Dzieje Tristana i Izoldy to jedno z największych arcydzieł epoki średniowiecza a zarazem przykład romansu pochodzącego z tego okresu, którego autorem jest J. Bedier. Utwór ukazuje miłość, jako uczucie dominujące i niszczące, potrafiące przyćmić wszelkie inne wartości. To właśnie ten uniwersalny i ponadczasowy temat przyczynił się do rozsławienia dzieła. Wielokrotnie został on wykorzystywany w następnych epokach. Koleje losów bohaterów ukazują bowiem, że w obliczu niepohamowanej namiętności, żadne przysięgi, prawa i obietnice nie mają racji bytu, tym samym piękna miłość potrafi nie tylko tworzyć, ale i niszczyć owładniętych nią kochanków i ich otoczenie. Powyższy fragment dotyczy rozdziału VIII – „Skok z kaplicy”. Bohaterem biorącym udział w tym rozdziale jest między innymi Tristan. Był to osierocony siostrzeniec króla Kornwalii Marka, który wzrastał pod opieką marszałka Rohalta. Bohater wraz z tytułową Izoldą ma poddać się natychmiastowej egzekucji poprzez spalenie na stosie bez wcześniejszego sądu nad nimi. Izolda była córką króla Irlandii, żoną Marka. Narrator przedstawia ją, jako piękną kobietę, która wywiązywała się doskonale ze swoich obowiązków królowej, uwielbianej przez lud: „miła królowo, pani uwielbiana”. Zostali oni przyłapani na ”gorącym uczynku”- na zdradzie. Przez przypadek oboje wypili wino z domieszką magicznej mikstury. To ona bowiem miała budzić w sercach uczucie nie możne do pokonania. Wezbrana w nich namiętność zbliżyła ich ku sobie, pomimo, iż obydwoje byli świadomi, że ich czyny są haniebne i niemoralne. Tristan próbował błagać o litość dla ukochanej, tłumacząc się, że nie pałał do niej prawdziwą miłością, lecz narzuconą przez magiczny napój. Król nie wierzył im, nie zwracał uwagi na słowa tłumaczeń i błagania o litość. Rankiem Marek wydał swój ostateczny wyrok. Mieszczanie nie mogli pogodzić się decyzją bezwzględnego, surowego, pełnego gniewu władcy: „Nie ma tak potężnego barona, który by się odważył rzucić słówko proszące zmiłowania” Współczuli parze kochanków, i nalegali o wcześniejszy sąd nad nimi. Można zauważyć, że narrator też był po stronie zdrajców i sugerował również taką postawę odbiorcom: "Kto by mógł oglądać ja tak piękną i nie zlitował się, miałby serce okrutnika". Przeżywał całą sytuację, razem z bohaterami występującymi w tym fragmencie. Król Marek nie chciał ulec prośbom dworzan ani ludu, ponieważ tego wymagał honor władcy, chciałby jego męska duma została zraniona. O pierwszej godzinie nad ranem zgodnie ze zwyczajem król zwołał szlachtę Kornwalii. Zapowiedział wszystkim zgromadzonym, że zdania swojego na pewno...