Stanisław Grochowiak ,, Czysci "

Podmiot liryczny w pierwszej strofie stwierdza że woli brzydotę ponieważ jest ona bliższa człowiekowi. Stwierdza też, że brzydota może tworzyć formy najpiękniejsze, takie które będą przemawiały do odbiorcy. Deklaruje, że jest turpistą. Podmiot lirycznystwierdza, że bez brzydoty białe ściany, posągi są nijakie i bez charakteru, tak naprawdę charakteru życia może nadać im brzydota m.in. poprzez osad z sadzy lub mysi zapach. W trzecie strofie stwierdza że ludzie są tak wymyci, że gdy przechodzą obok psa ten ich nie zauważy i nie warknie, chociaż mogą być obłudnikami. Ludzie wymyci posiadają tylko złudną piękność zewnętrzną. Są po prostu tak idealni, że okazują się niezauważalni. Ludzie dopatrują się piękna w ułomności przyrody, bo wtedy ich to najbardziej zachwyca, często w życiu ludzkim stają się bliskie miejsca które powinny odstraszać. Uważa się że brzydota intryguje i pobudza do myślenia. Potrafi też zachwycić. Grochowiak tworzył w czasie komunizmu. Propaganda PRL owska chciała wpłynąć na świadomość ludzi, lansowała wizję świata cudownego, idyllicznego, przy czym nieprawdziwego, nieautentycznego i to odwrócenie się od tradycyjnej estetyki było wyrazem buntu, wyrażenia niezgody na cukrowaną rzeczywistość. Tak jak podmiot liryczny nie wyraża zgody na tytułowych czystych czyli ludzi tak wymytych że gdy przechodzą nawet pies nie warknie, jest to prośba poetyckiego wzbudzenia wrażliwości człowieka. Nie wolno poddawać się ich schematyzacji, nie powinniśmy oceniać ludzi po pozorach bo one są złudne. 

Miron Białoszewski

,,Szare eminencje zachwytu"

Wiersz jest wyrazem zachwytu i radości, których źródło tkwi w obserwacji rzeczy codziennego użytku. Pierwsza część utworu poświęcona jest łyżce durszlakowej. Jest ona źródłem niezwykłych skojarzeń. Z zestawienia ich niezwykłości z banalnością opisywanego przedmiotu rodzi się komizm. Tak więc durszlak nazywany jest niebem i kalejdoskopem, a także monstrancją jasności. Powoduje to wrażenie, że dla osoby mówiącej (podmiotu lirycznego), która żyje otoczona rzeczami codziennego użytku, te rzeczy właśnie stają się całym światem, a nawet wszechświatem i świętością. Zwykłe przedmioty zyskują dostojeństwo i wielkość. Wiersz ma charakter ody (utworu pochwalnego, utrzymanego w tonie podniosłym, uroczystym), o czym świadczą choćby słowa: „Jakżeś nieprzecedzona w bogactwie, łyżko durszlakowa!”

Białoszewski posłużył się tu kalamburem – odmianą gry słownej, która uwydatnia dwuznaczność wyrazu poprzez igranie jego brzmieniowym podobieństwem do innych słów. W tym przypadku wyraz : „nieprzecedzona” (nawiązuje do funkcji łyżki durszlakowej) kojarzy się ze słowami: nieprzeceniona, nieoceniona; słowo nabiera dwuznaczności i zaczyna wyrażać nowe treści.

Druga część wiersza zawiera opis pieca, poeta nazywa go pięknym, dostrzega w nim ludzkie cechy, które go wzruszają. Nazywając te cechy, poeta wybiera słowa o podobnym brzmieniu i zestawia je obok siebie: „siwy, srebrny, szary, aż senny…” Daje to wrażenie melodyjności, która często jest podstawą budowy wierszy Białoszewskiego. Innym przykładem uwydatniania brzmieniowych podobieństw między wyrazami jest fragment: „w dzwonach palonych polanych biało…”

Zmiana głosek w podobnie brzmiących wyrazach różnicuje sens tych słów; jednak dla poety istotniejsza jest możliwość dokonywania eksperymentów językowych niż uzyskiwania bogatych znaczeń, dlatego najważniejsza wydaje się sama zabawa słowem – igranie jego znaczeniem.

Wartość łyżki durszlakowej i pieca określa poeta już w tytule wiersza, używając pojęcia szrej eminencji (szara eminencja to osoba mająca duży wpływ na rzeczywistość, zwłaszcza na politykę, ale nie ujawniająca się bezpośrednio). O świecie, w którym żyjemy, decydują – zdaniem poety – zwykłe, niepozorne rzeczy. Mają one nie tylko wartość użytkową, ale stanowią po prostu treść życia i źródło radości.

,,Namuzowywanie "

Tytuł wiersza jest stworzonym przez poetę neologizmem. Tworząc go, poeta odwołał się do istniejących w języku rzeczowników odczasownikowych, będących nazwami czynności, np. nawoływanie, napełnianie, nasycanie i wielu innych. Można by go przetłumaczyć jako „nawoływanie Muzy”.

Utwór rozpoczyna apostrofa do Muzy.

Muzy - córki Mnemozyne i Zeusa, towarzyszki Apollina, opiekunki artystów zsyłające na nich natchnienie.

Jest to monolog podmiotu lirycznego - poety - skierowanego do Muzy, w którym przyznaje on, że pogrążony jest w niemożności pisania, więc tylko rymuje. Błaga więc o natchnienie, które napełni treścią jego słowa, bo to, co stworzył, niewiele jest warte (stanęło mu „ością w gardle”). Wiersz jest poświęcony problemom twórczości i twórcy, dlatego można go określić jako autotematyczny (bo poeta pisze o sobie samym). Taka interpretacja jest zaledwie jedną z wielu możliwości. Wiersz bowiem odczytać można jako wyraz bezradności, niemocy twórczej poety, ale też, jako żart, kpinę, zabawę słowami, która przynosi takie niezwykłe efekty.

Ten wiersz bardzo różni się od wiersza tradycyjnego, w którym wyznacznikiem poetyckości są rymy, budowa, rytm. Białoszewski pokazuje, że słowo jako materiał poetycki można wyzyskać również w bardzo oryginalny sposób, bazując na jego brzmieniu, budując z istniejących słów nowe wyrazy, które nabierają nowych sensów i treści. Wykpiwa w ten sposób tradycyjne przywiązanie do znaczenia słów, pokazuje bogactwo możliwości kryjące się w na pozór zwykłych wyrazach.

Autoportret odczuwalny.

Podmiot liryczny na wstępie wiersza poddaje wątpliwością swoje istnienie. Skąd wie, że istnieje, niepewność związana z własną egzystencją zostaje chwilowo rozwiana, gdyż ktoś na niego patrzy. Skoro na "coś" patrzy musi "coś" widzieć. Jest to więc dowodem, że posiada formę, jaką sam nie wie. Ciało, którym jest przyobleczona jego dusza nie jest mu tak dobrze znana jak wszystkich dokoła, nie widzi siebie. Nie może mieć pewności czy wszystkie członki może zaliczyć na poczet siebie, cóż jeśli działają wbrew jego woli, umysłowi. Jego własna granica nie jest mu znana, nikt jasno jej nie wyznaczył a on sam uczynić tego nie potrafi. Wie, że porusza się, co stanowi niepodważalny dowód posiadania jakiegoś, nieokreślonego istnienia. Jest, wykonuje ruch, jest odczuwany przez innych, co jednak dzieje się z nim gdy umrze, skąd ma wiedzieć, że umarł? Czy tylko fizyczna utrata ciała jest jedynym świadectwem jego zniknięcia, niebytu? Poeta nie neguje swojego bytu, lecz poddaje go pod wątpliwość. Towarzyszyć będzie mu ona cale życie, do czasu gdy w sposób naturalny przestanie wątpić, już go nie będzie.

TWARDOWSKI

,,Spieszmy sie"

Osobą mówiącą w wierszu jest myśliciel, człowiek , króry ponad wszystko ceni kontakr z ludzmi. Zwraca sie do adresata, by ,,spieszył sie " darzyć innych uczuciami, bo moze sie okazać, ze jest już za póżno (,,Spieszmy sie kochać ludzi tak szybko odchodzą ") Twardowsk wyraził prawdę: miłość to najważniejsza wartość.Namawia do kochania ludzi i pośpiechu w miłości ,by nie przegapić czasu, w krórym można ofiarować uczucie. Autor zdaje się zwraać uwagę czytelnika na to , ze trzeba wykorzystać czas dany nam na okazywanie uczuć, ponieważ wszystko przemija. Napełniając te prawdy oddają wersy,,Kochamy wciąż za mało i stale za póżno"

,,Świat"

„Bóg ukrył się dlatego, by świat było widać” – stwierdza podmiot liryczny, W przeciwnym razie byłby sam, bo nikt wobec Jego doskonałości nie ważyłby się dostrzec cokolwiek innego. A przecież wszystkie żywe istoty, najdrobniejsze przejawy życia, cały świat przyrody jest tak barwny i zróżnicowany, że grzechem byłoby je nie zauważyć. Przecież z przyjemnością obserwuje się: drobną mrówkę, „piękną zabieganą osę”, „zielonego kaczora”, czajkę, ważkę , „fasolę w strąkach”, „jodłę zrzucającą łuski”, a szczególnie ukochanych bliskich, gdzie szczególną rolę pełni matka.

Co prawda niebezpiecznie jest identyfikować podmiot liryczny z autorem wiersza, ale w tym przypadku wydaje się to oczywiste. Ksiądz Jan Twardowski szczególnie upodobał sobie przyrodę, był jej wielkim miłośnikiem i wnikliwym obserwatorem. Pisze o Bogu jako Stworzycielu świata, Stworzycielu, który z miłości powołał do życia bogaty świat fauny i flory. A ten świat zdaje się odwzajemniać sympatię...Kaczka składa „cztery jajka na krzyż” (frazeologizm), czyli tworząc kształt krzyża, a „kuliste oczy ważki” jakby chciały być bliżej nieba.

Nasz świat jest tak bogaty. Nawet otaczające nas rzeczy zasługują na uwagę, a szczególną wiedzę czerpiemy z doznawanych uczuć. Cierpienie uszlachetnia, człowiek dzięki niemu zdolny jest do współczucia, do pomocy swemu bliźniemu. A rozkosz? Zapewnia uczucie szczęścia, radości, uskrzydla, jest motorem naszych działań. Oba te uczucia wyznaczają naszą drogę życiową, są jak „kamienie, co podróżnym wskazują kierunek”.Bóg stwarzając świat, ukochał każdą jego najdrobniejszą cząstkę, nie może więc przysłaniać sobą postrzeganie tego cudu natury. Jest miłością, która daje..., daje bezinteresownie, a nie skupia się na własnych potrzebach – „nie zasłania sobą”.

,,Zaufałem drodze"

Postać mówiąca (podmiot liryczny) w utworze relacjonuje z narratorską dokładnością przebieg zdarzenia. Wybrał „wąską drogę”, na której czekało go wiele przeszkód i niedogodności - „dziury po kolana”, szedł nią nie w porę. Ostatecznie dotarł na łąkę, gdzie czekała na niego święta Agnieszka. W tym momencie narrator oddaje głos świętej, która mówi nieco zniecierpliwiona i zmartwiona jednocześnie. Obawiała się, że bohater wybrał drogę prostą, po asfalcie i „go diabli wzięli”.Poeta przypomina w wierszu, że każdego dnia człowiek staje przed koniecznością wyboru drogi postępowania. Codzienność, zwykłość sytuacji zostały podkreślone za pomocą kolokwializmów (potocznych wyrazów użytych w związkach frazeologicznych, czyli związkach między wyrazami): „na łeb na szyję”, „diabli wzięli”, „z dziurami po kolana”.Ludzie zapominają o tym fakcie, bardzo często dla wygody, zysku, poklasku wybierają szeroką asfaltową drogę. Nie chcą pamiętać o niebezpieczeństwie, jakie na niej czeka. Droga prosta to droga kompromisu, pójścia na ugodę, rezygnacji z wartości trudnych - wiary, miłości. Robi się to w imię wygody, spokoju. Droga prosta to jest na dłuższą metę droga pustki uczuciowej, wyrzeczenia się własnej natury, ślepego naśladowania innych (ważniejszych, mocniejszych, postępowanie korzystne dla nas). Człowiek zapomina, co jest prawdziwą wartością, uczuciem i „diabli go biorą” - przegrywa. Wybór „wąskiej”, niewygodnej drogi zmusza do wyrzeczeń, cierpliwości, uwagi, ale zaowocuje osiągnięciem celu i wzbogaceniem naszej osobowości.W wierszu pojawiły się dwa motywy wędrowne (obiegowe): droga (która tu jest symbolem życia człowieka); wędrówka (także symbol życia ludzkiego).Utwór jest przykładem wiersza białego (tzn. pozbawionego rymów) i wolnego. Nie ma podziału na strofy, granice wersów zamykają całości składniowe (zdania lub cząstki składniowe, co upodabnia go do prozy). Treść ma charakter fabuły relacjonowanej przez pierwszoosobowego narratora, który dla nadania dynamizmu i barwności swej opowieści stosuje dialog (tzn. oddaje głos św. Agnieszce).Obok środków językowych właściwych prozie (potoczne związki frazeologiczne, kolokwializmy), poeta wprowadził także elementy języka poetyckiego: porównanie: „jak w listopadzie zapóźnione buraki”, epitety (które tu pełnią funkcję obrazotwórczą) - droga „na łeb na szyję”, droga „z dziurami po kolana”.

"MRÓWKO WAŻKO BIEDRONKO"

 Wiersz jest przykładem charakterystycznej dla całej twórczości Jana Twardowskiego postawy franciszkańskiej. Wyraża się ona w zachwycie nad Naturą, nieustannym zadziwieniem urodą świata i jego niewyobrażalnym bogactwem, idei głębokiej pokory wobec tajemnicy stworzenia. Jan Twardowski pisał o sobie: "Zachwyca mnie otaczający nas świat, jego kolor, dźwięk, zapach, różnorodności...) Długo i cierpliwie uczyłem się przyrody, czytam książki przyrodnicze, zbieram zielniki(...) Wiem, że liść wiązu drapie, że gryka rośnie na czerwonej łodydze, że gile mają nosy grube, a dudki krzywe(...) To, co widzialne, dotykalne, pozwala określić granice niewiadomego i niepoznawalnego(...) I zamiast o katedrach i gotykach wolę pisać o drzewach, które mają w sobie coś ze wspomnienia raju. Świat jest naprawdę cudowny..." Twardowski, zgodnie z tradycją franciszkańską, głosi przekonanie, że w przyrodzie objawia się Bóg-Stwórca. Stąd pokora i wszechogarniająca miłość do wszystkiego, co żyje, do całego świata. Wiersz wyraźnie dzieli się na trzy części-zwrotki. Pierwsza i najdłuższa (9 wersów) napisana została w formie apostrofy do drobnych żyjątek: mrówki, ćmy, świetlika, konika polnego, ważki, biedronki. Fragment drugi (cztery wersy) zawiera refleksję bohatera lirycznego o sobie samym. Tutaj wprost ujawnia się jego obecność, dominuje forma pierwszej osoby liczby pojedynczej ("człapię", "nie rozumiem", "myślę"). Dystych kończący wiersz stanowi puentę lirycznej wypowiedzi i przynosi filozoficzną refleksję dotyczącą ludzkiej egzystencji. Człowiek okazuje się być tylko jednym z wielu elementów świata - wcale nie najważniejszym i najdoskonalszym. Takiemu przesłaniu zdaje się wtórować także kompozycja wiersza. Najdłuższy fragment poświęcony został tytułowym drobnym stworzonkom, krótszy - bohaterowi lirycznej wypowiedzi, najkrótszy - człowiekowi w ogóle, określeniu jego miejsca w świecie. Część pierwsza utworu zwraca uwagę czytelnika nie tylko niecodziennymi bohaterami - adresatami wypowiedzi, którymi są drobne owady. Widoczny jest tutaj ton pokory wobec ich niepozornej, niewielkiej, prostej egzystencji. Nad biedronką "zamyśliłby się nawet papież". Ich byt mały jest nieskomplikowany, "najprostszy". Jednocześnie, egzystencja drobnych owadów, chociaż nieznana i nieco tajemnicza, staje się dla bohatera lirycznej wypowiedzi czymś bardzo bliskim ("świetliku mrugający nieznany i nieobcy"). Widać tutaj zauroczenie nie tylko światem przyrody w ogóle, ale też postrzeganie urody i wartości w każdym, najdrobniejszym jego elemencie. Zwrot "ważko meważka wesoło obojętna" przywodzi na myśl dwojakie skojarzenia. "Nieważka" może znaczyć tyle, co mało znacząca, błaha ale też i nieskomplikowana, zajęta swoim niewielkim bytowaniem, zwyczajna, inna niż paradoksalna, sprzeczna egzystencja człowieka. Natura ważki jest "wesoło obojętna", nie-tragiczna. Człowiek z perspektywy małego istnienia drobnych stworzeń jawi się jako ktoś niezdarny {"człapię"}, nieporadny, za duży "jak ciężki słoń". Paradoksalnie, jego wielkość dosłowna i metaforyczna (człowiek podporządkował sobie Naturę) powoduje, że niczego "nie. rozumie". Jego wiedza o świecie i samym sobie jest ograniczona. Pozostaje więc franciszkańska pokora, pochylenie się nad tajemnicą stworzenia. Deklaracja "myślę jak uklęknąć/ i nie zadrzeć nosa do góry" z drugiej zwrotki koresponduje z wersem rozpoczynającym utwór - "Mrówko co nie urosłaś w czasie wieków". Człowiek współczesny - w przeciwieństwie do mrówki - "urósł", wspiął się na szczyty cywilizacyjnego postępu i sięga jeszcze wyżej, "zadziera nosa do góry". Niewielki, niepozorny byt owadów nie zmienił się, pozostał taki, jak przed wiekami. Zakończenie liryku Twardowskiego przynosi charakterystyczną refleksję na temat egzystencji człowieka: "a życie nasze jednakowo niespokojne i malutkie" Obecny tutaj jest duch franciszkanizmu ale też echa myśli augustiańsko-pa-scalowskiej i współczesnej filozofii egzystencjalnej. Można by, za Pascalem powtórzyć, że "człowiek jest tylko trzciną, najwątlejszą w przyrodzie", słabą jak malutka ważka, mrówka, biedronka. Pomimo wspaniałych osiągnięć cywilizacyjnych jesteśmy jednym z wielu elementów przyrody. Nasze istnienie poddane jest, jak cała Natura, prawom przemijania, śmierci. Stąd poczucie absurdu istnienia, "Życie nasze jednakowo niespokojne", określone przez rozpacz, lęk, niepokój. Jesteśmy bowiem, jak pisał Pascal, "trzciną myślącą". Bohater liryku Twardowskiego odnajduje sens życia w kontemplacji Natury, zespoleniu z nią, zamyśleniu nad "niewielkim" bytem ważki, mrówki, biedronki.

,,Drzewo niewierzące"

Utwór jest prezentacją franciszkańskiego nurtu kultury. Podmiot wyznaje filozofię franciszkańską, a po stwierdzeniu " nie chcą słuchać mych kazań" możemy się domyślać, że jest to ksiądz bądź brat zakonny. Zachwala on przyrodę, która jest posłuszna Bogu - uboga, czysta z natury. Podmiot podkreśla, że przyroda nie musi uczyć się religii, czytać ewangelii, chodzić do kościoła czy słuchać kazań-same zachowują Boże nakazy, nawet ich nie znając. Sformułowania : "a takie posluszne', " a takie ubogie', "a takie wciąż czyste" sa założeniami franciszkanizmu. Podmiot pragnie, by osiągnąćład i harmonię natury. Przyroda posiada cechy, do których człowiek musi dążyć, do ktorych osiagnięcia służą kazania, ewangelia itp. Utwór pełen jest ciepłej ironii ( " pies bardzo rzadko chodzi do koscioła"), która obrazuje, że świat natury jest bliższy Bogu niż świat ludzi. Przejawy postawy franciszkańskiej w utworze : -zwrot do rpzyrody, charakteryzującej się cechami posłuszeństwa, ubostwa i czystości-cechami franciszkanizmu. Przyroda nie potrzebuje buntu, sama w sobie jest dobra, przez sam fakt istnienia jest dobra. Ludzie mają wolną wolę, mogą o sobie decydować, przyroda zawiera te cechy, a człowiek do nich dąży.

WISŁAWA SZYMBORSKA

,,Ludzie na moście"

autorka użyła tutaj znanego i często używanego w poezji tzw motywu obrazu. autorka metaforycznie opisuje sytuację na przykładzie i analizie japońskiego pejzażu.auroka próbuje dopatrzeć sinych niecodziennych zjawisk.początkowo podmiot liryczny osberwuje to co go otacza. dotyczy to obrazu japońskiego pejzażu autorstwa ando hiroshige , który bardziej jest znany jako utagawa hiroshige. jest to obraz z cyklu ' sto znanych miejsc w edo'. podmiot liryczny dostrzega w obrazie jego statecznośc oraz statycznośc ludzi, którzy są na tym obrazie. takie obserwacje dają mu wiele do myślenia. podmiot liryczny pzrechodiz reflekse i zastanawia się pzrede wszystkim nad problamami egzystencjalnymi ale nie tylko. podmiot liryczny doszedł d owniosku,ż e ldzie obawiają się pzremijania. ludzie boją się mijającego czas, ludzie obawiaja się przyszłosci,starości,czy w końcu śmierci. dlatego też zauważa ,że w wyniku tych obaw każdy człowiek maluje podobne motywy. każdy człowiek jest inny jednak obawa przed miajjaący mczasem łączy parwie wszystkich ludzi. robią to ,gdyż nie godza się z śmiercią. mają nadzieję,że malując osobyna poszcególncyh obrazach zapewni im to na wieki niesmiertelnośc. mają nadzieję,że nawet jesli umrą autorzy lub bohaterowie ich dzieł tj obrazów, to ,że nadal będą żyć w ludzkich sercach, nadal będą znani i podawani za przykład przyszyłym pokoleniom. podmiot liryczny ma mieszane uczcia do co tego zjawiska. z jednej strony go do bawi,z innej strony tym gardzi a z innej zaś strony jest tym oburzony.

,, Kot w pustym mieszkaniu "

Jest to wiersz, który jako jeden z nielicznych w sposób niezwykle dyskretny i delikatny mówi o śmierci. Jego bohaterem jest samotny kot. Ciągle czeka on na powrót swego pana. Ten jednak na pewno juz się nie zjawi, gdyz zmarł. Tytułowe mieszkanie jest puste, pozbawione obecności właściciela. Odszedł on bowiem stąd już na zawsze.

W dalszej jego części utworu myśl o śmierci właściciela zostaje odsunięta na dalszy plan. Wydaje się, iż "ja" lirycznym w wierszu jest kot. Opowiada on o swej samotności, nudzie, czekaniu. On jednak wie, że coś się zmieniło, nie jest juz tak jak przedtem.

Wieczorami nie świeci się lampa, tak jak to bywało w zwyczaju. Kot dostrzega nawet te najbardziej subtelne różnice. Przeczuwa, że zdarzyło się coś złego. Brak właściciela domu wywołuje uczucie pustki, obcości. Kot przetrząsa całe mieszkanie w poszukiwaniu swego pana. Zaglądnął juz do wszystkich szaf, obejrzał półki, sprawdził nawet pod dywanem. Przyznaje się także do małego przestępstwa, jakiego się dopuścił. Złamał zakaz i rozrzucił papiery. Nie pozostaje mu już nic innego jak spać i czekać.

Kot odgraża się, co zrobi, kiedy pan wróci po tej długiej nieobecności.

W ostatniej zwrotce wyrażone zostało przekonanie, że właściciel powróci do swojego mieszkania. Zwłaszcza zaś do kota, oczekującego go z taką wiernością i niecierpliwością.

W utworze tym brak słów, nazywających stany uczuciowe podmiotu, brak metafor. Siła wzruszeniowa tkwi w samotności i smutku kota, który ciągle czeka na swojego pana.

"Pierwsza fotografia Hitlera"

W wierszu tym, wydanym w 1986r, podmiot liryczny przygląda się „małemu Adolfowi”, rozważa nad jego przyszłością. Hitler jest przedstawiony jako malutkie, roczne dziecko. Liczne zdrobnienia: „aniołek, kruszyna” powodują, że przyszły dyktator wydaje nam się być jednym z wielu dobrych, spokojnych dzieci. 

Podmiot liryczny, choć zapewne wie kim został Adolf , snuje refleksje na temat jego przyszłości. Myśli, że zostanie doktorem praw, tenorem lub księdzem. Rodzice mają nadzieję, a wręcz SA pewni, że zostanie kimś wielkim, że czeka go świetlana przyszłość. Miasto, w którym się urodził, jest spokojne, niewielkie, nauczyciel historii ziewa nad zeszytami. Czas płynie wolno, wszyscy są zajęci swoimi sprawami. Tymczasem z małego Adolfa wyrósł tyran, przez którego zginęły miliony ludzi, a dzieci uczą się o nim dziś na lekcjach historii.

Dwie pierwsze strofy tego wiersza są dziesięciowersowe, dwie ostatnie – sześciowersowe, nie zawiera rymów, poetka w prosty sposób opisuje małego Adolfa, nie używa porównań, możemy znaleźć zaledwie kilka epitetów.

Szymborska w tym czterowersowym wierszu skłania czytelnika do refleksji na temat niemożności odgadnięcia przyszłości. Kto patrząc na rocznego Hitlera mógł się domyśleć, że w przyszłości będzie on wielkim dyktatorem? Był on jednym z nas, ludzi, wychowywał się jak każde dziecko, w wieku kilku lat niczym nie różnił się od swoich rówieśników. Podobnie Lenin czy Stalin. Ich rodzice również marzyli, że ich dzieci zostaną prawnikami, lekarzami, będą dobrymi ludźmi i będą szczęśliwie żyli. Nie można zatem przewidzieć, kto wyrośnie z małego dziecka, czy będzie zbrodniarzem czy uczonym. Nikt w Braunan nie przypuszczał, że w tym austriackim mieście jest wychowywany przyszły kat milionów ludzi.  W wierszu tym Hitler przedstawiony jest jako małe, śliczne dziecko. Do tej pory nie spotkałem się z takim opisem późniejszego dyktatora. Może się wydawać, że poetka tutaj ironizuje, lecz każdy z nas patrząc na rocznego Hitlera i nie znając jego przyszłości, powiedziałby o nim „aniołek, kruszyna, promyczek”

Wiersz ten, choć zabarwiony nutką ironii, jest bardzo prawdziwy, bo kto wie, czy pośród nas nie wychowuje się kolejny Hitlerek? Kto z nas może zapobiec być może przyszłej tragedii?

,, W biały dzień "

Pomysł utworu został oparty na rozbudowaniu myśli o tym, kim byłby poległy w powstaniu warszawskim młody poeta Krzysztof Kamil Baczyński, gdyby nie zginął, lecz dożył naszych czasów. Nieoczekiwany obraz starzejącego się poety, którego wyobrażamy sobie jako młodego chłopca, pobudza do filozoficznej refleksji nad przemijaniem i upływem czasu, która to tematyka jest bardzo charakterystyczna dla Szymborskiej.

Utwór posiada formę liryki pośredniej z Baczyńskim w roli bohatera lirycznego („panie Baczyński, telefon do pana”). Składa się z kilku obrazów poetyckich. Pierwszy z nich przedstawia miejsce hipotetycznego wypoczynku poety – to pensjonat w górach otoczony ośnieżonymi świerkami. Kolejny obrazuje wygląd bohatera lirycznego:

„Z bródką przyciętą w szpic,

łysawy, siwiejący, w okularach,

o pogrubiałych i znużonych rysach twarzy,

z brodawką na policzku i fałdzistym czołem”

Z blizną na uchu draśniętym pociskiem („cholerne miałem szczęście” powiada podmiot w formie wulgaryzmu) i dłońmi z wydatnymi żyłami i spierzchniętą skórą.  Trzeci obraz informuje o możliwym zachowaniu podstarzałego poety. W oczekiwaniu aż podadzą zupę czyta gazetę, bębni palcami po obrusie... Ktoś wzywa go do telefonu, więc obciąga sweter i powoli idzie w stronę drzwi. Ostatni obraz przedstawia reakcję innych ludzi na widok Baczyńskiego. Otóż nie wzbudzałby on sensacji, byłby traktowany zwyczajnie przez otoczenie, nad czym ubolewa nieco ironicznie podmiot liryczny : „...a szkoda, a szkoda”.Młodego poetę Szymborska nazywa „anielskim marmurem” – dziś jakby oblepionego gliną. Na pozór wydawałoby się, że obraz starzejącego się twórcy jest znacznie mniej atrakcyjny od romantycznego młodzieńca z czasów powstania warszawskiego. Czyżby zatem przedwczesna śmierć zapewniała poecie wyjątkową sławę? Trudno tak sądzić, bo przecież życie jest największą wartością, dlatego ocena bohaterstwa i znaczenia poezji Baczyńskiego jest niczym wobec wartości jego życia.

Stanisława Barańczaka

"Garden party"

Sam tytuł sugeruje przeniesienie pewnych cech lub mentalności do innego kręgu kulturowego. Następuje więc tu zderzenie kultury amerykańskiej i polskiej, której uosobieniem staje się Polak- Banaczek.

Tytuł odnosi się do sytuacji przedstawionej w utworze. Jest nią przyjęcie w ogrodzie. Ta pozornie banalna sytuacja odkrywa jednak przed odbiorcą głębszy kontekst, który zarysowuje pojawienie się na przyjęciu gościa z Europy Wschodniej. 

Sytuacja ogrodowego przyjęcia wymusza pewien konwenans. Ma być ono swobodne, relaksacyjne, przyjemne, podczas rozmów na niezobowiązujące tematy. Gospodarze więc zapraszają do stołu, przedstawiają gości. Jednak coś na moment przerywa uładzony tok spotkania. Ów Banaczek wywołuje chwilowe zaciekawienie, nie na tyle jednak, aby gości byli gotowi poznać go bliżej. Nie zadają sobie trudu odkrycia całej prawdy ( to z uwagi na miejsce i czas ), a ich zachowanie mówi o pewnym schematyzmie myślowym, który nad wszystkim dominuje. Próbując dowieść swojej wiedzy o kraju pochodzenia gościa, uczestnicy przyjęcia rzucają pojedyncze hasła, slogany, utarte frazesy, jakby one mogły wystarczyć za prawdę, więc ten nie do końca wypowiedziany z nazwiska Wałęsa to „ten z wąsami”, a papież to „straszny konserwatysta”. I na tym ogranicza się wiedza o Polsce.

Charakterystyczna jest tu ciągła zmiana tematu rozmowy, która staje się trywialna. Jej uczestnicy nie słuchają się nawzajem, lecz wygłaszają własne kwestie, które zapewne usłyszeli ze środków masowego przekazu.

,, Pan tu nie stał "

Podmiot liryczny rozpoczyna swą wypowiedź „kolejkowym” zwrotem, funkcjonującym w powszechnej świadomości wszystkich, którzy zaznali realiów życia w Polsce lat 70. i 80., kiedy gigantyczne kolejki po artykuły pierwszej potrzeby stanowiły nieodłączny element codzienności. Zakres potocznego zwrotu zostaje potem rozszerzony o określenia nadające mu charakter stałych związków frazeologicznych o znaczeniu przenośnym.Wiersz jest przykładem liryki zwrotu do adresata. Odbiorcą jest anonimowy bohater czasów komunizmu, który „stoi na uboczu”, nie biorąc udziału w oficjalnym życiu, odrzuca awanse i zaszczyty („stoi w miejscu”). Nawet „stawia się”, a więc buntuje przeciwko władzy, ma odwagę protestować. Podmiot liryczny - reprezentant reżimu, ostrzega adresata swej wypowiedzi, że postępując w ten sposób, nie może się niczego od życia spodziewać, tylko „wspólnego grobu”, znajdzie się na samym końcu społecznej hierarchii, bez jakichkolwiek szans życiowych. By złagodzić groźbę, odwołuje się do ambicji, rozsądku („I ona (ziemia) stoi przed panem otworem”), a także uczuć wyższych („stawaj pan w pąsach”). Na koniec oferuje „przebaczenie” - „w końcu / znajdzie się jakieś miejsce i dla pana”. Oczywiście, za cenę rezygnacji ze swych poglądów i bezwarunkowej akceptacji istniejącej rzeczywistości.Barańczak w tym wierszu wskazuje, co przekreśla człowieka w państwie totalitarnym - inność, odwaga głoszenia własnych poglądów, demonstrowanie indywidualizmu, kontestacja. Za niebezpieczny uznano nie tylko aktywny sprzeciw, równie niepokojąca dla systemu jest „emigracja wewnętrzna” - ucieczka w świat ducha, religii.Utwory Barańczaka zaliczane są do poezji lingwistycznej, w której wykorzystuje się język potoczny oraz język mediów i propagandy, by odsłonić absurdy PRL-owskiej rzeczywistości i sytuację człowieka w totalitarnym systemie komunistycznym. „Gra z językiem” nie pełni tylko funkcji demaskatorskiej, uczy także moralności opartej na prawdziwych wartościach.