, a my jedynie możemy domyślać się, czy Julia popełniła samobójstwo. Jest to bardzo prawdopodobna wersja wydarzeń. Dziewczyna miała problemy z odnalezieniem się w świecie, określeniem, czego tak naprawdę chcę, czego chce od mężczyzn. Wypaczona przez wychowanie matki, upośledzona emocjonalnie przez ojca, nie ukształtowała właściwie swojej tożsamości. Nie była przecież mężczyzną, ale nie uważała się za zupełna kobietę. Fizycznie nią oczywiście była, ale środowisko sprawiło, że nie czuła się jak kobieta. Ta noc z Jeanem, dopełniła czary goryczy. Trudno jest sobie wyobrazić sytuację poczucia zupełnego upodlenia, pragnienie śmierci. Dla Julii, jako młodej dziewczyny życie okazało się zbyt trudne. Była na tyle silna, aby móc z honorem odejść, ponieść konsekwencje swoich czynów. Wybrała pewną drogę. Trudno określić, czy słuszną, ale z pewnością decyzja ta należała tylko do niej. Ostatni raz zadecydowała o kształcie swojego życia, w tym momencie o jego zakończeniu. Zawsze inni decydowali o tym, jak ma wyglądać, co ma robić, jak się zachowywać. Teraz poczuła się panią swojego życia, poczuła, że ma nioegraniczoną władzę, dlatego jeśli zechce to je zakończy.