Bohater „Kamieni na szaniec”, który mi imponuje to Tadeusz Zawadzki, pseudonim Zośka. Urodził się 21 stycznia 1921roku w Warszawie, zginął 20 sierpnia 1953 roku w czasie akcji rozbicia strażnicy granicznej w miejscowości Sieczychy. Piszę o nim, gdyż myślę, że był wartościową i ważną osobą Szarych Szeregów, które walczyła z Niemcami w czasie II wojny światowej.

Charakteryzowała go niemalże dziewczęca uroda. Miał regularne rysy twarzy i delikatną cerę. Jednak nawet jasnoniebieskie oczy czy złociste włosy w niczym nie ujmowały mu męskości. Koledzy przezywali go Zośką, dlatego że uśmiech oraz piękno ciała przypominały w jakimś stopniu kobietę.

Tadeusz był ambitny i uparty. Pokazał to, gdy mimo strachu przed wodą stał się najlepszym pływakiem. Podoba mi się też u niego spokój i opanowanie. Zauważyłam to, gdy całą grupą wypisywali antyniemieckie hasła na murze fabryki. Wszyscy nerwowo się rozglądali i pracowali jak najszybciej, a on zachowywał się naturalnie, potrafił opanować nerwy; mówił, że wyznaje „teorię spokoju”. Jak mało który chłopak był wrażliwy i pogodny. Nigdy się nie złościł bez powodu. Kochał życie i starał się optymistycznie patrzeć na świat. Zośka cechował się odpowiedzialnością i odwagą. Gdy prowadził wraz z kolegami akcję Małego Sabotażu musiał wykazać się tymi właśnie cechami. Jeśli coś postanowił, nie zmieniał zdania. Nigdy nie tracił pewności siebie. Zawsze zorganizowany, doskonale radził sobie w trudnych sytuacjach. Udowodnił to w Akcji pod Arsenałem, gdy odbijali Jana Bytnera. Po niedługiej śmierci Rudego, Tadeusz załamał się psychicznie. Chodził smutny i zaniedbany. Nie mógł sobie wybaczyć odejścia przyjaciela. Stracił entuzjazm i chęć życia. Spóźniał się na zbiórki. Minęło wiele dni, może nawet miesięcy, zanim pogodził się z jego śmiercią.

Zośka twierdził, że nie potrzebuje kolegów, gdyż zastępowała mu ich matka. Był typem samotnika; inni nie zawsze to dostrzegali. Jedyną osobą, z którą tak naprawdę się zaprzyjaźnił okazał się właśnie Rudy. Bronił go i był zdolny oddać za niego życie. Gdy rozmawiali, zawsze szczerze mu odpowiadał. Każdy wiedział, że można na nim polegać i zaufać mu.

Tadeusz Zawadzki wzbudził mój podziw i uznanie. Moim zdaniem jest wzorcem do naśladowania. Sądzę także, że ze wszystkich członków Szarych Szeregów najlepiej potrafił wcielić w życie „(…) dwa wspaniałe ideały: braterstwo i służbę”.