UWAGA! Fragment tej książki został udostępniony przez wydawnictwo www.initium.pl specjalnie dla portalu Webook.pl Więcej informacji o książce znajdziesz pod adresem: http://www.webook.pl/b-28472,Krag_Magii_Ksiega_Sandry.html Wywiad z autorką książki: http://www.webook.pl/autor-Tamora_Pierce.html TAMORA PIERCE - Księga Sandry - Krąg Magii – tom 1 Rozdział 1 Pałac Czarnych Łabędzi, Zakdin, stolica Hataru Lady Sandrilene fa Toren wpatrywała się szeroko otwartymi błękitnymi oczami w niemal zupełnie pustą już lampkę oliwną. Jej drobne usta zadrżały, gdy migający na samym końcu knota płomień zatańczył i zmalał, rzucając ponure cienie na beczki wypełnione żywnością i wodą, z którymi zmuszona była dzielić swoją celę. Gdyby ten płomień zgasł, ogarnęłaby ją zupełna ciemność w tej pozbawionej okien przechowalni. – Oszaleję – stwierdziła z przekonaniem. – Kiedy przyjdą mnie uratować, będę już niespełna rozumu. – Pomieszczenie, w którym przebywała, zostało zamknięte od zewnątrz i ukryte pod magiczną zasłoną, ale mimo to uporczywie odganiała myśl, że tak naprawdę nie istnieje już szansa na ratunek. – Odciągnę ten wściekły motłoch gdzieś daleko stąd – szepnęła jej wcześniej przez dziurkę od klucza Pirisi w swej ojczystej Mowie Kupców. – Będziesz tutaj bezpieczna tak długo, aż epidemia ospy minie. Wtedy po ciebie przyjdę. Jednak jej piastunka już nie wróciła. Tuż za drzwiami tłum dopadł ją i zabił, ponieważ na-leżała do znienawidzonej nacji Kupców. A oprócz Pirisi nikt nie mógł wiedzieć, gdzie Sandry spędziła ostatnie dwa dni. Światło zadrżało i osłabło. – Gdybym tylko mogła schwytać je do czegoś! – zaszlochała. – Tak jak Kupcy-czarodzieje chwytają wiatry w swoje sieci… Sieć jest zrobiona ze sznurów – zamyśliła się nagle – a sznur to nić… Miała nić w swoim koszyku z robótką, który złapała w momencie, gdy Pirisi wyciągnęła ją siłą z jej komnaty. Zawartość tego koszyka powstrzymywała ją, aż do teraz, przed całkowitym załamaniem się, haftowała bowiem tak zapamiętale, że oczy zaczęły odmawiać jej posłuszeństwa. Miała pod ręką mnóstwo nici, zarówno w motkach, jak i w swojej robótce. – Przecież ja nie jestem magiem – stwierdziła zrezygnowana, podpierając ręką głowę. – Je-stem tylko dziewczyną. Co gorsza, wysoko urodzoną dziewczyną. Tak, jak powiedziała tamta służąca: „Do niczego, ino coby czekać na wydanie za mąż”. Do niczego, oto cała ja… Łzy napłynęły jej do oczu, przez co ogień lampki zdawał się drżeć jeszcze bardziej. – Płacz nic tu nie pomoże! – zbeształa się. – Muszę coś zrobić! Coś oprócz mazania się i gadania do siebie! Wyciągnęła kosz z...