„Kobieto! Puchu marny! Ty wietrzna istoto!

Postaci twojej zazdroszczą anieli,

A duszę gorszą masz, gorszą niżeli!...”

Powieść Bolesława Prusa, wydana w 1890 roku, pod tytułem „Lalka” to jeden z najważniejszych utworów polskiej literatury pozytywistycznej, który może stanowić cenne źródło informacji na temat różnic między klasami społecznymi w dziewiętnastowiecznej Polsce. Szczególnie uderzająca okazuje się charakterystyka arystokracji, którą uosabia między innymi Izabela Łęcka. W postaci tej upatrywano aluzję do tytułu prusowskiej powieści, odwołując się do twórczości Henrika Ibsena, a konkretnie do jego „Domu lalki”. Pisarz zaprzeczył jednakże, jakoby było to nawiązanie do postaci młodej arystokratki, wyjaśniając, iż tytuł powieści zaczerpnął z autentycznego wydarzenia – kradzieży lalki w Wiedniu. Faktem jest, że Bolesław Prus najbogatszą część społeczeństwa polskiego przedstawił w negatywny świetle, jednak czy Izabela Łęcka rzeczywiście bliższa jest pustej, o niezmiennym obliczu lalce, niż człowiekowi?

Studiując podane fragmenty trudno jest dziwić się fascynacji Stanisława Wokulskiego panną Łęcką, ponieważ Prus opisuje ją, jako kobietę o urodzie tak doskonałej, że należałoby zastanowić się, czy rzeczywiście wygląd jej jest natury ludzkiej, czy też może bliższy jest nadnaturalnej bogini Afrodycie. Któż nie zakochałby się w kobiecie o idealnej figurze, pięknych blond włosach, perłowych zębach, wręcz modelowej twarzy, rękach, stopach, a także oczach, których intensywność barwy zależała od jej humoru? Niezwykle ważną cechą panny Izabeli jest jej umiejętność mowy ciałem. Z tego właśnie powodu ludzie fałszywie oceniają intencje młodej arystokratki i zachwycają się nie tylko jej urodą, ale również zdolnością empatii, której tak naprawdę nie posiada. Znaki dawane przez Izabelę rozmówcy są zmienne jak pogoda – w jednej chwili jej towarzyszowi wydaje się, iż kobieta zechce go przytulić, w następnej, że każe lokajowi usnąć wielbiciela wyrzucając go za drzwi. Samym wyrazem oczu panna Izabela potrafi przekazać tysiące emocji.

Młoda arystokratka kierowana adoracją całego świata oraz ogromną wiarą w swoją niesamowitą urodę i wdzięk, stawia siebie na jego piedestale i w swojej wyobraźni zmienia go tak bardzo, że w niczym nie przypomina już tego realnego. Izabela Łęcka żyje jak królowa – w zbytku i przepychu, wydaje się jej, że to ona ustala porządek świata. Nie zwraca uwagi na porę roku, czy dnia. Chętnie podróżuje, otaczając się tylko ludźmi swojego pokroju. Żyje jakby w oderwaniu od realności, nie ma pojęcia o codziennym życiu innych ludzi – jej podsuwa się krzesła, podaje talerze, wozi, gdzie tylko zapragnie. Matkę Naturę widzi, jako reżysera dedykowanych jej przedstawień – burze, które innych przerażają, sztormy, które innym każą wierzyć w zbliżającą się śmierć, są dla Izabeli cudownym pokazem na jej cześć (to samo przecież codziennie ma miejsce w teatrach, prawda?). W końcu to nie ona istnieje dla świata, tylko świat dla niej.

Jeżeli chodzi o małżeństwo młoda arystokratka ma nader sprecyzowane poglądy jak na swój wiek. Jej zdaniem, aby utrzymać pozycję (a jest ona oczywiście najważniejsza), należy zawierać związki jedynie w obrębie swojej klasy, a i to z osobami, co do których poziomu życia nie można mieć zastrzeżeń, co oznacza, że posiadają one nie tylko odpowiednie urodzenie i tytuł, ale również majątek. W przeciwieństwie do romantyków, którzy swoją wizję miłości odnajdywali w poezji, panna Izabela porad sercowych poszukuje u starych dam i sędziwych panów, twierdzi bowiem, że miłość szalona, przepełniona emocjami jest mniej warta, niż ta chrześcijańska, która ma miejsce dopiero po zawarciu małżeństwa i opiera się na umiejącej po prostu olśniewać żonie i asystującym jej mężu.

O mężczyznach, jako mężach także ma surową opinię, według niej godni są tylko pogardy. Uogólnia, iż panowie zawsze po ślubie przestają być zabiegającymi o względy wielbicielami, a zaczynają strasznymi, ubranymi w szlafroki, palaczami cygar z tuzinem kochanek – aktorek, na które nie szczędzą pieniędzy, w przeciwieństwie do żon. To zdanie sprawiło, że panna Izabela stała się oschła i zimna jak lód wobec mężczyzn, a to z kolei było przyczyną do znacznego zawężenia się kręgu jej adoratorów, którzy obawiali się szyderczej odmowy z jej strony. Z powodu tej obawy wszelkie westchnienia zachwytu nad Izabelą Łęcką czyni się z daleka.

Wnioski z interpretacji powyższych fragmentów są proste. Izabela Łęcka jest przyzwyczajona do życiu wśród zbytków i luksusów, wychowano ją na typową, salonową lalkę. Uważa się za osobę wyjątkowo wrażliwą i subtelną, a w rzeczywistości jest próżna i bezmyślna. Ma poczucie wyższości nad innymi, jest świadoma swojej urody i w pełni wykorzystuje ją do manipulacji innymi. Nie dostrzega zmian w otaczającym ją świecie, żyje jakby w złotej klatce z daleka od szarej i ciężkiej dla zwyczajnych ludzi rzeczywistości. Pragnie być podziwiana i adorowana, ale tylko przez ludzi „na poziomie”, czyli takich, których aparycja wydaje się Izabeli pociągająca, majętnych i koniecznie z tytułem. Cechuje ją również pogarda dla niżej urodzonych i pozbawionych odpowiednich finansów osób, brzydzi się mezaliansami, głębsze uczucia, takie jak np. miłość, są dla niej bez znaczenia. Żyje w więzieniu konwenansów, z którego nie ma zamiaru uciekać. Jest osobą chłodną i wyrafinowaną o sercu zimnym jak lód.

W „Lalce” Bolesława Prusa można jednak odnaleźć więcej cech Izabeli Łęckiej. Jedną z ważniejszych jest jej pseudocharytatywna działalność. Zbiórkę pieniędzy traktuje raczej, jako rozrywkę i możliwość poprawy reputacji czy zabłyśnięcia w towarzystwie niż pomoc biednym, która jest dla niej bez znaczenia. Inną, ważną cechę odnaleźć można w jej relacjach ze Starskim i Wokulskim. Pociąga ją zuchwałość, impertynencja i bezczelność kuzyna, a nie dostrzega dobroci i poświęcenia kupca, tylko dlatego, że ten drugi nie posiada tytułu i ma niezadbane, czerwone ręce („pamiątka” po zesłaniu na Sybir). Gdy wreszcie zauważa Wokulskiego i decyduje się przyjąć jego uczucia, stawia mu warunek – musi sprzedać sklep, bo bycie żoną kupca to dla niej poniżenie. Przez swoją dumę nie jest nawet w stanie przyznać, ile zawdzięcza właśnie kupcowi, który aby zaskarbić sobie jej uczucie celowo przegrywa w karty z jej ojcem, wykupuje jego weksle i kamienicę, a także konia Krzeszowskiego, a nawet staje z baronem do walki w obronie jej imienia. Zamiast prawdziwego mężczyzny, Izabela obdarza miłością posąg Apollina i utożsamiając go z różnymi napotkanymi mężczyznami, uprawia rodzaj duchowej prostytucji.

Czy Izabela posiada jakiekolwiek pozytywne cechy? Owszem. Jedną z nich jest miłość do ojca, dla którego gotowa jest nawet poślubić barona, by wesprzeć Łęckiego finansowo (patrząc przez pryzmat całego utworu nasuwa się pytanie, czy na pewno pragnie „poświęcić się” dla ojca, a nie dla życia w luksusie). Drugą cechą, chociaż nie jest to jej zasługa, jest jej wpływ na Wokulskiego. W końcu to dzięki niej zaczął się kształcić, zdobył majątek, poznał wiele interesujących postaci jak np. Ochocki czy Geist. Niestety Izabela jest też przyczyną upadku Stanisława.

Izabela Łęcka to postać zdecydowanie negatywna. Przez cały utwór współczuje się Wokulskiemu miłości do niej i ślepoty, która nie pozwala mu dostrzec jej prawdziwego oblicza. Cechuje ją próżniactwo i rozrzutność, obłuda i fałsz, a także upadek moralny (np. Starski) oraz intelektualny (nie wie, co to procenty). Można wybaczyć arystokratce uwielbienie luksusu, jednak trudno zrozumieć pogardę dla niższych urodzeniem i manipulacje człowiekiem, który darzy ją bezgranicznym uczuciem. Przykro patrzeć jak elita, do której należy Izabela, zamiast przykładem staje się antywzorem i w zastępstwie działań ku pomocy i rozwojowi państwa, kieruje je ku upadkowi. Mimo tylu wad, staram się Łęckiej nie potępiać, gdyż taki świat ją ukształtował – piękną, dumną i nieczułą kobietę, która przebywa w świecie fantazji, mody i spotkań towarzyskich. Ponadto, czy spędzenie reszty życia w klasztorze nie jest dla niej idealną karą?