„Zdążyć przed Panem Bogiem” to rozmowa Hanny Krall z Markiem Edelmanem – jedynym żyjącym przywódcą getta.

Cytowany fragment dotyczy wspomnień Marka Edelmana dotyczących życia w getcie. Każdy potrzebuje kogoś, dla kogo mógłby żyć, działać – chłopak, którego wspomina stracił sens życia, kiedy stracił swoją ukochaną. Każde działanie – nawet bezsensowne – pozwalało nie czekać bezczynnie na swoją kolej.

Marek Edelman jako lekarz stał przez sześć tygodni na Unschlagplatzu i ratował tych, którzy byli najbardziej potrzebni w getcie.

Wspomina chłopaka i dziewczynę, którzy i tak wkrótce zginęli, ale jeszcze przed śmiercią byli bardzo przydatni – on wydrukował gazetę, a ona ją rozkolportowała.

Kiedy amerykański profesor krytykuje postawę idących na śmierć on się oburza – trudniej jest iść godnie na śmierć, niż ginąć od kul karabinów w walce.

Edelman wspomina wydarzenie jeszcze sprzed powstania w getcie – kiedy Niemcy znęcali się nad starym Żydem, a tłum się śmiał.

Stary, mały człowiek został postawiony na beczce, a rośli Niemcy wielkimi nożycami obcinali mu kawałek po kawałku brodę. Zdaniem Edalmana było to obiektywnie śmieszne, ale i okrutne.

To upokorzenie starego człowieka stało się czymś przed czym chciał uciec – „Nie dać się postawić na beczce” – to synonim godnego życia i godnej śmierci.