Dom wdowy, kuchnia. Wchodzi wdowa,Balladyna i Alina z sierpami, są zmęczone po całym dniu pracy. Całe brudne na twarzy. Wdowa:siada przy stole, kładąc prawą rękę na stole i opiera o nią twarz. Mówi:Zakończony dzień pracy . Spogląda na Balladynę,mówi dalej:Moja Balladyno, Twoje rączki od słońca całe się rozpłyną. Jak lodu kryształki. Wstaje od stołu, spogląda na Alinę,opiera rękę o krzesło i mówi dalej: Już my jutro rano z Alinką na poletku dożniemy ostatka. Podchodzi do Balladyny, głaszcze ją po plecach,mówi: A ty moje dzieciątko, siedź sobie za ścianą. Przestaje mówi i siada z powrotem na krzesło przy stole. Alina:Gdy tylko wdowa mówi ostatnie słowo i siada, Alina podchodzi do matki, kładzie jej rękę na ramieniu, mówi podnosząc głos: Nie!Nie, nie. Jutro odpoczywa matka, a my z siostrzycą idziemy na żniwo. Spogląda na okno, mówi dalej: Słoneczko lubi Twoją główkę siwą i leci na nią by natrętna osa do białych kwiatów: ani go od włosa liściem odpędzić, że też nigdy chmurki Bóg nie nad wieje, aby cię zakryła. Spogląda na matkę i mówi unosząc głos: O! Biedna matko! Alina odchodzi od stołu i staje obok Balladyny. Wdowa:Wstaje od stołu, trzyma jedną rękę za kręgosłup, podchodzi do Balladyny i Aliny, spogląda na nie i mówi: Dobre moje córki, z wami to nawet ubożyzna miła, a kto posieje dla Boga nie straci. Zawsze ja myślę, że wam Bóg zapłaci Bogatym mężem. A kto wie? A może już o nas słucha na królewskim dworze? A my tu żniemy, aż tu nagle z boru jakiś królewic. Odchodzi od córek, krząta się po kuchni, mówi dalej: Niech i kuchta dworu albo koniuszy zajeżdża karetą..I mówi do mnie:Podściwa kobieto, daj mi za żonę jedną z córek.-Panie weź Balladynę, piękna jest dziewanna. Tobie się także Alino dostanie rycerza za męża, ale starsza panna powinna prędzej zostać panna młodą. Mój królewicu, żeń się z Balladyną. Matka krząta się po kuchni. Balladyna: Szuka w kuchni po szufladach grzebienia. Mówi: Gdzie ty mój grzebień podziałaś, Alino? Co tam słuchasz, jak się matce marzy..Zła szuka dalej grzebienia. Alina:Pomaga matce(zamiata kuchnie). Z uśmiechem na twarzy zwraca się do Balladyny: Wiesz, Balladyno że to jej do twarzy, kiedy śni głośno, kiedy się uśmiecha. Krząta się po kuchni. Wdowa: Siada do stołu i mówi, spoglądając na Balladynę:Dobrze ty mówisz! Chata taka licha, a mnie się marzy Bóg wie nie co..Bogu się także w wiekuistej chwale musi coś marzyc..a gdyby też Bogu chciało się matce da złotego księcia. Przestaje mówić i załamuje głowę. Balladyna: słychać w oddali jakiś tarkot. Nadstawia ucho i mówi: Ach! Słychać jak iś tarkot na rozłogu. Spogląda w okno i mówi...