Patrząc tej nienagannie ubranej kobiecie w oczy czułam ogarniający mnie niepokój. Idealnie upięte włosy, obcisły, szary kostium w prążki i to miażdżące spojrzenie, które kierowała do mnie znad swoich okularów - połówek było nie do zniesienia. Czułam się co najmniej onieśmielona w obecności tej srogiej postaci, a w gardle miałam coś, czego nie mogłam przełknąć.

–Muszę ci coś zakomunikować – powiedziała głosem tak zimnym, że byłaby w stanie zamrozić rozgrzany do czerwoności piec.

Na te kilka słów ciarki przeszły mi po plecach. Chciałam tylko oddalić się od tej kobiety, jej okrutnego wyrazu twarzy i stalowego, morderczego spojrzenia, którym obdarzała mnie aż w nadmiarze. Nie mogłam nic powiedzieć, bo zaschło mi w gardle.

Tymczasem kobieta wyraźnie się niecierpliwiła. Chyba coś przebiegało nie po jej myśli. To milczenie było nie do zniesienia. Atmosfera byłą już tak gęsta, że można by było ją kroić. Oblała mnie fala zimnego potu. A jeżeli coś się stało? Jeżeli coś przeskrobałam? Nie, to nie możliwe, nie przypominam sobie - mimo wszystko miałam wątpliwości. Z nerwów bolał mnie brzuch, serce waliło jak oszalałe. Odnosiłam wrażenie, że zaraz się uduszę. Tymczasem przyczyna mojego stanu zaczęła grzebać w stercie papierów na biurku, aż z tryumfalnym uśmiechem pomachała przede mną jakimś świstkiem.

Przez moją głowę przebiegały miliony myśli naraz, a przed oczami stawały coraz czarniejsze scenariusze dotyczące tekstu, na widocznie wyrwanej z zeszytu kartce. Zaczynałam mieć już dość tej całej sytuacji. Czas dłużył mi się niemiłosiernie, ale kobieta nadal uparcie milczała. Zachowywała się tak, jakby czekała na jakieś słowa, czy gesty.

–A więc? – rzuciłam z przejęcia prawie że niedosłyszalnym szeptem.

Miałam wrażenie, że głośniejszy ton byłby obrazą dla obecnej ciszy.

–Sześć – powiedziała kobieta ze sztucznym uśmieszkiem przylepionym do twarzy.

Sześć? Teraz moje myśli zajmowało tysiące dziwacznych skojarzeń. Począwszy na cyfrach symbolizujących szatańską niedoskonałość, a kończąc na ułamkach.

–Co sześć? – zapytałam zapominając, że zwracam się do nauczyciela.

–Jako jedyna dostałaś szóstkę z testu, moja droga – wytłumaczyła mi kobieta dalej dziwacznie się uśmiechając.

Przez chwilę patrzyłam na nią zdezorientowana. Potem cały stres zaczął ze mnie uciekać, a na jego miejscu powoli pojawiła się ulga. Przyglądałam się teraz cyfrze widniejącej na sprawdzianie. Widząc ciężko zapracowaną ocenę poczułam dumę i zadowolenie. Szczerze podziękowałam pani profesor i wyszłam z klasy.

–Myślałam, że to się nigdy nie skończy! – odetchnęłam z ulgą widząc koleżanki.

–Julka nie przesadzaj! Byłaś tam może z dwie minuty! – wykrzyknęła Sara.

To niemożliwe – pomyślałam, bo mi się wydawało, że spędziłam tam masę czasu...