Mieszko I, syn Siemomysła, wnuk Lestka.

Pierwszą żona Mieszka I była czeska księżna Dobrawa, która była przedstawiana jako młoda i ładna kobieta. Kościół polki kreował wizerunek Dąbrówki jako bardzo dobrą chrześcijankę, która odmawiała poślubienia poganina, którym był Mieszko. Anonim zwany galem pisał iż księżna nie podzieli łoża z Mieszkiem, dopóki ten nie pozna obyczajów chrześcijańskich. Lecz jeżeli Czeszka była tak wierzącą chrześcijanką, dlaczego wybrała mężczyznę, który prawdopodobnie musiał oddalić aż siedem pogańskich żon ( czy też jedną pogańską żonę i sześć oficjalnych nałożnic), aby być z Dąbrówką. Ale gdyby Dąbrówka była kobietą atrakcyjną, była by może jakaś wątpliwość, co do wyboru księżniczki. Lecz jej piękny wizerunek rozwiał kronikarz czeski Kosmas, który pisał: „… W roku od wcielenia Pańskiego 977 zmarła Dąbrówka, która ponieważ była nad miarę bezwstydna, kiedy poślubiła księcia polskiego będąc już kobietą podeszłego wieku, zdjęła z swej głowy zawój i nałożyła panieński wianek, co było wielkim głupstwem tej kobiety…”. Ten sam kronikarz pisał też o tym, iż Bolesław Chrobry miał brata, co prawda przyrodniego, ale zrodzonego z tej samej matki. Był to Guncelini, syn margrabiego miśnieńskiego Guntera. W ten sposób wysunął się pomysł, że Dąbrówka musiała być żoną owego margrabiego Guntera. Gunter zmarł dopiero w 982 r., czyli blisko dwadzieścia lat po przybyciu Dąbrówki do Polski, co świadczy o tym, że Dąbrówka była rozwódką, odesłana przez męża rodzicom, podobnie jak obie żony Chrobrego.

Ledwo Dąbrówka zamknęła oczy, ponad czterdziestoletni wówczas Mieszko pojął sobie za żonę młodziutką i piękną Odę, córkę margrabiego Marchii Północnej Dytryka z rodu Heldensleben. Nic nie było by w tym dziwnego, gdyby nie fakt, iż Oda była mniszką w niemieckim klasztorze benedyktyńskim św. Wawrzyńca w Kalbe nad Muldą i Kościół nie wyrażał zgody na ten związek. Mieszko jednak wiele już znaczył w świecie chrześcijańskim, a że uparł się poślubić młodszą żonę, to po jego myśli interweniował sam cesarz niemiecki, niemający ochoty ryzykować wojny z Polakami z powodu jednej mniszki.

Jednak krzewiciele wiadomości, z reguły duchowni postarali się o tym wydarzeniu szybko zapomnieć, ponieważ sądzili, że nie wypadało wypisywać o człowieku mającym zasługi dla krzewienia chrześcijaństwa. Woleli upowszechniać wiadomość o rzekomej ślepocie Mieszka w okresie dzieciństwa i o cudownym ozdrowieniu, w wieku lat ośmiu. Intencja tego była jednak jasna i oczywista – ślepota symbolizowała pogaństwo władcy, w którym tkwił w czasach młodości, zaś odzyskanie przezeń wzroku to przyjęcie chrztu. Więc jak duchowni mogli szerzyć stwierdzenie iż pojął za żonę mniszkę, skoro dopiero co przejrzał na oczy. Możemy jednak podejrzewać, że to ojciec Ody, margrabia Dytryk, czuł się zaszczycony zainteresowaniem okazywanym jego córce przez potężnego księcia polskiego i to on i jego stronnictwo zabiegali o ten związek.

Mimo tak niezwykłych początków, małżeństwo to musiało należeć do udanych. Możemy to wnioskować z tego, iż para doczekała się trzech synów (wygnanych potem przez Bolesława Chrobrego). Krótko przed śmiercią, Mieszko prosił papieża o opiekę nad żoną, która przeżyła męża aż o 31 lat, co świadczy o dużej różnicy wieku, dzielącą Odę od Mieszka.

Bolesław Chrobry, syn Dobrawy i Mieszka I

Bolesław był pierwszym królem Polski, lecz nie był człowiekiem idealnym. Według kronikarzy był człowiekiem grubym w takim stopniu, że jego rumak, który musiał go dźwigać, niemal szorował swym brzuchem po ziemi, a Bolesław ledwo mógł na nim usiedzieć. Nic zresztą dziwnego skoro władca lubował się w posilaniu i ucztowaniu. Jednak niezbyt zachęcający wygląd władcy nie przeszkadzał mu być wielkim miłośnikiem kobiet. Żonaty był czterokrotnie, przy czym pierwszą żonę, Niemkę (nieznaną z imienia) i drugą ( również nieznana z imienia, matka najstarszego syna Bezpryma), mniej więcej po rocznych pożyciach małżeńskich, zwrócił je rodzinom, nie martwiąc się o rozwody kościelne. Natomiast kochał Chrobry swą trzecią żonę, Emnildę, córkę tajemniczego księcia Dobromira. Emnilda świetnie zdawała sobie sprawę z uczuć męża i bardzo z tego korzystała. Najłatwiej przychodziło jej namawianie męża podczas uczt, w czasie których wypraszała to, co w danym momencie było dla niej najważniejsze.

Emnilda zmarła przed 1017 r. i właśnie wówczas Bolesław upatrzył sobie siostrę księcia ruskiego Jarosława Mądrego, Przedsławę. Rusinie odmówili zaloty pięćdziesięcioletniego wówczas Bolesława. Lecz ten długo nie zwlekał i pojął za żonę Niemkę Odę, córkę margrabiego miśnieńskiego Ekkeharda, która liczyła, co najwyżej siedemnaście lat. Wielka namiętność pogwałciła prawa kościelne, ponieważ ślub został zawarty w czasie Wielkiego Postu, wbrew przepisom kanonicznym. Małżeństwo ich jednak należało do nieudanych, ponieważ, jak podają kronikarze, mąż źle ją traktował. Najpewniej dziewczyna była niedoświadczona i bardzo szybko rozczarowała męża i nie minęło kilka miesięcy od ślubu, kiedy Oda doświadczyła wielkiego upokorzenia. Podczas wyprawy na Ruś w ręce Polaków wpadł Kijów i fraucymer przeciwnika (żeńska część dworu). Uwaga Chrobrego skoncentrowała się na odmówionej mu wcześniej Przedsławie. Zapowiedział publicznie, że tak jak padł Kojów, tak kolejnej nocy, ulegnie siostra najtchórzliwszego z królów. Jednak nie połączy ich łoże małżeńskie, lecz tylko jeden raz, jako nałożnica. Wygląda jednak na to, że Bolesław nie dotrzymał słowa i rzekomo „połączył się” z Przedsławą więcej niż jeden raz. Zabrał ją ze sobą wycofując się z Rusi i pozostała w Polsce zapewne już do końca swoich dni. Do teraz nie wiadomo, czy Przedsława była tylko konkubiną, czy też Chrobry był przez jakiś czas bigamistą. Nieznane są już dalsze losy młodej żony Bolesława, Ody. Wiadomo tylko, że urodziła swemu mężowi córkę Matyldę, która, tak jak matka, nie zaznała szczęścia w małżeństwie.

Mieszko II Lambert, syn Bolesława I Chrobrego i Emnildy

Mieszko był mężczyzną szczupłym, schludnym, ogolonym, o mądrym zamyślonym obliczu. Przez to mógł on być odbierany przez społeczeństwo, jako przesiąkniętym dziwnym, obcym obyczajem, trzymającego się bardziej na dystans. Możliwe, że Mieszko II przebywał w młodości w klasztorze, nie tylko jako uczeń, ale także jako członek wspólnoty. Jest to o tyle ciekawe stwierdzenie, ponieważ oprócz legalnej żony miał Mieszko kochankę. Jego prawowitą żoną była Rycheza, Niemka, córka palatyna reńskiego Ezona i siostrzenica cesarza Ottona III. Dziewczyna była wysoka, szczupła i krucha, ale nader zdemoralizowana. Znana była z tego, że nic jej się w Polsce nie podobało. Na męża patrzyła z góry, choć już wprowadzał zachodnie zwyczaje. Po pewnym czasie Mieszko miał jej dosyć. Wprawdzie nie mógł jej odesłać do domu, bo groziło to zbyt dużymi konsekwencjami (w końcu pochodziła z cesarskiego rodu), więc czynił wszystko by obrzydzić jej życie, a sobie je umilić. Więc król znalazł sobie kochankę, z której prawdopodobnie urodził się jego nieślubny syn. Wywyższał ją Mieszko ponad swoją prawowitą żonę, odsuniętej teraz i spędzającej czas w osamotnieniu. Po śmierci męża, Rycheza spakowała swoje rzeczy, w tym prawdopodobnie mężowską koronę i przy pierwszej nadarzającej się okazji uciekła do Niemiec. Po powrocie do ojczyzny przyjęła welon zakonny w klasztorze benedyktynek w Branweiler, ale do końca życia tytułowali ja królowa, choć korona w Polsce już dawno upadła. Zmarła w !063, przeżywszy swojego męża, syna – Kazimierza Odnowiciela i doczekawszy panowania wnuka – Bolesława Śmiałego.

Władysław Herman, syn Kazimierza I Odnowiciela

Całą swoją działalnością Władysław zasłużył na miano księcia-fajtłapy, a jego życie rodzinne było idealnym tego przykładem. Wśród historyków istnieją sprzeczne zdania czy jeden z synów Władysława Hermana był bękartem, czy też synem „legalnym”. Pytania te dotyczą oczywiście jego najstarszego syna, Zbigniewa, znanego w historii, że domagał się od ojca własnej dzielnicy, którą też otrzymał. Według Wincenta imię jego znaczyło „zbieg”, mówiono tak z powodu matczynej hańby, gdyż był on zrodzony z konkubiny, przez co musiał się bardzo długo ukrywać na wygnaniu. Lecz kiedy Zbigniew przychodził na świat witano go, jako prawego dziedzica Władysława Hermana, bękartem okrzyknięto go dopiero później. Dlaczego? Otóż Władysław Herman był młodszym synem Kazimierza Odnowiciela i nikt nie brał go pod uwagę jako następcę tronu. Następcą został Bolesław Szczodry, a Władysław otrzymał jako zaopatrzenie Mazowsze, gdzie mógł rządzić. Wyrazem jego ówczesnej pozycji była żona, którą nie była żadną zamorską księżniczką, ale panną z miejscowego, mazowieckiego rodu rycerskiego. Dramatem dla Zbigniewa był fakt spędzenia z tronu jego stryja, Bolesława. Od 1080 r. dotychczasowa żona Władysława Hermana stałą się osobą niewygodną, księciu była potrzebna prawdziwa księżniczka, bo nie uchodziło władcy Polski, aby miał w łożnicy żonę „byle jaką”. Nieznana nawet z imienia żona została zwrócona przez doradców Władysława, jej rodzicom, jego samego zaś wyswatali z Judytą, księżniczka czeską, potem zaś z drugą Judytą, siostrą cesarza niemieckiego Henryka III (dla odróżnienia od poprzedniej, Niemka przyjęła imię Judyta Maria). Zbigniew mógł przebywać na dworze ojca do czasu, kiedy Judyta czeska urodziła syna, Bolesława Krzywoustego. Zbigniew pewnie miał nadzieje, że nie uda się jego ojcu spłodzić syna. Lecz ten poszedł w zaparte i przy pomocy św. Idziego doczekał się narodzin syna. Judyta uznawszy, że dopełniła swe życiowe zadanie, zmarła trzy dni po porodzie, syn też z wysiłku swych rodziców wyszedł jakiś krzywy na gębie, więc nazwano go Krzywoustym, ale prawa do tronu dla Zbigniewa stały się nikłe. Niewątpliwie kolejna macocha, Judyta Maria, wysłała go poza granice, gdzie w klasztorze miał zacząć karierę duchownego, aby nie stanowił dla Krzywoustego konkurencji i niewątpliwie wtedy został okrzyknięty nieślubnym synem. Inaczej mówiąc był on potrzebny ojcu tylko do chwili, gdy był on jedynym męskim potomkiem.

Dzięki niedyskrecją kronikarzy zawdzięczamy aluzję, że niewiele brakowało, aby Bolesław i Zbigniew mieli kolejnego przyrodniego brata, tym razem zrodzonego z Judyty Marii z wojewodą Sieciecha. Był on prawą ręką chorego Władysława Hermana. Na dobrą sprawę przez długi czas sam rządził Polską, sprowadzając rolę księcia do typowej marionetki. Był on podejrzewany o chęć obalenia dynastii Piastów i wprowadzenie na tron własnych potomków. W kronikach występował on zawsze w towarzystwie Judyty Marii. Zawsze coś planowali, wspólnie się obawiali, wspólnie też zeszli z kart kronik. Powstała więc teza, że najprawdopodobniej Sieciech i Judyta Maria wyczekiwali śmierci schorowanego Władysława, by sami mogli połączyć się węzłem małżeńskim. Nie wiadomo, czy wojewoda zawrócił w głowie Judycie Marii, zmuszonej do obcowania ze starym mężem. Bardzo trudno na to odpowiedzieć, ponieważ żadną z żon naszych książąt, nie ciągnęło się pasmo skandalicznych plotek. Judyta była siostrą cesarza niemieckiego Henryka III; w momencie, gdy wychodziła za mąż za Władysława Hermana, była już wdową po królu Węgier, Salomonie, i matką trzech córek, ale już wtedy wiedziano, że zdradzała swego zmarłego małżonka na prawo i lewo, prowadząc bardzo swobodny tryb życia. Zresztą jej mąż nic lepszy nie był. Kiedy Judyta powróciła na dwór swego brata, pojawiły się opinie, że i tam siała zgorszenie, aż wreszcie postanowiono wydać ją ponownie za mąż, właśnie za Władysława Hermana i pozbyć się kłopotu. Musiano jednak namawiać księcia by pojął ją za żonę, kusząc do tym, że jest ona piękną kobietą ze szlachetnego rodu. Próbowano wykazać, że to wszystko to tylko złośliwe pomówienia, powstałe na gruncie walk politycznych. Ale skoro aluzjami sypano na terenie Węgrzech, Niemczech i w Polsce, to można uznać, iż Judyta Maria nie przejmowała się normami obyczajowymi.

Władysław II Wygnaniec, syn Bolesława Krzywoustego

W świadomości ogółu Krzywousty zapisał się jako ten, który dokonał podziału Polski między swoich synów, dając tym samym początek rozbiciu dzielnicowemu. Z kart podręczników szkolnych możemy się dowiedzieć, że czynił tak, by nie doprowadzić do wojny między swymi synami. Jednak taki obraz nie miał nic wspólnego z prawdą historyczną, jest to po prostu fałszywe. Polska zawsze była dzielona między synów książęcych, gdyż tak stanowiło, taki był interes Kościoła, czy możnowładztwa. Jedynie wtedy, gdy władca Polski sięgnął po królewską koronę, do podziałów nie dochodziło, korona oznaczała bowiem jedność i przy okazji możliwość odwołania się do uniwersalnych, ogólnoeuropejskich praw zamiast do praw rodzimych.

Dotąd, gdy pobiło się dwóch, trzech Piastów, ktoś musiał zwyciężyć i zjednoczyć kraj, przy czterech-pięciu, okazało się to niewykonalne i podział po raz pierwszy się utrwalił. Jak głoszą średniowieczne plotki do klęski Władysława II w starciu z braćmi w dużym stopniu przyczynić się miały niewybredne dowcipy o kobietach. Bowiem zdarzyło się podobno, że podczas polowania, wieczorem, rozłożyli się na biwaku właśnie Władysław II oraz jego prawa ręka, wojewoda Piotr Włostowic. W czasie tego biwakowania Władysław miał rzec: „Pewnie twoje żona Piotrze, lepiej teraz ucztuje z twoim opatem”. Wojewoda jednak zgrabnie odpowiedział „Zostaw moją żonę i mojego opat, bo twoja małżonka, gdy cię nie ma, pociesza się tym pięknym niemieckim rycerzem”. Nic by z tych żartów nie było, gdyby nie fakt, iż doszło to do uszu księżnej Agnieszki, żony Władysława. Była ona kobietą bardzo ambitną, córka margrabiego Austrii, przyrodnia siostra cesarza Konrada Hohenstaufa. W małżeństwie z najstarszym synem Krzywoustego ona właśnie rządziła. Nie wiadomo czy swoim żartem Piotr trafił, ale w każdym razie Agnieszkę do tego stopnia dotknęły jego słowa, że jeszcze tej samej zimy rozkazała swemu mężu skazanie Włostowica, jako zdrajcę, na oślepienie i obcięcie języka. Na wieść o tym fakcie rodzina i stronnicy wojewody przeszli na stronę przeciwników księcia Władysława. Krótko po tym fakcie zapracował on na swój przydomek „Wygnaniec”, ponieważ nie miał już stronników gotowych w jego imieniu stawiać czoła młodszym książęta. Nie wiadomo czy to wydarzenie było bezpośrednią przyczyną tragedii Władysława II, ale na pewno gwoździem do trumny było wydarzenie, które dziś zostałoby nawet uznane za zabawne, ale na tamte czasy było ono bardzo poważne. Otóż na księcia Władysława została rzucona klątwa, przez starego arcybiskupa gnieźnieńskiego, Jakuba ze Żnina. Z tak wyklętym nie wolno przebywać, bo i na towarzysza spadnie podobna kara, nikt więc nie okazywał mu pomocy, co mogło oznaczać, że każdy mógł wyklętego zabić i nie ponieść żadnej kary. Początkowo klątwy te robiły duże wrażenie i były bardzo groźną bronią w ręku Kościoła, potem spowszechniały z powodu dużego rozpowszechniania w ich użyciu.

Tak, więc widzimy jak bardzo tuszowane było życie prywatne Piastów i w jak dużym stopniu starano się wybielić życie książąt i królów, by wyszli oni na wspaniałych władców.