Wiosna, ahh… ta wiosna. Po zimie nazywanej prze zemnie często czasem wielkich przygotowań, czy oczekiwań. Przychodzi okres kiedy cała otaczająca mnie przyroda powoli ożywa, pozbywając się tym samym resztek śniegu ogrzewając ziemię gorącymi promieniami Słońca .

1.Zawsze wędkarską przygodę zaczynam zaraz po zejściu pokrywy lodowej, przypada to przeważnie na koniec lutego, początek marca. Jest to doskonały okres połowu Karasi Srebrzystych, na nasze rodzinne musimy poczekać przynajmniej do maja kiedy temperatura wody osiągnie ok. 18-20 stopni. Jak już pisałem we wcześniejszym artykule najlepsze miejsca do ich połowu to płytkie porośnięte trzciną zatoczki czy brzegi oświetlane od wschodu promieniami słonecznymi. Woda szybciej nagrzewa się w takich miejscach co sprzyja porostowi różnorodnych roślin, w których przecież ukrywają się nasze robaczki.

Karasie nigdy nie przemieszczają się po łowisku samotnie, zbierają się w małe ławice, których liczebność zależy od wielkości osobników i wędrują wokół zbiornika w poszukiwania łatwo przyswajalnego białka. Nie jest łatwo dokładnie odczytać czy wypatrzeć takie wędrówki ale bardzo pomocnym sposobem na znalezienie stadka jest ranne ( tuż przed wschodem słońca ) obserwowanie tafli wody. Wtedy to ryby spławiają się tuż pod jej powierzchnią.

Kiedy promienie słoneczne zaczynają przebijać się przez wiosenne chmurki karasie jakby zanikają, sporadycznie skubnie jakiś niewielki osobnik. Z moich obserwacji wynika, że ta pora przypada na godzinę od 4 do 7.00-7.30 rano. Najlepszą przynętą okazuje się wtedy robaczek swobodnie puszczony przy trzcinie.

Często na łowiskach szokuje nas ilość śmieci jaka ukryta była w zaroślach okresu letniego, dlatego chciałbym Was prosić o uszanowanie swoich łowisk bo czy już nie powiedział ktoś kiedyś, że „Polskie wody to piękne wody lecz zanieczyszczone”.

2. Cisza…cisza i cierpliwość jest kluczem do sukcesu szczególnie wiosną kiedy to nasze rybki dopiero co opuściły swoje miękkie muliste posłanie i nie są jeszcze tak aktywne jak w okresie letnim. Wędrując po zbiorniku za wiosennymi karasiami często jestem świadkiem pięknych pokazów akrobacji ze strony płoci, która przecież przygotowuję się do kwietniowego tarła. Staram się aby nie stawały się moją zdobyczą ze względu na szacunek jaki do nich czuję. Kiedyś jak pewnie większość z Was uważałem naszą płotkę za rybkę dla dzieci, która nieproszona wchodzi nam w łowisko. Moje zdanie na ten temat zmieniło się o 360 stopni, kiedy to tamtego lata doznałem miłych odwiedzin 0,5kg płoci na łowisku linowym, ale o tym w późniejszych wpisach.

3. Duże Rybki pośród skarłowaciałej populacji? Bajka czy hybryda?

Nic mylnego, gdy na naszym zbiorniku w okresie letnim męczą nas ciągłe brania żywczyków, wiosna jest porą na większe dochodzące do 2kg okazy, które miałem okazje poczuć na kiju niestety niezbyt długo. Zapytacie się pewnie co dzieje się z tonami malutkich karasi?

Otóż ranne temperatury wahają się przeważnie od -2 do 3-5 stopni, co skutecznie zniechęca nasze małe rybki do żerowania, stają się one lekko przymrożone i niechętne do pobierania pokarmu. Natomiast większe osobniki czując zbliżający się wielkimi krokami majowy okres tarła efektywnie poszukują białka, które doda im dużo energii. Wraz z wschodzącym Słońcem większe sztuki odpływają w głąb zbiornika, lecz nie wiem dlaczego, nadchodząca wiosna da mi możliwość do rozwiania wszelkich niepewności. Gdy mniejsze karasie poczują ciepło padających promieni ożywają niczym kalkulator słoneczny czy kwiaty mniszka lekarskiego, wyruszając tym samym na wędrówkę w poszukiwaniu czegoś na ząb.

4. Zawijać manaty i iść do domu?, pewnie wielu zada sobie to pytanie. Kiedy mam możliwość dłuższego wędkowania nigdy nie śpieszy mi się do ciepłego domku. Zawsze zostaje na łowisku przynajmniej jeszcze godzinkę oglądając przepiękny wschód Słońca.

Czasami zdarza się, że napotkam na niewielką ławicę karaski, które biorą na każdą część robaka jak opętane. Lubię pobawić się w takich chwilach trenując tym samym reakcje zacięcia i płynność holu. Niekiedy nawet małe osobniki tego gatunku potrafią przysporzyć wiele frajdy wykładając swoje ciało na tak zwany „bok” i stawiając tym samym miły opór.

5. Sprzęt i osprzęt towarzyszący mi przy wiosennych wyprawach:

Ze względu na ciągłą wędrówkę w poszukiwaniu ryb staram się zabierać ze sobą tylko to co naprawdę jest mi potrzebne:

- Bacik do którego nierozłącznie się przywiązałem.

- Wiaderko, w którym posiadam cały sprzęt, służy mi ono także jako siedzenie.

- Wypychacz wystrugany z drzewa dębowego podczas długich zimowych wieczorów.

- Słoiczek ze Świerzymi robaczkami.

- Żyłkę, kilka haczyków, paczkę ciężarków oraz wszechobecną kartę wędkarską.

Nie jest tego zbyt dużo ze względu na swobodę aktywnego wędkowania. Osobiście nie lubię wędkować otoczony różnymi cudeńkami techniki. Zdziwi Was pewnie brak siatki na ryby w moim ekwipunku, otóż rzadko zabieram ryby ze sobą, ponieważ po prostu nie lubię ich jeść, sporadycznie mój Tato poprosi mnie o jedną czy dwie rybki, które uśmiercam jeszcze na łowisku, unikając tym samym ich cierpienia.

Cóż, opisałem już chyba wszystko co uchowało mi się w głowie, w końcu minął już prawie rok czasu i zdążyłem wiele zapomnieć.

Pozdrawiam i życzę miłej lektury.

Rafał Chabros