Zapożyczenia to obce w strukturze danego języka wyrazy, zwroty, formy fleksyjne, czy związki frazeologiczne. Najprościej mówiąc jest to zjawisko przechodzenia pewnych cech jednego języka do innego. Zacierają one pierwotne zależności między językami. Istnieją trzy kryteria podziału zapożyczeń. Ze względu na przedmiot zapożyczenia dzielimy je na właściwe, strukturalne, semantyczne i sztuczne. Ze względu na kryterium stopnia przyswojenia: cytaty, zapożyczenia częściowo przyswojone, i zapożyczenia całkowite, a ze względu na pochodzenie na anglicyzmy, białorutenizmy, bohemizmy, galicyzmy, germanizmy, hungaryzmy, italianizmy, latynizmy, rusycyzmy, turcyzmy i ukrainizmy. Zapożyczenia są sposobem wzbogacania słownictwa i świadectwem kontaktów międzykulturowych. Rozpowszechniane były już w epoce przedpiśmiennej. Na skutek głównie uwarunkowań historycznych przez ponad tysiąc lat swojego istnienia język polski powiększał swój słownik przede wszystkim pod wpływem łaciny, czeskiego, niemieckiego, węgierskiego, rosyjskiego, tureckiego, włoskiego, francuskiego i angielskiego. Dawne zapożyczenie (np. gmina, ratusz, cegła zapożyczone z języka niemieckiego, czy fryzjer lub gorset zapożyczone z języka francuskiego) są obecnie już tak przyswojone, że w ogóle nie odczuwa się ich obcości. Jedyne zapożyczenia, jakie mogą budzić wątpliwości, zarówno estetyczne, jak i normatywne, to najnowsze pożyczki z języka angielskiego i tym problemem zajmę się w swojej prezentacji. Dokonam analizy i ocenię celowość takich zapożyczeń.

Anglicyzmy to wyrazy zapożyczone bezpośrednio z języka angielskiego, ich budowa i klasyfikacja przysparzają niejednokrotnie sporych problemów. Terminu tego zazwyczaj używa się w znaczeniu neutralnym, stwierdzając pochodzenie danego wyrazu, bądź w znaczeniu pejoratywnym w celu uzasadnienia, dlaczego danego wyrazu należy unikać. Współcześni badacze języka podkreślają zjawisko „wrastania” anglicyzmów w nasz ojczysty język, co jest dla niego niebezpieczne i wiąże się z coraz większym spolszczaniem anglicyzmów. Na temat świadomości społeczeństwa dotyczącej przenikania tego typu zapożyczeń wypowiedział się A. Markowski, autor książki Polszczyzna znana i nieznana:

„Zapożyczeń znaczeniowych z języka angielskiego jest we współczesnej polszczyźnie dużo, a niemal nikt nie zdaje sobie sprawy z ich przenikania do języka. Są to więc pożyczki ukryte i przez to niebezpieczniejsze niż jawne zapożyczanie wyrazów. Polszczyzna może bowiem «zangliczeć» od środka, od sfery znaczeniowej, swoistej dla każdego języka. W dodatku są to pożyczki niepotrzebne - pożyczony sens można zawsze oddać istniejącymi wyrazami polskimi”.

Jak wskazują badania językoznawców, ostatnie lata to masowy napływ do polszczyzny bardzo wielu anglicyzmów, najbardziej widoczne są w takich polach tematycznych jak technika, zwłaszcza komputerowa, polityka, żywienie, kosmetologia, czy rozrywka, które bardzo dobrze przyjęły się w języku współczesnej młodzieży. Przy ocenie zapożyczeń należy brać pod uwagę fakt, czy dany anglicyzm jest potrzebny w naszym języku i czy wypełnia jakąś istniejącą lukę w nazewnictwie. Istnieje wiele problemów dotyczących najnowszych zapożyczeń. Język współczesnej młodzieży jest tworem bardzo specyficznym. Dzięki niemu można manifestować swoją wolność, poglądy, czy przekonania. Jest on również sposobem na wyodrębnienie swojego środowiska i siebie. Ociera się on często o czarny humor, ironię, słowną ekspresję oraz neologizmy. Bardzo popularne są anglicyzmy, które biorą się one m.in. stąd, że coraz więcej nowinek technicznych, kulturowych i kulturalnych przychodzi do nas ze Stanów Zjednoczonych, ponieważ USA nadal uważane jest za wyznacznik obowiązujących trendów. Nie zawsze jednak słowa angielskie zachowują angielskie znaczenie lub pisownie, ale są tez takie które przenikają w całości za pośrednictwem filmów, reklam, gier komputerowych, muzyki, itp. Najpowszechniejsze to sorry, power, które zachowały swoją pisownie jak też i znaczenie. A takie słowa jak lajtowo, didżej, czy biforka to słowa angielskie ale ze spolszczoną pisownią. Poza tym niektóre polskie zwroty są niezgrabne i nie przyjmują się w języku młodych ludzi. Uleganie modzie językowej i nadużywanie zapożyczeń może stać się niebezpieczne i przerodzić się w zwyczajny snobizm. Zauważył to Z. Klemensiewicz mówiąc:

„To snobizm (…) chęć pokazania się rzekomo wysokim wykształceniem, przynależnością do warstwy panującej i elity kulturalnej”.

Angielszczyzna jest wszechobecna w naszym życiu, preferują ją media, sąsiedzi, koledzy i przyjaciele, więc trudno z nią walczyć, więc należy świadomie ją stosować i wybierać to, co zasługuje na uznanie. Do najmodniejszych zapożyczeń w języku współczesnej młodzieży związanych ze słownictwem sportowym należą: lider, czyli ktoś, kto przoduje, outsider - samotnik, czy team zamiast drużyna. Wyrazy te używane są również przez komentatorów sportowych. Używanie ich jest całkowicie nieuzasadnione. Słyszymy często: Nasz polski team wreszcie pojawił się na boisku. Wymienione anglicyzmy wręcz nie pasują do konstrukcji zdań. Łatwiej byłoby powiedzieć: nasza polska drużyna, ładniej brzmi i nie narusza norm językowych. Zasadne jest natomiast użycie słowa outsider, ponieważ skraca ono wypowiedź. Pojawiające się liczne anglicyzmy są niezwykle zróżnicowane, elastyczne i bardzo podatne na obce wpływy. Tak, jak wcześniej wspomniałam, młodzi, aby upodobnić się go grupy rówieśników, posługują się takim rodzajem słownictwa, jak ich koledzy. Wynika to głównie z panującej w danym środowisku mody, czy chęci wkupienia się w łaski grupy, do której chcemy bezwzględnie należeć. Nie zawsze jest to jednak konstruktywne i edukacyjne. W słowniku młodzieży najpopularniejszymi zapożyczeniami są: playback, singiel, song, show, czy bardzo popularny ostatnio i nadużywany przekształcony anglicyzm krejzol, który określa osobę szaloną, mającą ciekawe pomysły. W ostatnim czasie usłyszałam wypowiedź jednego z kolegów brzmiącą: luknij przez łindoł, czy kar stoi przy stricie. W tym zdaniu przeważają anglicyzmy, które są zdecydowanym nadużyciem, naruszają normy językowe i są wykroczeniem przeciwko naszemu językowi ojczystemu. Nie wszystkie anglicyzmy należy definitywnie krytykować. Istnieją również takie, których używanie jest jak najbardziej uzasadnione, ponieważ śmiesznie brzmiałyby przetłumaczone na nasz język. Dobrym przykładem jest słownictwo związane z relatywnie nowym stylem spożywania posiłków, a mianowicie barami szybkiej obsługi, które doskonale zakorzeniły się w języku współczesnej młodzieży. Nieznane jeszcze kilkanaście lat temu produkty zostały wprowadzone do Polski wraz z obcymi nazwami – fast food, hot dog, czy big mac. Wyrazy te nie mają rodzimych odpowiedników, zaś próby spolszczenia amerykańskich nazw potraw na siłę (np. wieśmac lub wieprzmac) ze względów estetycznych i fonetycznych nie okazały się udane, dlatego też zapożyczenia można uznać za potrzebne. Jedyną wadą jest niepolska pisownia niektórych wyrazów, a w konsekwencji problemy z ich prawidłową wymową. Być może w przyszłości przyjmie się pisownia fonetyczna. Innymi wyrazami zapożyczonymi z języka angielskiego, którymi współczesna młodzież posługuje się na co dzień są: lunch, happy end, show, weekend, shop. Każdy wychodzi z pracy na krótki lunch, a nie na obiad, film skończył się happy endem, zamiast miał szczęśliwe zakończenie, wyjeżdżamy na weekend, a zakupy robimy w shopach. Niektóre z tych anglicyzmów zakorzeniły się w naszych słownikach na stałe i jest to pomocne w życiu codziennym. Nie popieram jednak używania zapożyczeń typu happy end, shopy, czy show, ponieważ ich stosowanie jest zbędne i nieuzasadnione. W języku polskim istnieją ich odpowiedniki, które lepiej brzmią i bardziej pasują do kontekstu wypowiedzi.

Wzorcami dla młodych ludzi obok wspomnianego Internetu, telewizji, czy reklamy jest również prasa. Wykorzystują to twórcy czasopism, ponieważ stosowanie anglicyzmów jest najłatwiejszym sposobem zbliżenia się do młodego czytelnika. Pełnią one bardzo ważną rolę przy poruszaniu problematyki kultury popularnej oraz sugerują „światowość” pisma. Większość pism młodzieżowych jest przesycona anglicyzmami. Redaktorzy stosują je zarówno wtedy, gdy nie ma powszechnie używanego polskiego odpowiednika oraz gdy taki polski odpowiednik istnieje. W Bravo, Bravo Girl, Popcornie, Dziewczynie, Filipince, Twiście, 13, magazyn szczęśliwej nastolatki, odnajdziemy takie anglicyzmy jak np.: fast-food, image, remake, sexbomba, yuppies, came back, bumbox, happy end, lunch, show, slang, czy bardzo popularne dzisiaj second – hand. Dodatkowo „światowy wygląd” wprowadzają imponująco brzmiące tytuły, np. Hity na czasie, Typujemy hity tego lata, Seksowne okulary i trendowe dodatki w sam raz dla Ciebie, Gwiazdkowe love story. Dla starszego czytelnika takie zaśmiecanie naszej polszczyzny jest bardzo rażące, a sposób redaktorów na zdobycie nowych czytelników – mało przekonywujący. Przesada w używaniu anglicyzmów sprawia, że młodzi czytelnicy łatwiej je zapamiętują i częściej się nimi posługują niż naszym rodzimym słownictwem, co negatywnie wpływa na wzbogacanie i rozwijanie własnego słownika. Takie zapożyczenia należy jak najbardziej eliminować, bo przynoszą więcej szkody, niż pożytku.

Każdy język rozwijając się korzysta z zapożyczeń, adaptuje słowa obce, język polski byłby bardzo ubogi, gdyby nie ulegał wpływom innych języków. Nie należy jednak używać wyrazów obcych tam, gdzie są one niepotrzebne, a tym bardziej nadużywać ich. Same zapożyczenia nie stanowią wielkiego problemu, problemem jest natomiast brak precyzji w posługiwaniu się nimi. Młodzi ludzie muszą sobie uzmysłowić konieczność dbania o czystość i poprawność języka, ponieważ to właśnie oni będą kształtowali nasz język w przyszłości. Nieznajomość dokładnego znaczenia danego wyrazu dodatkowo niejednokrotnie ośmiesza mówiącego. Doskonały przykład przytoczył Jan Miodek: Proszę o asertywny stosunek do ekipy remontowej. Sformułowanie to jest po prostu śmieszne i rażące pod względem stylistycznym. Bądźmy więc w kontaktach towarzyskich „stanowczy", a asertywność zostawmy psychologom. Na zakończenie moich rozważań, chciałbym przytoczyć ciekawy, humorystyczny przykład z dowcipu, który jest doskonałym odzwierciedleniem niezrozumienia treści zapożyczonych słów: blondynka w sklepie ze sprzętem telewizyjnym chciała kupić lotnika. „Chyba pilota?” – poprawił ją sprzedawca. „Nie wiem” – odpowiedziała dziewczyna – „w sprawach technicznych jestem zupełnym lajkonikiem”.