20 Lipca 1942

Obudził mnie wyjątkowo silny ból brzucha, który z każdym dniem się nasilał. Dodatkowo dzisiaj przypadło mi spać na wilgotnej, betonowej podłodze. Całe ciało mnie bolało. Z ledwością mogłem wykonywać najmniejsze ruchy. Doczołgałem się do stojącego w kącie wiadra z wodą. Lekko obmyłem twarz i przejrzałem się w leżącym nieopodal kawałku stłuczonego lustra. Wczoraj zjadłem ostatni kawałek chleba jaki miałem. Wiedziałem, że jeśli chcę przeżyć, muszę zdobyć pożywienie. Zmobilizowałem resztki sił i wyszedłem na ulicę. Blask słońca przez chwilę mnie oślepił Gdy oczy przyzwyczaiły się do silnego światła ujrzałem okropny widok ulicy. Uszkodzone i popękane budynki oraz drogi, śpiący na ulicy ludzie, którzy cierpieli w skutek głodu i chorób. W oddali dostrzegłem duży zegar. Była godzina szósta. Nagle usłyszałem rozpaczliwy krzyk kobiety stojącej na skraju dachu budynku. NIe miałem siły wydobyć z siebie żadnego dźwięku aby ją powstrzymać. Nikt nie miał. Ludzie w osłupieniu patrzyli w jej stronę a na ich twarzach widniała obojętność. Zrobiła krok w przód, a jej ciało z impetem uderzyło o chodnik. Dopiero potem dowiedziałem się, iż tamtej nocy straciła dziecko. Nie miała już dla kogo żyć. Nie miała siły dalej walczyć.