Wrocławska szkoła do niedawna niczym nie różniła się od innych szkół. Uczęszczają do niej uczniowie trzęsący się ze strachu przed każdą kolejną lekcją, czyli ci bardziej przejmujący się nauką ( zazwyczaj określani 'kujonami")

i ci nie mający większego zapału do nauki, myślący o tym jaki kolejny dowcip wywinąć kolegom bądź nauczycielowi.

Codziennie rano widzisz tu zaspane osoby, które wychodząc na drugie piętro mają nadzieję, że to właśnie dla nich nadszedł szczęśliwy dzień "niepytanego numerka". Każde kolejne dni, aż do końca 1 semestru wyglądały właśnie tak monotonnie, do dnia kiedy... Pewnego ranka, w szkole na lekcji matematyki u klasy 3c, ogłoszono, że para rodzeństwa (Arek i Szymon) będą należeć do klasy. Wychowawczyni zaznaczyła, że dobrze byłoby zapoznać się z chłopakami i traktować ich jak kolegów, których znamy już od dawna. Ale czy wiedzieliśmy,

że tak to się skończy ? - opowiedziała nam o tym jedna z uczennic Marta :

Na początku nic nie zapowiadało z inicjatywy chłopaków, że tak fatalnie zakończy się ten rok szkolny. Mianowicie w połowie 2 semestru okazało się, że dla rodzeństwa najważniejsze są imprezy, piwo, papierosy i ogólne wyluzowanie. Jak później zauważyłam nieliczne osoby z mojej klasy zaczęły również wpadać w taki nałóg. Po kilku tygodniach kolejne i następne. Prawie cała moja klasa zaczęła unikać lekcji, bardzo modne stały się wagary. Nie uwierzycie ! Nawet Sebastian (geniusz naszej klasy) zaczął opuszczać się w nauce. Właśnie jego zachowanie mnie zaniepokoiło. Postanowiłam, że pójdę go śledzić po szkole. Daleka droga to nie była, bo za szkołą, na naszym szkolnym boisku. To tam całą gromadą się spotykali, zauważyłam tam jeszcze kilka osób z innych klas. Niestety, dobrym śledczym bym nie była, bo po paru minutach zauważył mnie Arek. Podszedł do mnie, wyciągnął papierosa i powiedział żebym chociaż spróbowała. Oczywiście odmówiłam.

Po chwili powiedział, że z pewnością poprawi mi się humor i nabiorę większego optymizmu. Odeszłam.. Chwycił mnie za rękę i mocno przyciągnął do siebie, mówiąc dyskretnie, że jeżeli pójdę ku wychowawczyni bądz czy gorsze do dyrektora, popamiętam. No i zburzył moje plany, bo po prostu zaczęłam się go bać. Wszystko sobie przemyślałam no i wreszcie nie wytrzymałam. Poszłam prosto do dyrektora. Oznajmił on, że już dawno zauważył, iż coś się dzieje z uczniami. Bracia mają już swojego prokuratora i prawdopodobnie zostaną wydaleni ze szkoły.



Na pewno upłynie trochę czasu kiedy znowu w tej klasie będzie jak dawniej

i każdy upora się ze swoimi problemami. Jednak kiedyś znowu utworzą grupę zadowolonych nastolatków. Powinniśmy zapamiętać żeby nie popaść w tego typu przyzwyczajenia, bo nie jest to skuteczne oderwanie się os stresu i złego nastroju.